piątek, 27 marca 2015

One Shot

Notka z poprzedniego posta może być nie zrozumiała bo pisałam ją na śpiąco o 3 nad ranem i mózg mi nawalałXD
 więc z grubsza chodzi o to że napisałam One Shota o Hiszpańskiej tancerce i arystokracie, akcja rozgrywa się w hiszpani a dokładniej Sevilli w drugiej połowie XVII wieku, Pojawi się on na blogu gdy pod rozdziałem zawidnieje 5 komentarzy od różnych autorów

Mamy nadzieję że stanie się tak niedługo ;D
buuuuuuuuuuuuuuuziaczki ;-*  ;-*  ;-**
Zomiju(Mima)

Rozdział XIII Bogowie...

 

 Olimpia

 


"[...]Potem pojawiła się mgła, która go przysłoniła, a potem już go nie było. Zostałam sama na polanie."

 Stałam chwilę, zastanawiając się i uświadomiłam sobie że nikt od paru lat nie wyprowadził mnie tak z równowagi jak dzisiaj ten Ethan i Lynette. Uspokoiłam oddech i rozmyślałam o całej tej sytuacji... Kim jest Ethan? Może jakimś bogiem bądź półbogiem, w każdym razie na pewno nie jest śmiertelnikiem i trzeba na niego uważać. A co do Lynette to już nie moja sprawa, jak nie chce to niech nie wraca będzie mi to dużo bardziej na rękę, mam dość latania za tą nieopanowaną histeryczką. Spojrzałam na słońce chylące się ku zachodowi, które malowało tysiące barw na wieczornym niebie
-Zaraz zmierzch- pomyślałam
Właśnie ruszałam w stronę lasu z zamiarem polowania gdy uświadomiłam sobie że mój łuk został w krzakach, poszłam po niego szybkim krokiem a następnie zatopiłam się w leśnej gęstwinie. Stąpałam po wilgotnym, zimnym mchu obrastającym niemal wszystko co znajdowało się na ziemi, czułam unoszący się wokół żywiczny zapach kory drew, nasłuchiwałam wszystkich dźwięków rozbrzmiewających w leśnej głuszy skupiając się na każdym który mogła wydawać ofiara dzisiejszego polowania jednocześnie patrząc na obfitą kojącą zieleń lasu w poszukiwaniu ruchów zwierząt. Po chwili usłyszałam cichy tętent zgrabnych racic, a z za drzewa wyłoniła się smukła brązowa sarna, stąpałam jak najciszej żeby zbliżyć się do zwierzęcia, już napinałam cięciwę łuku gdy niedaleko mnie rozległ się trzask gałęzi, dzikie zwierze odwróciło się przestraszone w moją stronę a zaraz potem ruszyło pędem w las. Rzuciłam się w pogoń za nim nie zwracając szczególnej uwagi na owy dźwięk, biegłam przez las przemykając w śród gałęzi i drzew nie zatrzymując się nawet na sekundę, wilgotne świeże powietrze dodawało sił a orzeźwiające krople rosy które przez przypadek rękoma strzepywałam z liści chłodziło rozpaloną biegiem skórę. Wreszcie mogłam uwolnić się od wszystkiego, od myśli wydarzeń, ludzi i świata... Przegonić czas i zapomnieć o wszystkim, ciągle starałam się być opanowana, chłodna i zdystansowana, nigdy nigdzie nie mogłam być sobą i mówić co myślę. Ale tu i teraz liczyłam się tylko ja, zwierzyna i otaczający nas las, wszystko inne zostało w tyle. Lawirując pośród drzew byłam w swoim żywiole, robiłam to co naprawdę kocham i nie chodziło tylko o zabicie zwierzęcia czy zdobycie kolacji, chodziło o wolność, prawdziwą jedyną wolność ściganie się z wiatrem i naturą. Teraz w tym lesie, czując wiatr rozwiewający mi włosy i biegnąc co sił mogłam być sobą, czułam się panią otaczającej mnie zieleni. Już prawie dogoniłam leśne stworzenie gdy korzeń drzewa niespodziewanie wyrósł spod ziemi, z rozpędu potknęłam się o niego trafiając twarzą w ziemię i jadąc kawałek na brzuchu po zwilżonej rosą trawie, chwilę potem niedaleko mnie rozległ się kpiący perlisty śmiech
- No któż by się spodziewał- pomyślałam gniewnie
Położyłam dłonie na wysokości szyi i dźwignęłam się do góry, usiadłam mówiąc przez zaciśnięte zęby
- Artemida
Spojrzałam w górę i moim oczom ukazała się ona, znienawidzona bogini której ulubioną rozrywką było uprzykrzanie mi życia. Stała opierając się o drzewo nieopodal mnie w swoim śnieżnobiałym chitonie przed kolano lekko połyskującym w promieniach zachodzącego słońca, w talii była przepasana ciemno brązowym skórzanym pasem do którego była przyczepiona płócienna sakiewka i nóż myśliwski, długie rudobrązowe włosy miała spuszczone falującą kaskadą na plecy a jedyną ozdobą na nich była srebrna opaska okrążając jej głowę z platynowym półksiężycem na wysokości czoła. Patrzyła na mnie z góry swoimi ciemnozielonymi oczami otoczonymi kaskadą czarnych rzęs
- Moim zdaniem powinnaś się umyć zanim spojrzysz w oczy bogini- odpowiedziała z udawanym oburzeniem
- I najpierw naucz się chodzić zanim się porwiesz na coś takiego jak polowanie- dodała szyderczo
- Obie dobrze wiemy co i dlaczego robi tu ten korzeń- powiedziałam siląc się na neutralny ton głosu
- Tak racja obie wiemy co tu robi, wyrósł wraz z tym drzewem- odpowiedziała niewinnie
- Jak chcesz się pośmiać znajdź sobie inną zabawkę bo mi przez ciebie kolacja właśnie uciekła-mówiłam ze złością
-A może ty się po prostu boisz tego że ja, zwykły śmiertelnik mogłabym być lepsza niż ty w polowaniu, lepsza od samej bogini łowów- dodałam z przekąsem 
- Jak śmiesz tak do mnie mówić- odpowiedziała z niebezpiecznym błyskiem w oku
A jej twarz zmieniła się diametralnie, z wesołej i kpiącej na pełną furii, zachowywała się jakbym właśnie uderzyła ją w tą piękną twarzyczkę
- Jak ja śmiem? A kto zniża się do używania swoich mocy bo nie umie pogodzić się z prawdą- odpowiedziałam kpiąco jak ona wcześniej
-Lepiej uważaj co mówisz, bo jednym machnięciem dłoni mogę zamienić cię w robaka!- powiedziała podniesionym tonem
- To ciekawe czemu tego jeszcze nie zrobiłaś.... A może reakcji brata i ojca też się boisz?- odpowiedziałam nie zważając na niebezpieczeństwo wywołane wypowiedzeniem tych słów
- Zapłacisz za każde słowo wypowiedziane w tym momencie!!!- wykrzyknęła unosząc swą dłoń 
Już myślałam że naprawdę odważy się mnie uśmiercić bądź zamienić w jakiegoś robaka gdy nagle
słońce zaczęło przybliżać się z zawrotną prędkością, jego światło oślepiało a żar palił skórę. Wyglądało to tak jakby słońce wylądowało na ziemi gdy zetknęło się z horyzontem i przyjechało do nas, to pewnie dlatego że w pewnym sensie naprawdę tak było...
Odwróciłam się i zakryłam rękoma oczy a gdy wszystko ustało spojrzałam na beztroskiego młodego mężczyznę. Miał zmierzwione włosy w kolorze promieni słonecznych, kobaltowe oczy, mocno zrysowaną linie szczęki i idealnie wykrojone brzoskwiniowe usta, jego rysy były delikatne i szlachetne. Biały Grecki chiton do kolan pod którym układały się doskonale wyrzeźbione mięśnie, kontrastował z opalenizną boga, uśmiechną się czarująco ukazują idealnie białe żeby i poprawił złotą koronę z dwóch liści lauru splecionych ze sobą
- Ja jak zawsze miałem porażające wejście, nie sądzicie?!- zawołał podekscytowany bóg słońca, stojąc w swoim złotym rydwanie zaprzęgniętym w dwa białe konie z bursztynowymi grzywami
Nawet ja musiałam przyznać że jego wygląd robił wrażenie i pewnie łamał serce niejednej kobiety
-Apollin, nie teraz- powiedziała kotłująca się ze złości Artemida
Młody bóg spojrzał to na nią, to na mnie próbując zorientować się w sytuacji, ja już zdążyłam się do niego trochę przysunąć z obawy przed wściekłą boginią. Wtedy jego spojrzenie stało się pobłażliwe a na usta wpełzł łobuzerski uśmiech
-Oj a wy znów się kłócicie....- powiedział niby przejęty
-Nie bądźcie zazdrosne, przecież obydwie was kocham- mówiąc to rozłożył ramiona i położył jedno na moim ramieniu a drugie na Artemidy
-Nie ośmieszaj się- odpowiedziała wściekła Artemida zrzucają jego rękę ze swojego ramienia 
-Lepiej zajmij się sobą i daj mi zniszczyć tą nędzną śmiertelniczkę, która śmie mi się sprzeciwiać! Mi!! Bogini lasu i łowów, księżyca i gwiazd, córce gromowładnego Zeusa, pana niebios!!!- wykrzyczała swoją tyradę oburzona i delikatnie mówiąc zła Artemida, wprawiając swojego brata w coraz większe zdumienie
- Armi, uspokój się bo to zaczyna być niezdrowe- odpowiedział patrząc na nią i z dezaprobatą marszcząc brwi
-A jako bóg lekarzy, słońca, wyroczni, muzyki i tak dalej mogę ci przepisać jakieś ziółka na uspokojenie- dodał ze szelmowskim uśmiechem, mrugając do niej jednym okiem
I jakbyś mogła to zostaw nas samych....- powiedział przyciągając mnie do siebie mocniej i  machając śmiesznie brwiami
-Nie mogę wierzyć że pozwalasz by ta kreatura cie wykorzystywała- odpowiedziała mu zdenerwowana
potem podeszła do mnie i szepnęła zamieniając się w powiew zimnego wiatru po którym przeszły mnie ciarki u podstawy kręgosłupa
-Jeszcze się zemszczę.... 

