poniedziałek, 4 stycznia 2016

Rozdział XXII Burza


Olimpia
Wpatrywałam się w nadzwyczajnie spokojne morze. Noc była cicha, powierzchnia wody niemalże płaska. Jasny księżyc przyćmił gwiazdy wokół siebie i zostawił lśniący trop na spokojnych zmarszczkach ciemnego morza. Na horyzoncie nie było widać nic prócz niekończących się morskich fal, rytmicznie uderzających o burtę statku. Znajdowałam się na pokładzie wspaniałego okrętu królewskiego, płynącego w delegacji na oddaloną spory kawał drogi wyspę Sycylię. Należała ona do kolonii Greckiej jednak napięta sytuacja polityczna stała się przyczyną wielu konfliktów i zmusiła urzędników królewskich do osobistego spotkania się z tamtejszymi zarządcami. Okręt, którym płynęłam posiadał wysoki maszt, na którym znajdował się wspaniały żagiel z wyszytym herbem królewskim. Żagiel był obecnie zwinięty ze względu na niesprzyjający wiatr, więc okręt był napędzany siłą ludzkich rąk. Pod pokładem wielu niewolników zmuszało do pracy trzy rzędy wielkich wioseł, które raz po raz mąciły nieruchomą tafle wody. Na dziobie okrętu znajdowała się pozłacana rzeźba przedstawiająca głowę szczerzącej groźnie kły lwicy. Na burtach statku zawieszone były misternie zdobione tarcze. Spojrzałam w górę, na bezchmurnym jak dotąd niebie zaczęły się zbierać ciężkie chmury. Westchnęłam. Czekała mnie teraz najdłuższa podróż w całej mojej wyprawie, musiałam pokonać połowę Morza Śródziemnego, żeby dotrzeć na Sycylię. Następnie przedostać się na drugi koniec wyspy do miasta Selinut i stamtąd popłynąć do Kartaginy. Przynajmniej będę miała czas na obmyślenie konkretnego planu - pomyślałam. Postanowiłam przemyśleć wszystko od początku. Od miejscowej ludności dowiedziałam się, że moja poprzednia podróż zakończyła się na wyspie Naksos. Nie było to daleko od Krety, ale musiałam załatwić sobie transport. Gdy udałam się do portu akurat odpływała średniej wielkości łódź rybacka, zagadnęłam właścicieli i okazało się, że płyną z dostawą na Kretę. Po krótkich negocjacjach udało mi się przekonać ich aby zabrali mnie ze sobą. Gdy dopłynęliśmy na miejsce zapłaciłam im kilka srebrnych monet i skontaktowałam się z zaufanym człowiekiem, u którego przenocowałam. Dotarła do nas poufna informacja o delegacji i o tym, że strażnik jednego z urzędników poszukuje sługi. Następnego dnia jego znajomemu udało się przedstawić mnie temu strażnikowi, który mnie zatrudnił jako swoją służącą. Kilka dni później wypłynęliśmy tym okrętem. Płynęliśmy już od kilku dni ale nigdzie nie było widać lądu. Wymknęłam się w nocy ze swojej kajuty, aby trochę pomyśleć. Nagle nieruchome powietrze zmieniło się w coraz to mocniejsze podmuchy wiatru, a z nieba spadać ciężkie krople. Skoro zaczął wiać wiatr to pewnie zaraz zbierze się tu załoga by podnieść żagiel - pomyślałam - Lepiej więc będzie, jeśli schowam się pod pokładem. Podeszłam do wilgotnej klapy, otworzyłam ją i zaczęłam schodzić po drewnianych stopniach. Starałam się schodzić po cichu, lecz za każdym razem gdy oparłam stopę o szczebel on trzeszczał tak głośno, że wydawało mi się, że na pewno obudzi wszystkich na statku. Ruszyłam po omacku wąskim korytarzem, mrużąc oczy, aby coś zobaczyć. Na górze księżyc oświetlał pokład, więc stwierdziłam, że nie potrzebuję świecy, jednak teraz tego pożałowałam. Starałam się cicho stawiać kroki i krzywiłam się przy każdym głośniejszym dźwięku, który w tej niezmąconej ciszy rozbrzmiewał głośnym echem. Wydawało mi, że zanim dotarłam przed drzwi mojej kajuty upłynęła wieczność. Chwyciłam za klamkę i już chciałam wejść do środka, gdy nagle usłyszałam przyciszoną rozmowę z pokoju obok. Podeszłam na palcach bliżej drzwi, aby lepiej słyszeć. Pierwszy głos należał do strażnika, u którego zatrudniłam się na służbie, a drugiego nie rozpoznawałam. Strażnik odezwał się szeptem:
- ... Na jakiej podstawie są twoje oskarżenia?
Właściciel drugiego głosu odchrząknął. Najwidoczniej był to młody mężczyzna, niższy rangą od strażnika, ponieważ powiedział lekko przestraszonym głosem:
- Niech Pan się przez chwilę zastanowi... Ona nie wyglądała na taką, która wcześniej pracowała jako służąca...
Strażnik mu przerwał, lekko znudzonym głosem:
- A czy to jakiś problem? Jeśli będzie wykonywać swoją pracę jak należy to nie obchodzą mnie jej prywatne sprawy.
- Ale ten człowiek, który ją przyprowadził był podejrzany o parę pomniejszych przestępstw. Co jeśli ona coś knuje?
Strażnik westchnął:
- Dobrze więc, dla świętego spokoju podejmę konieczne środki ostrożności.
Usłyszałam jak wstają i podchodzą do drzwi. Ustąpiłam trochę ciszy na rzecz szybkości i pobiegłam do mojej kajuty. Otworzyłam skrzypiące drzwi. W środku było ciemno, lecz udało mi się zapalić świecę, stojącą na małej szafce. Pomieszczenie było małe i dość ciasne, właściwie znajdowały się w nim tylko łóżko, świeca i mała szafka. Tak naprawdę "łóżko" było czymś w rodzaju hamaka przymocowanego do ściany. W kajucie nie było żadnych okien, a jedynym