Próbowałam się lekko odsunąć od promiennego boga
- No a teraz możemy się gdzieś przejść....- zaproponował
-Wiesz Apollo naprawdę dziękuje ci za ratunek ale ja nie mogę w tej chwili bo muszę upolować jedzenie, i spójrz jak ja wyglądam mam cały chiton ubrudzony, a poza tym nie jestem zainteresowana tobą w ten sposób...-odpowiedziałam delikatnie, powoli się oddalając
- O nic się nie martw słońce, ja ci wszystko mogę dać- powiedział nonszalancko 
Następnie podniósł rękę i machną nią wzdłuż mojego ciała, a ubrudzony chiton, pokołtunione włosy i cały "nieidealny" wygląd  zaczął się zmieniać. Już po chwili miodowe kręcone włosy miałam lekko spięte złotą klamrą w górnej części głowy, delikatnie złotawy chiton do kostek ze złotym subtelnym paskiem w talii powiewał wokół moich stóp, a na przedramieniu pojawiła się również złota bransoleta, moja wcześniej ubrudzona skóra teraz była nieskazitelnie czysta i unosił się wokół mnie lekki cynamonowy zapach
- I tak łatwo nie odpuszczę, o serce damy trzeba walczyć, a musisz przyznać romantyzmu mi nie brakuje jestem przecież bogiem muzyki, poezji i piękna- mrukną mi do ucha uwodzicielskim głosem
-Naprawdę myślę że powinnam już iść, może innym razem gdzieś się wybierzemy- odpowiedziałam zażenowana i lekko zdenerwowana zostawaniem sam na sam z zakochanym we mnie bogiem
- Ależ proszę cię o ten jeden wieczór... O pani mego serca, zrobię dla ciebie wszystko tylko bądź mi bardziej przychylna- wygłosił teatralnym głosem, zaraz potem robiąc słodkie oczka
Co tu dużo mówić... Chciałam zwiać do domu albo polować, ale na pewno nie chciałam gdzieś chodzić z tym aroganckim bogiem ani z żadnym innym mężczyzną, osobiście uważałam ich za wyjątkowo płytkie i nierozumne stworzenia. Ale chcąc nie chcąc to jest bóg, bóg który chwile wcześniej uratował mnie przed przemianą w robaka więc nie chcąc mu się narazić ani stracić jego pomocy musiałam się zgodzić na ten bagatelny "spacer"
-No dobrze chodźmy gdzieś- powiedziałam zmuszając się do uśmiechu
Jego entuzjazm wyraźnie wzrósł, zaraz potem podbiegł do rydwany staną obok i w szarmanckim geście pokazał mi wejście mówiąc
-Panie przodem
Weszłam do jego rydwanu przeklinając to jaki jest mały i w locie będziemy musieli stać bardzo blisko siebie, czego wolałabym uniknąć
- A więc, gdzie byś zechciała lecieć droga pani?- 
Parsknęłam śmiechem, zawsze mnie bawiła ta wytworna szarmanckość połączona z beztroskością u Apolla. Rozbawiona odpowiedziałam prowadząc dalej jego grę, próbując ująć to równie poetycko
- Miejsce które ty kochasz jest również moim ukochanym więc zabierz mnie tam proszę-
- Więc kierunek na Delos!- wykrzykną uradowany wprowadzając rydwan w ruch
Wznieśliśmy się natychmiast do góry a Apollo poklepał po szyi dwa białe rumaki ciągnące rydwan po niebie
-Spójrz na to- zawołał do mnie chcąc się popisać
Pociągną konie ku górze a potem znów na dół i w bok, nie wiedziałam o co mu chodzi gdy na niebie pojawiło się tysiące barw, które cały czas się zmieniały. W jednej chwili pozwolił by przechodziły od żółtego do krwistego szkarłatu a to znów w innej mieniły się odcieniami różu, fioletu i indygo. Oniemiałam z wrażenia, i sądząc po jego minie taki miał zamiar, zadowolony z siebie prowadził rydwan ku morzu Śródziemnemu na wyspę jego największej czci. W czasie lotu uraczył mnie wieloma wierszami na mój temat i mojego wyglądu, ale również mówił o historii tej wyspy, jak Posejdon pomógł jego matce i Latona urodziła jego i Artemide, opowiadał również o wspaniałych świątyniach górach i widoku na morze. Na początku nie chciałam jechać z nim nigdzie ale teraz miałam znacznie lepszy humor, co prawda bóg słońca potrafił być wyjątkowo irytujący i arogancki ale mnie bardzo bawił, choć gdybym mogła cofnąć się w czasie i sytuacja pozwoliła by na odmowę to bez wahania i tak bym to zrobiła bo mam konieczniejsze rzeczy do wykonania niż wpatrywanie się w niesamowite zachody słońca i słuchania historii jakiejś wyspy aczkolwiek i tak było dużo lepiej niż się spodziewałam. Po paru minutach Apollo zwrócił rydwan do lądowania i znaleźliśmy się ziemi, wokół panował już całkowity mrok a dzięki Artemidzie nie było widać księżyca ani nawet jednej gwiazdy 
-Dzięki siostrzyczko- mrukną zirytowany Apollo patrząc w niebo
skrzywiłam czując zimno i patrząc na atramentową czerń spowijającą wszystko
-Nie bój nic moja różo dla ciebie nawet słonce z nieba ściągnę więc nie ma problemu 
I wtem trzy metry nad naszymi głowami pojawiło się miniaturowe słońce dające ciepło i rozpraszające mrok,  Apollo poprowadził mnie kamienną ścieżką prowadzącą na wzgórze i wtedy zamiast ścieżki zaczął się tunel. Dość wysokie ściany prowadzące daleko w głąb zrobione z różnorodnych głazów, na tych ścianach widniały niezapalone pochodnie wtem Apollo nałożył na opuszki palców dwie metalowe części i pstrykną razem z nimi na palcach. I wtedy wszystkie pochodnie zapłonęły ogniem, z przerażenia i szoku cofnęłam się
- Niesamowite co? Hefajstos mi takie zrobił
Wciąż niepewna co do pochodni wahałam się na wejściem do tunelu, ale gdy Apollo zaproponował że będzie mnie przytulał żebym się nie bała stwierdziłam że to wcale takie straszne nie jest i weszłam bez jego pomocy, szliśmy ciągnącym się w górę tunelem który doprowadził nas do większej komory. Na czterech białych gipsowych kolumnach typu jońskiego, opierał się biały dach za to nie było ścian i zimny wiatr wywołał u mnie gęsią skórkę, wtem Apollo znów przyzwał słońce tym razem większe, oświetlające większość wyspy. Czułam się jak po zwykłym słońcem, żar lał się z nieba a nadmorska bryza otulała moje ciało lekkim podmuchem ciepłego wiatru zrobiło się jasno i ogólnie było prawie tak samo, tylko z tą różnicą że prawdziwe słońce świeci na znacznie większym obszarze, bo jak teraz rozejrzałam się dookoła to dwie mile dalej był mrok. Wyglądało to zjawiskowo, patrzyłam na uderzające o skały turkusowe fale wody połyskującej w słońcu a jak spojrzałam dalej widziałam czarną wodę kołyszącą się niespokojnie jakby otaczała nas tarcza słoneczna. Prostokąt na którym staliśmy był dosyć długi rozciągał się na dziesięć metrów, a szeroki był na sześć. Wyszłam poza dach i gipsową podłogę rozkoszując się pięknymi widokami a gdy się odwróciłam zamiast czterech kolumn podpierających pusty gipsowy prostokąt zastałam miękkie skóry zwierząt rozłożone na ziemi i duże poduszki poustawiane na nich obok stał niewysoki stolik na którym leżała złota taca z owocami, nagle z nieokreślonego bliżej miejsca zaczęła dochodzić muzyka liry i fletu. Po raz nie wiem który w ciągu tego spotkania oniemiałam z wrażenia, wten z za kolumny wyskoczył Apollo rymując wiersze
- Jak tak szybko to wszystko przygotowałeś?- spytałam zdumiona
-No wiesz ma się znajomości wśród różnych bogów- mrugną do niej beztrosko
-Afrodyta pomogła przygotować wystrój- wyszczerzył zęby w uśmiechu
Zastanawiałam się ilu jeszcze bogów ma konszachty z Apollem
-Zechcesz usiąść?-spytał z właściwą sobie wytwornością
Szczerze mówiąc padałam z nóg po tym staniu w rydwanie, łażeniu po tunelu i już nawet nie wspominając o kilkukilometrowym biegu przez las, więc z chęcią usiadłam obok młodego boga i zajadałam się owocami słuchając dramatów nękających bogów Olimpu, na przykład ja to Afrodyta przestała udzielać swojego błogosławieństwa przez miesiąc i całkiem usunęła swoją moc z Arkadii, bo Hefajstos jak się zdenerwował to stwierdził że świat bez miłości byłby lepszy. Wtedy Afrodyta obraziła się i schowała na jednej z wysp, a ludzie bez miłości dostali szału i cały czas bogowie mieli chaos, więc Hefajstos przeprosił Afrodytę i znów ona wygrała a biedny Hefajstos musiał wysłuchiwać  jak to ona zawsze ma rację. I w ten sposób Afrodyta uświadomiła wszystkim że świat bez miłości- znaczy bez niej- byłby niczym, tylko co mi się nie podobało to to że przy tej ostatniej historii o Afrodycie przysuną się niebezpiecznie blisko. Gdy już odpoczęliśmy Apollo poprowadził mnie do tunelu na przeciw tego którym wyszliśmy, ten tunel był krótki z każdym krokiem stawał się coraz bardziej rozległy  aż wreszcie ściany zrobiły się coraz niższe a sufitu nie było i znaleźliśmy się na otwartej przestrzeni choć nie koniecznie....staliśmy nad krawędzią wielkiej głębokiej kotliny  w której czaiła się biała mgła, a wtedy Apollo powiedział mi że w tej kotlinie schowała się nimfa Echo i powtarza wszystko co się do niej się powie. Ze śmiechem przysłuchiwałam się rozmowom nimfy z bogiem słońca więc w końcu też spróbowałam, ale w jednej chwili o mało co nie spadłam do środka, gdy skały osunęły się ja już leciałam dół ale Apollo złapał mnie i przyciągną do siebie a potem spojrzał na mnie z bliska swoimi kobaltowymi oczami. Poczułam nagły przypływ paniki i szybko próbowała wyrwać się z uścisku mówiąc
-Chodźmy nad morze
Wydawało się jakby Apollo bez wahania spełniał każdą moją prośbę więc chciałam spróbować i z zaskoczeniem stwierdziłam że tą spełnił bez wahania, ale gdy przechadzaliśmy się po kamienistej plaży do Apolla podfruną na swoich skrzydlatych butach Hermes i mówił coś do niego, niestety ja nie byłam w zasięgu słuchu i widziałam tylko jak w oczach boga pojawia się rozczarowanie  potem zaskoczenie a na koniec zimna kalkulacja. Gdy Hermes odfruną Apollo podszedł do mnie i oznajmił z głęboką rozpaczą i frustracją że musimy się pożegnać, również udałam smutną ale bez przesady, za to gdy Apollo wysadził mnie z rydwanu szybko podszedł i pocałował krótko, na szczęście w ostatniej chwili odwróciłam głowę i jego usta wylądowały na moim policzku, on niezbyt usatysfakcjonowany finałem spotkania odjechał z prędkością światła, pomachałam mu i udałam się w stronę swoich drzwi od domu i poczułam się dziwnie ze względu na mrok otaczający mnie ze wsząd, weszłam do domu i zapaliłam świece, pomyślałam rozczarowana że dziś na polowaniu nie idę bo jestem delikatnie mówiąc zmęczona, bardzo zmęczona, zabierałam się za rozpalanie w kominku gdy usłyszałam pukanie do drzwi Lynett? Apollo? Etan? Kogo nosi pod moje drzwi o tej porze... Wzięłam nóż i ostrożnie otworzyłam drzwi przed którymi nie stał żaden człowiek, była to duża piękna sarna ze sznurkiem na szyi przywiązanym do pergaminu na którym widniał napis "KOLACJA" zaśmiałam się w głos rozbawiona, odwróciłam kartkę i tak jak się spodziewałam było to od Apolla


_____________________________________________________________________________________________________________________________



Hej co tam u was? ;D My z nowym rozdziałem trochę późno ale za to jest jeden  One Shot napisany przez Mimę i pojawi się na blogu gdy pod tym rozdziałem pojawią się komentarze od pięciu (nie licząc Zomiju ;D)

Komętooooooooooooooooooować

buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuziaczki ;-*  ;-*  ;-**
Zomiuju

A dla nie wtajemniczonych w mitologię:

Apollo/Apollin
w mitologii greckiej syn Zeusa i Leto. Urodził się na wyspie Delos. Był bliźniaczym bratem Artemidy. Uważany za boga piękna, światła, życia, muzyki, wróżb, prawdy, prawa, porządku, patrona sztuki i poezji, przewodnika muz Przebywał na Parnasie, skąd zsyłał natchnienie.
Apollo był najmłodszym i najładniejszym bogiem spośród mężczyzn.



Artemida/Artemis
 w mitologii greckiej bogini łowów, zwierząt, lasów, gór i roślinności; wielka łowczyni. Uważana również za boginię płodności, niosącą pomoc rodzącym kobietom. Podobnie jak Apollo był bogiem słońca i życia, tak Artemidę uznawano za boginię księżyca i śmierci. Wierzono bowiem, że bliźniacze rodzeństwo charakteryzuje podobna konstrukcja duchowa. Ze względu na związek między obrotami księżyca a przypływami i odpływami morza Artemidę zaczęto uważać za bóstwo opiekuńcze rybaków. Jej atrybutami były łuk , strzały i kołczan, a ulubionym zwierzęciem łania. Była córką Zeusa i Leto (Latony), siostrą bliźniaczką Apollina

poniedziałek, 16 marca 2015

Rozdział XII Prawda

Olimpia
             
  
W wirze walki nawet nie zauważyłam, gdy Lynette osunęła się na ziemie. Zbyt zajęta byłam oddawaniem ciosów temu "facetowi z lasu". Jednak jedno spojrzenie w jej stronę wystarczyło, by wywołać u mnie nagłą fale przerażenia. Leżała na ziemi, cała blada. Ba! Nie blada, lecz raczej szara. Choć wydawało się, że straciła przytomność patrzyła gdzieś, nieobecnym wzrokiem. Jej twarz wygięta była, w grymasie strachu, bólu i cierpienia. Wyglądała, jakby wpadła w jakiś trans, jakby śnił jej się najgorszy koszmar, który mogła wytworzyć jej własna wyobraźnia. Wydawało się, że coś ją pochłania, że powoli ulatuje z niej życie... Przestraszona chciałam biec w jej stronę, lecz nogi miałam jak z waty. Z otępienia wyrwał mnie ostry ból z tyłu głowy, i nim się spostrzegłam leżałam już na ziemi. Nieznajomy stał nade mną z tryumfalnym uśmiechem na twarzy. Przyznaje, że trochę poniosły mnie emocje, lecz trzeba było pomóc Lynette... Wstałam więc, nie zważając na nic, i uderzyłam go w twarz, z taką siłą, że aż się przewrócił. Poparzył na mnie ze zdziwieniem, i chyba chciał coś powiedzieć, lecz przerwałam mu gwałtownym tonem:
- Co ty sobie wyobrażasz?! - i nie czekając na odpowiedź darłam się na niego dalej:
- Nie widzisz, co się dzieje z Lynette!?- huknęłam.
Wtedy oboje spojrzeliśmy w jej stronę... Wyglądała jeszcze gorzej, niż przed chwilą. Oczy szkliły jej się nienaturalnym blaskiem, a z kącika jej ust właśnie spłynęła kropla ciemno-czerwonej krwi. Nawet nie zauważyłam, gdy nieznajomy wstał,  podbiegł do Lynette i wziął ją na ręce. Na sztywnych nogach podeszłam do niego i nie wiedziałam, co dalej robić. Nie mogłam się odezwać, wszystkie słowa ugrzęzły mi w gardle. Chwyciłam go tylko za ramie i spojrzałam mu głęboko w oczy. On, jakby czytał w moich myślach powiedział:
- Zdaje się, że mogę jej pomóc... - po czym ułożył Lynette na trawie i kazał mi ją podtrzymać. Uklękłam przy niej i zrobiłam, co kazał. On wyciągnął rękę, zamknął oczy i zaczął szeptać coś, w nieznanym mi języku. Nagle z Lynette zaczęła opadać jakaś dziwna, szepcząca mgła. Brzmiało to, jakby tysiące ludzi na raz szeptem opowiadali jakieś żałosne historie o nieszczęściu i rozpaczy. Głosy nakładały się na siebie, w efekcie tworząc chór pojękiwań i nawoływań, od których włosy jeżyły się na głowie. Zakryłam uszy, ale tych odgłosów niczym nie dało się zagłuszyć. Słyszałam je jakby nie uszami, lecz umysłem. Skóra Lynette zaczęła miejscowo odzyskiwać naturalny kolor, lecz wokół niej zaczęło się nawarstwiać coraz więcej tej dziwnej mgły. Po kilku (okropnych!) minutach Lynette wyglądała, jakby tylko spała. Spojrzałam na nieznajomego, mgła otaczająca Lynette  jakby zaczęła w niego wsiąkać. Choć na jego czole pojawiły się kropelki potu nie zaprzestał tego dziwnego rytuału. Z kończył dopiero, gdy cała mgła znikła. Spojrzałam na niego. Szczerze mówiąc byłam trochę przestraszona. Kim ON jest, że potrafi takie rzeczy?... - pomyślałam - Tak, czy inaczej to na pewno nie jest zwykły śmiertelnik... Zapadła chwila ciszy, którą on przerwał :
- No... - Zaczął, ale zaraz skończył, ponieważ właśnie wtedy Lynette otworzyła oczy.
On pomógł jej wstać, a ona patrząc na niego rozmarzonym wzrokiem powiedziała:
- Ethan...
Potem musnęła mnie zdezorientowanym spojrzeniem i powiedziała:
- Olimpia?...- wydawało mi się, że próbowała sobie przypomnieć co tu właściwie robię - Olimpia!!! - dodała już przytomniejszym tonem, przybierając surowszy wyraz twarzy - Śledziłaś mnie?!
Byłam trochę zdezorientowana jej nagłą reakcją i nie za bardzo wiedziałam co odpowiedzieć. W końcu opanowanym tonem powiedziałam:
- Martwiłam się o ciebie... - lecz ona mi przerwała:
- Tak?! I to dlatego musiałaś się rzucać z bronią na mojego chłopaka?!... - tu na chwile się stropiła - to znaczy... na mojego przyjaciela... - dodała po chwili patrząc na nieznajomego.
- No bo... on... - zaczęłam jej tłumaczyć, ale ona znowu mi przerwała :
- Nie obchodzi mnie to! Dlaczego mnie śledzisz?! - kotłowała się ze złości Lynette.
Złość wzięła we mnie górę, miałam chęć wszystko jej wygarnąć.
- Mam prawo wiedzieć dokąd chodzisz... - powiedziałam - Z resztą, miałyśmy jechać do Delf. Wszystko już przygotowałam, a ty w tym czasie chodzisz sobie na randki! - powiedziałam lekko podniesionym tonem,  ponieważ byłam już dość mocno wkurzona.
- Ach tak?! - krzyknęła czerwieniąc się ze złości - Po pierwsze: to nie jest randka! Po drugie: Kto powiedział, że muszę ci meldować co robię i gdzie idę, co?!
- Dopóki mieszkasz pod moim dachem jestem za ciebie odpowiedzialna... - odpowiedziałam, siląc się na opanowany ton.
- Tak?! A może ja już wcale nie chce mieszkać z tobą, hym?! Pomyślałaś czasem o mnie?! - wykrzyczała mi w twarz.
- Lynette! - krzyknęłam łapiąc ją za ramie, ona jednak mnie odtrąciła.
W oczach miała ogniki, rozkazała ją jakaś potężna siła. Zrobiła gwałtowny ruch ręką, w moją stronę. Nagle, z ziemi zaczęły wyrastać gęste pnącza i ciasno owinęły mnie w tali, skutecznie mnie unieruchamiając. Lynette podeszła do mnie i patrząc mi głęboko w oczy wysyczała lodowato:
- Nie chce cie znać!...
Wtedy podbiegł do niej ten "Ethan..." , chwycił ją za ramiona i mocno nią potrząsnął.
- Lynette! Co się z tobą dzieje?!- krzyknął - Uspokój się!
 Ale ona wyrwała mu się. Wydawało się, że nad sobą nie panuje, z ziemi znowu wystrzeliły te okropne chwasty i owinęły się w okół Ethana. Lynette patrzyła na niego wyzywająco. Po chwili odezwała się pełnym złości głosem :
- A ty to niby co?! Też Chcesz mną manipulować! Jakby co, to JA nie chce już mieszkać z Olimpią! I to jest moja samodzielna decyzja, a tobie nic do tego!
Potem znowu odwróciła się do mnie i z rozgoryczeniem zaczęła mi wyliczać :
- Dlaczego mnie śledzisz?... Dlaczego wciąż traktujesz mnie jak obcą?... Co ja ci takiego zrobiłam?!... - pod koniec głos jej się załamał, pociągając nosem mówiła dalej :
- Ja... ja wszystko wiem! Jesteś podła! Ciągle jakieś tajemnice! Ta butelka... Ten list! Ja... ja... - przez chwile jakby zastanawiała się co powiedzieć - ... ja wiem, że zabijasz ludzi! - wypaliła nagle.
Znieruchomiałam. Lynette dalej obrzucała mnie wyzwiskami, ale ja już jej nie słuchałam. Skąd ona wie?! - myślałam - Czy ma do tego coś ten Ethan? Kim on jest i... Kim ona jest?! Czy tylko udawała?.... Czy wszystko pamięta? - i wreszcie - Czy ona jest szpiegiem?!
W mojej głowie kotłowały się myśli. Lynette już otwarcie płakała. Usłyszałam jakby zza mgły jej głos :
- Nie chcę cię więcej widzieć! - krzyknęła.
Nie wiem, czy te słowa były skierowane do mnie, czy do Ethana. Gdy wyrwałam się z przemyśleń Lynette już nie było, zostałam na polanie sama z Ethanem.
- Cóż... - powiedział uśmiechając się z przekąsem.
- " Cóż "?! Tylko to masz do powiedzenia?! - przerwałam mu zdezorientowana - To wszystko twoja wina
- Moja?... - zapytał głupkowato wpatrując się jakiś nieokreślony punkt.
- No a czyja?! - wysyczałam przez zęby już na maksa wkurzona - Gdyby nie to twoje "pomaganie" to Lynette jeszcze by tu była!
- No a co miałem zrobić?! - krzyknął - Miałem pozwolić jej umrzeć?!
- No... Nie.... - powiedziałam trochę zbita z tropu - Ale to przez ciebie dostała ADHD i uciekła. - dodałam już bardziej wojowniczym tonem.
- No... Ale to tylko chwilowe...
- Dobra, nie ważne... - powiedziałam - Lepiej powiedz mi skąd i od kiedy znasz Lynette?
On na chwile się zamyślił, przybrał poważny wyraz twarzy i powiedział :
- Znam ją od bardzo dawna... - tu na chwile przerwał - Eh... Niestety ona siebie zna od niedawna....
- Jak to? - zapytałam zdziwiona.
- Straciła pamięć... - powiedział - nagle zniknęła, a kiedy ją znalazłem już nic nie pamiętała...
Słońce zaczęło chować się za drzewami, kolorując niebo na czerwono. Po ziemi zaczęły tańczyć pojedyncze cienie. Ethan odwrócił się w ich stronę i powiedział:
- No... Nareszcie!
Po czym wypowiedział jakieś dziwne, niezrozumiałe słowa i pnącza z niego opadły. Popatrzyłam na niego podejrzliwym wzrokiem i zapytałam :
- A tak w ogóle to... kim ty jesteś? Bo normalny ty nie jesteś...
On się roześmiał, machnął ręką i powiedział:
- Eee... długo by gadać....
Popatrzyłam na niego ze zrozumieniem.
- Czy... - pytanie utknęło mi w gardle - Czy... przysłała cię... Artemida?...- zapytałam wreszcie.
On popatrzył na mnie zdziwionym wzrokiem, po czym powiedział:
- Yyyy.... Nieee..... - popatrzył na mnie jeszcze raz - Ale nie radze ci się wcinać w sprawy bogów.... To się może źle skończyć...
Prychnęłam. Co mu do tego? Żałowałam, że zadałam mu to pytanie. Odwróciłam się do niego i z wyższością powiedziałam:
- To nie twoja sprawa.
- Ok, tylko mówię... - odpowiedział.
Wkurzały mnie te słowa, których używał, Lynette też tak mówiła. No bo co znaczy na przykład to " OK "?- myślałam.
- Pomóc ci? - zapytał nagle wskazując na pnącza, które cały czas mnie oplatały.
- Dziękuje ale sobie poradzę. - powiedziałam z ironią.
Sięgnęłam, po mój sztylet (który przypięłam do pasa, gdy skończyłam walczyć z Ethanem) i przecięłam pnącza. Ethan przyglądał mi się z zaciekawieniem. Potem powiedział:
- No... muszę już iść... - po chwili dodał- jak dowiem się czegoś o Lynette to... ci powiem...
Potem pojawiła się mgła, która go przysłoniła, a potem już go nie było. Zostałam sama na polanie.
________________________________
Bardzo, ale to bardzo przepraszamy za takie długie opóźnienie, ale jak już wam wiadomo jedna z nas leżała w łóżku i była na antybiotykach, a drugiej padł net, więc... nie było jak wstawić tego rozdziału. :'(
Przepraszamy i życzymy miłego czytania
buuuuuziaczki ;-* ;-* ;-*
Zomiju

wtorek, 10 marca 2015

Rysunki :)

 Na początku chciałybyśmy baaaaaaardzo przeprosić za to że rozdział się w tym tygodniu jeszcze nie pojawił, co prawda jest napisany na laptopie Zoni ale ja (Mima) siedzę w domu na antybiotyku i nie moge na razie dać jej pendriva na którego ona wrzuci rozdział i mi go da...  Zofi zepsuł się internet więc sama go nie wstawi a jej mama nie pozwala przyjść jej do mnie bo boi się że Zońka zostanie zarażona... I tak to rozdział sobie siedzi napisany ale nie wstawiony :(



Ale za to macie parę moich rysunków, mam nadzieję że wam się spodobają i wynagrodzą nieobecność rozdziału ;) :D ;) :D :) , zachęcam do komentowania ;-*********





Oto trzy moje najnowsze "Arcydzieła" na których tak na serio próbowałam cieniować ;)






A tu My Little Pny dla młodszych sióstr



 Ogólnie ten rysunek zajmuje całą kartkę, ale jest niedokończony i krajobraz w tle w ogóle mi nie
 wyszedł więc macie tu tylko 1/4



A tu dwa małe rysunki na szybko w czasie lekcji




Tu seria bardziej udanych "bazgrołów lekcjopwych"









A na koniec KWIATKI!!! :DDDDDDDDD (trochę nie wyszły, ale kit)








Już niedługo rozdział komentujcie ile wlezie i poooooooooozdrowionka ;DDDDDDDDDDD

buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuziaczki ;-*  ;-*  ;-**
Zomiju

piątek, 27 lutego 2015

Poznajcie Zomiju :)

Na prośbę naszego kooooooooooooochanego anonimka1 postanowiłyśmy napisać post w którym poznacie nas trochę lepiej ;)

Hej! Moje prawdziwe imię to Zofia, jestem dosyć wysoką brunetką z włosami do pasa i mam 16lat. Kocham czytać książki, a moją ulubioną serią są "Opowieści z Narnii" <3 <3 <3
Oprócz tego lubię jeździć na koniach, rysować i grać na gitarze :) Moja BFF to współprowadząca tego bloga Mim. Jej zdaniem jestem kreatywna i bardzo ekspresyjna ale moim zdaniem to po prostu ADHD XD
To chyba wszystko ;)
wasza Zońka



Mima
Helllo :) Jestem Anastazja i mam również 16lat, z Zofi poznałyśmy się w pewnym zakładzie psychiatrycznym (czytaj:w szkoleXD) ja tam byłam z powodu halucynacji które polegały na tym że wszędzie widzę bogów greckich a ona z powodu ADHD, więc świetnie się dopełniamy! Mam kręcone czekoladowo-rude włosy do połowy pleców i niebiesko-zielone oczy, jestem również o pół głowy wyższa od Zońki :) Moim hobby jest jeżdżenie na łyżwach, rysowanie, granie na skrzypcach i czego nie trzeba chyba mówić czytanie książek (chociaż to bardziej uzależnienie;)) Razem z Zońką w szkole dostajemy głupawki i pewnego słonecznego dnia wymyśliłyśmy parodię dzisiejszej historii znajdującej się na tym blogu (nasz pierwotny pomysł miał niewiele wspólnego z tym co jest teraz XD) i tak właśnie zrodziło się to opowiadanie. Mieszkamy bardziej na wsi niż w mieście bo to takie zadupie że kury i krowy można spotkać w wielu miejscach :) Ale ma to też swoje plusy bo naszym ulubionym zajęciem jest wyjeżdżanie na koniach do lasu i dzielenie się swoją weną!

To jest nasze Zomi a co z Ju.......?

To dosyć długa historia......... i teraz jest tylko Zomi
nadal będziemy się podpisywać jako Zomiju bo to lepiej brzmi XD


To już koniec tej notki, myślę że nas i nasze życie poznaliście trochę bardziej od środka ;)
buuuuuuuuuuuuziaczki ;-*  ;-*  ;-**
Zomiju

niedziela, 22 lutego 2015

Rozdział XI Starcie

                           

  Olimpia

Szłam pomiędzy chaszczami i kolczastymi krzewami a w dłoni trzymałam mój drewniany łuk. Szłam najciszej jak potrafiłam, starając się nie zbliżać za bardzo do ścieżki, którą szła Lynette. Zastanawiałam się,  Czy na pewno dobrze robię, lecz za chwile sama się usprawiedliwiałam myśląc:
 Przecież zachowywała się tak dziwnie... I dlaczego wymykała się, po cichu z domu, zamiast powiedzieć mi, że gdzieś idzie? A może... a może ona wie?... - szybko odrzuciłam te myśl - Niby skąd miała by się dowiedzieć? - uspokajałam sama siebie, lecz na samą myśl, że mogła by wiedzieć przeszywał mnie dreszcz. Tak na prawdę, to nie musiałam tak uważać, ponieważ Lynette w ogóle nie była ostrożna i sprawiała wrażenie beztroskiej, lecz wolałam nie ryzykować. Gdyby Lynette mnie zauważyła, to od razu zorientowała by się, że ją śledzę. Ja już widziałam, w jakim stanie wracała z tych " spacerów " - myślałam - I te " ważne sprawy "? O co jej chodziło? A... a co jeśli jest szpiegiem? - pomyślałam ze zgrozą - Nie... To nie możliwe... Przecież ona nawet nic o sobie nie wie - uspokajałam się w myślach - A co jeśli tylko udaje... Odrzuciłam te myśli od siebie - Dowiem się wszystkiego, gdy zobaczę dokąd idzie - pomyślałam. Szłam dalej rozmyślając, aż nagle spostrzegłam, że straciłam Lynette z oczu... Szłam jednak dalej, ale jeszcze bardziej ostrożnie, ponieważ nie chciałam przypadkowo wpaść na nią. Roślinność się tu zagęściła, i przedzierając się przez nią nawet nie zauważyłam, że znalazłam się na otwartej przestrzeni, a kilkadziesiąt metrów dalej stała Lynette. Na szczęście nie zauważyła mnie i miałam czas znowu schować się w krzakach. Lynette stała cały czas w  jednym miejscu wyraźnie na coś czekając. Stała na rozległej łące, a za sobą miała spływający po niewielkim urwisku wodospad, który potem zmieniał się w rzeke niknącą gdzieś w lesie. Mijały minuty, a ona nadal nie ruszyła się z miejsca. Zastanawiało mnie, po co tutaj przyszła?I na co czeka? Ona tymczasem krążyła po polanie i wyglądała na mocno zawiedzioną. Nagle zrobiła coś, czego w ogóle się nie spodziewałam - usiadła na trawie i zaczeła płakać. Zrobiło mi się jej żal,ale nie mogłam wyjść z ukrycia, ponieważ zrozumiała by, że ją śledziłam. Pozostało mi tylko czekać na dalszy rozwój wydarzeń. Nagle, koło Lynette zaczeła się pojawiać dziwna mgła, rozprzestrzeniała się błyskawicznie. Lynette jednak tego nie zauważyła - płakała dalej, nie zważając na to, co dzieje się wokół niej. Przestraszona rozmyślałam co mam robić? I gdy już miałam wyskoczyć z za krzaków, z mgły wyszedł ten sam facet, którego widziałam z Lynette w lesie...

   Lynette

Stałam na polanie, wsłuchując się w ryk spadającej wody i wpatrując się w niesamowitą potęge wodospadu. Bałam się czy aby na pewno zrobiłam dobrze? Czy nie lepiej było jechać do Delf, zamiast czekać na tej polanie, na kogoś, kto mi się przyśnił? Lecz za chwile skarciłam się w myślach - Ethan nie jest " kimś ", Ethan to... Ethan to... - starałam się dobrać odpowiednie słowo - Ethan to przyjaciel... - pomyślałam - Nie mogę sobie za dużo wyobrażać... Jednak te słowa do mnie nie trafiały, gdy przypomniałam sobie jego wzrok miałam pewność, że też coś do mnie czuje... A może tylko chciałam, aby tak było? Z rozmarzenia wyrwał mnie fakt, że Ethana wciąż nie było... A może to był najzwyklejszy w świecie sen? Pomyliłam się... - pomyślałam - On nie przyjdzie... Ale byłam naiwna! To był tylko sen! Czułam się jak skończona debilka. Dlaczego powiedziałam Olimpii, że nie jadę z nią do Delf? Dlaczego wymykałam się po cichu z jej domu? Co ona sobie o mnie pomyśli? Wzięłam do ręki kamień i rzuciłam do rzeki, potem wzięłam drugi, ale już nim nie rzuciłam, usiadłam na trawie trzymając go w dłoni. Gniew ustąpił miejsca bezradności... Po moich policzkach zaczęły spływać łzy... I po co to wszystko? - myślałam - Żebym teraz tu siedziała i nie wiedziała co ze sobą zrobić? Otarłam łzy. To nic nie da - pomyślałam - Trzeba wracać... Ale co powiem Olimpii?... Kolejne łzy zaczęły napływać do moich oczu. Nagle zobaczyłam, że otacza mnie dziwna mgła i poczułam lodowaty dreszcz przeszywający moje ciało. Ale zaraz wszystko ustąpiło błogości... poczułam  czyjąś obecność i usłyszałam przyjazny, znajomy głos:
- Lynette?
Natychmiast się odwróciłam i zobaczyłam uśmiechniętego Ethana... Patrzyłam na niego jak zaczarowana, nie mogąc odezwać się ani słowem. On popatrzył na mnie troskliwie i podszedł parę kroków. Nadal patrzyłam na niego oszołomiona.
- Mam nadzieje, że nie zamierzasz tym we mnie rzucić - powiedział, wskazując na kamień w mojej dłoni.
Wtedy jakby obudziłam się z transu. Natychmiast wstałam i rzuciłam mu się na szyje.
- Ethan! - wykrzyknęłam.
Potem szybko cofnęłam się o krok zażenowana swoim zachowaniem. On jednak uśmiechnął się pod nosem i powiedział:
- No, bałem się, że znowu mnie zapomniałaś...
- Myślałam, że nie przyjdziesz... - powiedziałam, sama zdziwiona, że mogłam w to wątpić.
On zrobił tajemniczą minę i powiedział:
- Przecież obiecałem, że przyjdę...
Parzyłam na niego, namyślając się co odpowiedzieć. On też na mnie popatrzył i stwierdził:
- Płakałaś...
- Nie... to nic... - odpowiedziałam, próbując doprowadzić się do ładu, lecz jedno spojrzenie w tafle wody uświadomiło mi, że to nic nie da, ponieważ jestem cała czerwona...
- No tak... Ok, mówiłeś, że pogadamy, w takim razie mam pierwsze pytanie... - zmieniłam temat.
- Pytaj o co chcesz - odpowiedział.
- Dobra... Jak to możliwe, że spotkaliśmy się we śnie?.... - zapytałam.
Ethan się uśmiechnął i odpowiedział:
- Eee... To bardzo proste, miałaś sen, a ja po prostu do niego wszedłem...
- To ty tak potrafisz? - przerwałam mu.
On zrobił zagadkową minę i odpowiedział:
- Potrafię bardzo wiele rzeczy... między innymi wchodzić do snów.
- A co jeszcze umiesz? - zapytałam, choć to pytanie wydawało mi się bardzo głupie.
Jednak Ethan nie zlekceważył go, tylko odpowiedział:
- Sama widziałaś, że zjawiłem się tu poprzez mgłę... umiem też nieźle walczyć - stwierdził po chwili namysłu - Chociaż chyba nie mam czym się chwalić, sama jesteś niewiele gorsza ode mnie...
Popatrzyłam na niego zdziwiona, ale nie dojrzałam w tym stwierdzeniu ironii.
- Ja? - zapytałam - Przecież ja zupełnie nie umiem walczyć! umiem tylko rzucać meblami i wymachiwać gałęziami... - powiedziałam z ironią.
- Teraz może tak, ale kiedyś byłaś niezła... - stwierdził. - Poczekaj, może coś ci się przypomni... - powiedział, po czym nieoczekiwanie zamachnął się na mnie. Zdziwiona uchyliłam się i stanęłam w przygotowaniu.
- I co, pamiętasz coś?- zapytał.
- Eee... Nie, zamachnąłeś się na mnie, więc odskoczyłam... - odparłam poirytowana.
- Eh... Daj rękę - powiedział nagle.
- Dlaczego? - zapytałam, choć tak naprawdę bardzo tego chciałam.
- Zobaczysz - powiedział trochę zniecierpliwiony.
Posłusznie chwyciłam go za rękę, i w tej samej chwili przed oczami mignęły mi miliony barw, a potem oślepił mnie rażący blask. Potem zobaczyłam mnie i Ethana. Byliśmy na jakiejś dziwnej,okrągłej hali, albo arenie,  na ścianach wisiała różnego rodzaju broń, od różnego rozmiaru mieczy, poprzez złote maczugi, aż do srebrnych toporów. Na przeciwległym krańcu areny, stały okazałe tarcze, z różnymi wzorami i godłami. Ja miałam w ręku piękny, srebrny miecz, ze złotą rękojeścią, a Ethan trzymał trochę mniejszy, bardziej poręczny sztylet. Właśnie rozpoczęła się nasza walka. Nasze ostrza raz,po raz ze zgrzytem spotykały się w walce, zaobserwowałam różnego rodzaju uniki i cięcia, a ja zrobiłam nawet salto! Wreszcie pojedynek skończył się odebraniem mi mojego miecza przez Ethana. Potem wizja się skończyła, ponieważ Ethan puścił moją rękę i znowu byliśmy na polanie z wodospadem.
- Wow... to ja tak potrafiłam?! - zapytałam oszołomiona.
- Sama widziałaś... - odpowiedział Ethan.
Po chwili namysłu zapytałam:
- Hym... Możesz tak mi pokazać każdą chwile mojego życia?
- No... nie każdą - po czym dodał - Tylko tą, przy której byłem...
Szczerze mówiąc bardzo chciałam zobaczyć nasze WSZYSTKIE wspólne chwile, ale pomyślałam, że chyba nie wypada o to zapytać... Nagle coś mignęło pośród drzew, za chwile znowu. Ethan chyba wcale tego nie zauważył... Wpatrywałam się w tamto miejsce i po chwili zobaczyłam... Sennego Żara! Gdy zobaczył, że na niego patrze zrobił porozumiewawczy gest głową, jakby chciał, abym za nim poszła. Po chwili odwróciłam się do Ethana i powiedziałam:
- Yyy... Mogę cie na chwile przeprosić?...
- Jasne - powiedział.
- Ok, za chwile wrócę... - powiedziałam, po czym poszłam w kierunku, gdzie widziałam Sennego Żara.
          

 Olimpia

Ten " Ciemny facet " podszedł do Lynette, która wyglądała na mocno oszołomioną. Lecz już po chwili rzuciła mu się na szyje. Nie wiem o czym rozmawiali, ponieważ byłam za daleko, ale rozmawiali długo i żywo przy tym gestykulowali. W pewnym momencie on chciał, chyba uderzyć Lynette, ale ona na szczęście w porę odskoczyła. Potem chwycił ją za rękę i chyba rzucił na nią jakiś urok, ponieważ zachwiała się, po czym wpatrywała się w jakiś nieokreślony punkt, nieobecnym wzrokiem. Postanowiłam jej pomóc. W tej samej przyleciał Senny Żar, próbowałam go odgonić, ponieważ bałam się, że zdradzi moją pozycję, jednak już po chwili do głowy przyszedł mi pewien pomysł.
- Senny Żar! - powiedziałam - Proszę, odwróć uwagę Lynette, dobrze?
On zaskrzeczał porozumiewawczo i odleciał. Plan chyba zadziałał, bo już po chwili Lynette gdzieś poszła i mogłam działać. Podniosłam swój łuk, wyjęłam strzałę z kołczanu, napięłam cięciwę, wycelowałam i puściłam strzałę. Strzała, wirując idealnie trafiła w cel, jednak " ciemny Facet " tylko dziwnie się rozproszył, a strzała przeleciała przez niego jak przez dym. Potem odwrócił się w moją stronę i wykonał kilka dziwnych gestów, po czym posłał w moją stronę ognistą kule. Jednak ogień z którego była stworzona płonął na zielono, kula nie zostawiała też dymu, lecz ciągnęła za sobą zielono-szarą mgłę. Minęła mnie o włos, ponieważ w porę się uchyliłam, ale wypaliła krzaki, które znajdowały się za mną i przede mną, tak ,że gdybym się wychyliła zza wysokiej trawy nieznajomy na pewno by mnie zauważył. Starałam się zachować zimną krew. Byłam już w gorszych sytuacjach... dobrze, że zawsze mam plan zapasowy - pomyślałam, wyjmując zza pasa sztylet, który zawsze nosiłam przy sobie. Nie wiedziałam, na ile to się zda, jeśli strzała nie zrobiła nic nieznajomemu, ale zawsze lepiej być uzbrojonym. On tymczasem stał nieruchomo, nasłuchując. Wreszcie ruszył w moim kierunku. Umiałam się cicho skradać, ponieważ w moim fachu było to konieczne. Cicho zmieniłam pozycje, tak, że gdy stanął w miejscu, z którego strzelałam był odwrócony do mnie plecami. Wyczekałam odpowiednią chwile i skoczyłam na niego, ze sztyletem. Zdziwiła mnie szybkość jego ruchów, ale sama też nieźle walczyłam. Spróbowałam dosięgnąć go sztyletem, lecz zrobił błyskawiczny unik, podniósł średniej wielkości kamień i uderzył mnie nim w plecy, nie pozostawałam mu dłużna i gdy zamachnął się na mnie szybko się uchyliłam, złapałam go za nadgarstki i z całych sił odepchnęłam. On jednak zachował równowagę i znowu na mnie ruszył. Zamachnęłam się na niego, ze sztyletem, lecz on odskoczył w bok i tylko musnęłam jego ubranie. Wykorzystując moje zdezorientowanie złapał mnie w tali i obrócił, tak, że upadłam i wypuściłam z dłoni sztylet. On go podniósł i stanął nade mną w bojowej pozie.
- Przyznaje, że nieźle walczysz - powiedział.
Korzystając z jego chwili nieuwagi podcięłam mu nogi i odebrałam sztylet, po czym stanęłam nad nim ze sztyletem przygotowanym do ciosu.
- Lepiej niż ty! - wycedziłam.
Właśnie w tej chwili na polane weszła Lynette i krzyknęła przerażona:
- Olimpia?! Co ty robisz?!
Odwróciłam się do niej i  odpowiedziałam:
- Lynette! Bo on... - ale nie dokończyłam, ponieważ poczułam ostry ból z tyłu głowy. Mimo potwornego bólu odwróciłam się znowu do napastnika i cała walka zaczęła się na nowo.
  

 Lynette

A może tylko mi się przewidziało? - pomyślałam wracając do Ethana, gdyż nie udało mi się znaleźć Sennego Żara. Weszłam na polne, na której stał przedtem Ethan i nikogo nie zastałam.
- Ethan?! - zawołałam, lecz nikt mi nie odpowiedział.
Przestraszona tym, że może sobie poszedł przeszłam kawałek dalej i zobaczyłam... Olimpie! Ale nie to było najdziwniejsze - stała nad Ethanem ze sztyletem w dłoni!
- Olimpia?! - krzyknełam - Co ty robisz?!
Olimpia spojrzała na mnie i chyba chciała coś powiedzieć, ale nie dokończyła, ponieważ Ethan wstał, podniósł z ziemi kamień i udeżył ją z całych sił w głowe. Ona zatoczyła się, lecz już po chwili wbiła mu w brzuch sztylet.
- Ethan!!! - wrzasnęłam, ale jemu nic się nie stało!
Sztylet jakby odbił się od niego, a on sam rzucił się na Olimpie. Szamotali się tak w walce, a ja postanowiłam ich rozdzielić... Podniosłam leżący na ziemi patyk i... rzuciłam się w wir bitwy. Przyznaje, że kilka razy nawet oberwałam. Wreszcie odsunęłam się na bok, nie wiedząc co dalej robić. Zaczęłam płakać. Zaczęłam widzieć jak przez mgłe, czułam jak coś mnie pochłaniało. Przestałam rozróżniać kształty, czułam się, jakbym spadała w otchłań bez dna. W końcu przed oczami miałam już tylko ciemność - nieprzytomna osunęłam się na ziemie,
____________________________________
Hejka!!!<3 Rozdział jest dłuuuugi, jak poprzedni ale mamy nadzieje, że to nic złego. ;-) A co najważniejsze... JEST NA CZAS!!! :D Mamy nadzieje, że się wam spodoba i zachęcamy do komentowania! ^-^
buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuziaczki ;-* ;-*  ;-**
Zomiju

środa, 18 lutego 2015

Rozdział X Wierząc w sen...

Lynette



Położyłam się do łóżka i oddałam w objęcia Morfeusza. Na początku była tylko ciemność otaczająca mnie ze wsząd, a potem pojawiła się marmurowa posadzka usłana czerwono-czarnym dywanem, wysokie tapetowane na biało ze złotymi i srebrnymi zdobieniami ściany oraz hebanowe meble na których stały bibeloty. Przy suficie wisiał  wielki złoty żyrandol usłany brylantami, paliły się na nim żółte na w pół wypalone świece których blask mieszał się z promieniami zachodzącego słońca widocznego z dwumetrowych okien. Cały pokój wyglądał jak ogromny salon jakiegoś mrocznego zamku, jedną ze ścian zdobił duży kamienny kominek w którym trzaskał ogień pożerając kolejne kawałki drewna, a przed nim stała wieloosobowa kanapa i dwa fotele obite w czarną skórę. Wszędzie było widać bogactwo i przepych, ten pokój aż ział zimnem i sam w sobie budził respekt do osoby posiadającej ten gmach. Ale jednak mi przypominał coś znajomego... Ciepłego... Czegoś do czego tęskniło moje serce...Zaczęłam przechadzać się po pokoju oglądając wazony i kryształowe figurki na półkach, z jednej strony czułam się jakbym wreszcie była w domu, a z kolei z drugiej jakbym była w niewłaściwym miejscu i nigdy nie powinnam w nim być. Gdy spróbowałam sobie przypomnieć jak się tu znalazłam uświadomiłam sobie że to sen, jednak czułam się w nim dziwnie jakby on nie był mój tylko czyjś inny, a ja tylko po nim chodziłam. Podeszłam do obrazów w grubych czarnych ramach na których widniały pejzaże, gdy nagle poczułam na sobie czyjś wzrok odwróciłam się nerwowo i zobaczyłam w rogu ściany tego samego chłopaka co wcześniej w lesie, miał kruczo-czarne lekko rozwiane włosy i nieodgadniony wyraz twarzy, trzymał ręce w kieszeniach ciemnych dżinsów i stał tam nieruchomo jak posąg, ale gdy zobaczył że go zauważyłam zaczął przybliżać się do mnie
-Rose musimy pogadać- powiedział poważnie
Tknięta przez impuls zaczęłam się cofać na oślep, ale nim zrobiłam dwa kroki uderzyłam z impentem w ścianę i skrzywiłam się w grymasie bólu
-Jeszcze siniak z walnięcia w drzewo u Olimpii nie zdążył się zagoić a już nabiłam sobie kolejny- pomyślałam
Kiedy spojrzałam na chłopaka uświadomiłam sobie że zatrzymał się w pół drogi zdezorientowany moją reakcją. Tymczasem moje myśli pędziły z prędkością światła i próbowałam wymyślić coś sensownego
Mam go zaatakować?? I tak się obroni. Uciekać? Pokój jest za duży i i tak mnie złapie. Grać na zwłokę? Tylko po co, i tak nie mam jak się obronić ani uciec.
-To jakiś koszmar- pomyślałam ze strachem
-No właśnie koszmar! To jest sen, i jak się postaram to może uda mi się zmienić scenerię lub obudzić!
Żeby się skupić szybko zamknęłam oczy, położyłam palce na skroniach i zaczęłam je pocierać krążąc w kółko w nadziei że ten pomysł pomoże
Kiedy jednak nie pomagało zawiedziona postanowiłam że przeżyje ten koszmar
-Przecież to tylko sen-pomyślałam
Ale gdy otworzyłam oczy on stał jeden metr przede mną, próbowałam go z całej siły odepchnąć ale  złapał mnie za nadgarstki jeszcze bardziej zmniejszając dzielącą nas odległość. Przerażona zaczęłam się wyrywać i machać rękoma na wszystkie strony
-Lynett co ci jest??-Usłyszałam jego zmartwiony głos
-O co ci chodzi!?-Wykrzyknął bezradnie
Na chwilę zastygłam w bezruchu a on zdezorientowany patrzył w moje oczy i lekko poluzował uścisk, to mi wystarczyło i tym razem szarpnęłam się z całej siły i udało mi się wyrwać dłonie, szybko złapałam to co miałam pod ręką (czyli wazon XD) i rozbiłam mu go o głowę. Zaskoczony złapał się za nią i zatoczył parę kroków w tył, a ja popędziłam do drzwi próbując je otworzyć
-Cholera!!! Zamknięte...-Syknęłam
Odwróciłam się oceniając jakie mam szanse dobiegnięcia do okna, ale niestety on był coraz bliżej, nie udałoby mi się. Nie wiedząc co robić zaczęłam brać kryształowe figurki z półki obok i zaczęłam nimi w niego rzucać, na chwile się zatrzymał krzycząc na mnie i osłaniając rękoma ale potem znów zaczął iść. Stwierdziłam że figurki go nie zatrzymają, potrzebuje czegoś większego... W przypływie impulsu złapałam za półkę na której stały i ją wyrwałam. Chłopak stał już dwa metry odemnie więc rozmachnęłam się nią i trzasnęłam go, co oczywiście nie zrobiło na nim większego wrażenia ale chwila w której ją złapał i odrzucił na bok wystarczyła mi na dobiegnięcie do okna i otworzenie go, już stawałam na parapecie gdy złapał mnie w talii i pociągnął w dół, a potem przycisną  mocno za ramiona do ściany, tak że nie mogłam nimi poruszać, jeszcze próbowałam walczyć i się wyrwać ale trzymał mnie zbyt mocno
- Bogowie!!! Lynette co ty robisz?! Znów mnie zapomniałaś?!- wydarł się już porządnie poirytowany i wkurzony
- Jestem ETHAN!!!- wykrzyknął
Zastygłam nie mogąc się poruszyć, cały czas miałam wrażenie że jakaś mgła pożera moje wspomnienia i je trzyma... Ale teraz jego imię uderzyło we mnie jak cios w serce...
-Ethan...- powtórzyłam bezwiednie zatapiając się w jego oczach
Nie przypomniałam sobie żadnej konkretnej sceny z nim związanej, ale wszystkie uczucia które pojawiały się na jego widok, teraz czułam ze zdwojoną siłą. Nie wiem dlaczego ale, kochałam go...
Przejechałam ręką po jego jedwabistych czarnych włosach
- Są takie same w dotyku jak niegdyś...- pomyślałam oddając się kawałką wspomnień
-LYNETTE!!! Co się z tobą dzieje!-warkną poirytowany
- Jeszcze minute temu rzucałaś we mnie meblami!- powiedział patrząc w moje oczy, a potem puścił moje ramiona, odwrócił się i w geście irytacji złapał za głowę
- Kobiety..- Westchnął poirytowany ale już bardziej z opanowaniem
Nie mogłam otrząsnąć się z rozmarzenia, cały czas miałam przed oczami jego twarz... Obsydianowe włosy... Lazurowe oczy, bladą cerę, morganitowe usta...Jak przez mgłę słyszałam jego słowa, mówił coś o tym że muszę mu powiedzieć jak się tu znalazłam i chyba jeszcze ile pamiętam... Ale nie jestem pewna bo dźwięk docierał do mnie z opóźnieniem
- Rose, czy ty mnie w ogóle słuchasz?-spytał patrząc na mnie swoimi błękitnymi oczami
-Masz takie piękne błękitne oczy...- powiedziałam rozmarzona
-Co? A tak słucham cie słucham- mówiłam wyrwana z transu
Odgarnęłam włosy do tyłu i zrobiłam poważną minę
- Mówiłem właśnie żebyś mi opowiedziała jak się tu znalazłaś i ile pamiętasz- odpowiedział niedokońca przekonany co do moich wypowiedzi
-Nooooooo, ogólnie to obudziłam się w leeeeeesie, a potem spotkałam się z Olimpią. A co do mojej pamięci to nic nie pamiętam, no wiesz nic poza tobą....
-A co do ciebie to tylko cie kojarzę bo chyba kiedyś się przyjaźniliśmy czy coś- powiedziałam ostrożnie
-Tak, przyjaźniliśmy się- odpowiedział jakby niezadowolony z tego faktu
Szczerze to ja myślałam że jest moim chłopakiem po tym co do niego czuje...
-No, no, no czego ja tu się dowiaduje... Jestem(byłam?) zakochana w swoim przyjacielu. Super.-pomyślałam sarkastycznie
-Olimpia to ta blondynka która cie wołała w lesie tak?
Kiwnęłam głową
-Nie wiem czy to dobry pomysł żebyś z nią mieszkała, w ogóle jej nie znasz i nie wiesz kim jest- powiedział podejżliwie
-Olimpia? No coś ty. Jest trochę sztywna i chłodna ale czasem zdarza się jej być nawet zabawną- odpowiedziałam szczerze
-Nie skrzywdziłaby nikogo-powiedziałam niezastanawiając się
I wtedy przed oczami stanęła mi scena ze świątyni, jak Olimpia morduje kogoś, potem przypomniałam sobie nasze pierwsze spotkanie...
-Może nie tak od razu nikogo... Ale na pewno nie mnie, lubię ją i wydaje mi się że ona mnie też- poprawiłam
Ethan przypatrywał mi się uważnie, jakby chciał przeczytać moje myśli
-I tak uważam że mieszkanie z nią to nie najlepszy pomysł-powiedział stanowczo
-Zostaniesz u niej do czasu kiedy znajdę ci odpowiedniejsze miejsce-zadecydował, co wywołało u mnie falę wściekłości
-Zostanę u niej tak długo aż SAMA nie znajdę sobie czegoś lepszego ponieważ to jest moje życie i to JA decyduje co zrobię a czego nie- odpowiedziałam siląc się na opanowanie
-A ty się w to nie wcinaj bo nic ci do tego!-nie wytrzymałam
-Jak uważasz- powiedział przewracając oczami z lekkim uśmiechem
-Co cię tak bawi- odpowiedziałam z zaciśniętymi zębami
-Nic Rose, zupełnie nic-powiedział dotykając mojego policzka, a ten wstrętny i zarazem uroczy uśmiech nie schodził mu z gęby
Ledwo co powstrzymywałam się od dania mu z pięści. Traktował mnie jak dziecko, ale postanowiłam to znieść z godnością.
Spiorunowałam go wzrokiem a następnie wyprostowałam się i założyłam ręce na piersi
-A ty nie opowiesz mi nic o sobie? I skoro mnie znasz to również o mnie. Wiesz z kąd pochodzę i co ja tu robię? Znasz moją przeszłość?- pytałam zaciekawiona
- Ja jestem Ethan i ogólnie uczyłem cie walczyć na rozkaz mego ojca, po jakimś czasie się zaprzyjaźniliśmy. A ty mieszkałaś ze mną i moim ojcem w jego ukrytym pałacu bo twój ojciec zginą w wypadku w kopalni a potem twoja matka popełniła samobójstwo. Zawsze byłaś nam bardzo potrzebna do wykonywania misji razem ze mną których celem było...-opowiadał gdy nagle cały pokój zaczął się trząść i rozmazywać
-Co się dzieje?!-wykrzyknęłam
-Ktoś cie budzi- odpowiedział zirytowany Ethan
Potem po pokoju zaczął roznosić się echem głos Olimpii
Lynette, obudź się
Cały sen z każdą chwilą coraz bardziej się rozmazywał
-Spotkajmy się dziś w południe nad wodospadem- powiedział pospiesznie
Następnie podszedł do mnie, odgarną kosmyk włosów za ucho, uśmiechnął się sarkastycznie(teraz wiem dlaczego i ja jestem taka sarkastyczna) i ostatnim co usłyszałam był głos Ethana
-I nie zapomnij o mnie...
-Lynett wstawaj, musimy się szykować- powiedziała Olimpia gdy otworzyłam oczy
-Szykować? Jak szykować? Gdzie się szykujemy?- odpowiedziałam nietomna przecierając oczy
-Jak to gdzie, do Delf- powiedziała rozbawiona
-Ubierz się a potem przyjdź do mnie to ci opowiem o wyroczni i jeszcze dzisiaj ruszamy
Potem widziałam tylko jak znika za drzwiami. Pierwszym co mi przyszło na myśl to to że nie mogę jechać bo muszę się spotkać z Ethanem, ale przecież to był tylko sen... Miałam ojca pracującego w kopalni i matkę samobójczynie? Jestem sierotą? Mieszkam w pałacu? Chodzę na jakieś misje i umiem walczyć(ostatnio jakoś nie widać...)?? To wszystko rzeczywiście brzmiało jak jakiś popaprany sen... Może jak pójdę do wyroczni to mi coś poradzi i będę miała przy najmniej fakty, a nie to co tu. Śniło mi się że umówiłam się z jakimś chłopakiem nad wodospadem i oczywiście on na pewno tam będzie...Co mam robić? Delfy czy Ethan...
Tak jak mówiła Olimpia ubrałam się i poszłam posłuchać o owych Delfach
Na kanapie leżały lniane torby zapakowane różnymi rzeczami, obok nasze płaszcze łuk i sztylet Olimpii na którego widok się trochę wzdrygnęłam. Usiadłam przy niskim trochę poniszczonym stole i zapytałam
-Toooooo co z tymi Delfami
-Delfy to miasto w którym znajduje się wyrocznia Apollina. Pomaga ludziom w wielu sprawach i wypowiada przepowiednie  które trzeba rozszyfrować bo inaczej nie pomogą. Musimy do niej jechać żeby pomogła ci zrozumieć te sny i wyrwać się z mroku, a może nawet zwróci ci pamięć lub coś doradzi w tej sprawie-wyjaśniła
-Eeee Olimpia?
-Tak?
-Czy można wierzyć snom? No wiesz że na przykład z kimś rozmawiać we śnie i żeby to było tak naprawdę....
-Czemu pytasz??
-Tak sobie...
-Myślę że w niektórych przypadkach naprawdę może się tak zdarzać. Tak samo jak mrok bądź Senny Żar to stworzenia które mogą ingerować w nasze sny
A co jeśli spotkałam się z Ethanem naprawdę i będzie na mnie czekał, ten sen na pewno nie był zupełnie zwyczajny... Jeżeli się z nim spotkam to opowie mi więcej o swoim życiu i może odzyskam pamięć, a poza tym zawsze będę żałowała jeżeli tam nie pójdę... A do Delf mogę pojechać innym razem
-Muszę spotkać się z Ethanem-postanowiłam
Tylko czeka mnie jeszcze rozmowa z Olimpią, ona już wszystko przygotowała i będzie zła...
-Nie mogę tam jechać...-powiedziałam
Olimpia powoli odwróciła głowę w moją stronę i z mistrzowskim opanowaniem odpowiedziała
-Jak to nie możesz
-Boję się...-odpowiedziałam
-Nie wiem czy to coś da, i czy się opłaca..
-Lynett te sny to nie żarty skąd wiesz czy jutro się obudzisz czy pochłonie cie mrok, w tej sprawie trzeba się poradzić bogów, nie można igrać z losem-powiedziała poważnie
-Rozumiem ale ja chce to wszystko jeszcze przemyśleć...-odpowiedziałam niepewnie
-Mogłaś to przemyśleć wczoraj, ja już wszystko przygotowałam-powiedziała urażona
-Ja nie chce tam jechać...
-Ostatecznie możemy się wybrać jutro-zaproponowała
-Olimpia ja naprawdę przepraszam ale mam coś ważnego do zrobienia-palnęłam niemyśląc
Świetnie teraz nie odpuści...
-Co masz do załatwiania??
-No wszystko przecież nic nie pamiętam-próbowałam się tłumaczyć
-A co to ma do rzeczy? Przede wszystkim właśnie dlatego powinnaś tam pojechać-mówiła nieugięcie
-No mam swoje sprawy!-powiedziałam zdenerwowana
-I nie chce nigdzie jechać, to moje życie czemu wszyscy chcą je kontrolować!-powiedziałam poniesionym tonem gdy przypomniałam sobie Ethana
-Rozumiem, ale mogłabyś czasem uszanować to że próbuje ci pomóc-odpowiedziała i na chwilę przez jej oczy przemknęła złość, co znaczyło że zdenerwowałam ją nie na żarty
Potem odwróciła się i poszła rozpakowywać torby.
Chciałam ją przeprosić ale wiedziałam że to nic na razie nie da i będzie się wypytywać o te moje sprawy do załatwienia... Nie lubiłam sprawiać jej bólu. I obiecałam sobie że jak to wszystko się wyjaśni to będę z nią szczera i wyjaśnię o co chodziło. Mam nadzieje że zrozumie, ale na razie muszę się szykować, jest niedługo przed południem a wodospad jest dosyć daleko.
Podeszłam do lustra i pomyślałam o Ethanie, o jego ostatnich słowach wypowiedzianych dziś do mnie i od razu moje serce zaczęło szybciej bić, a przed oczami miałam jego wesoły i pełen uczucia wzrok... Może on też coś do mnie czuje...Nie to niemożliwe, sam przecież mówił że jesteśmy przyjaciółmi. Tylko przyjaciółmi
-Nie, nie Lynette, aż przyjaciółmi-zganiłam siebie w myślach
Zaczęłam sobie czesać dobieranego warkocz z boku i pogrążyłam się w myślach
A poza tym jak on na mnie mówi? Rose? Przecież ja mam na imię Lyette i on dobrze o tym wie bo tak też się do mnie zwracał, o co chodzi... Zapytam jak się spotkamy.  Już dziś... Już niedługo, znów będę tonęła w błękicie jego lazurowych oczu...

Olimpia

Lynette zachowuje się dziś wyjątkowo dziwnie... Z rana tak zawzięcie wypierała się jechania do Delf że od razu jej zachowanie wydało mi się podejrzane, a kiedy wspomniała o "ważnych sprawach" nie miałam wątpliwości że ona coś knuje i chciałam się dowiedzieć co. Tuż po naszej rozmowie zaczęła się czesać i wpatrywać w lustro niewidzącym wzrokiem a teraz wychodzi... Tłumaczyła się że idzie to wszystko przemyśleć ale niestety nie opanowała sztuki kłamania za dobrze. Więc postanowiłam sprawdzić jakie to ważne sprawy załatwia, wole nie myśleć co by się stało gdyby okazało się że ona jest szpiegiem... Albo jak znów wymyśliła coś nieprzemyślnego... Musze ją śledzić dla dobra jej jak i mojego

 _____________________________________________________________________________________________________________________________________________
Koooooooooooooooniec!!!! <3 <3 <3 już myślałyśmy że te rozdział tu się nigdy nie pojawi ale dałyśmy rade (jest z opuźnieniem z powodu porąbanego kompa Mimy :() W nagrodę za to długi :) Mamy nadzieję że pod nim zawidnieje tak min.5 komentarzy.... Bo pod ostatnim był tylko jeden... Naszego Anonimka1(cieszymy się że był ten jeden a nie zero ale....)
OBOWIĄZUJE NOWA ZASADA
IM WIĘCEJ OSÓB BĘDZIE KOMENTOWALO TYM WCZEŚNIEJ BĘDĄ POJAWIAŁY SIĘ ROZDZIAŁY, OK?? (ta stara zasada nadal obowiązuje ;))
CZYTASZ=LKOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuziaczki i pozdrowionka XD ;-*  ;-*  ;-**
Zomiju :)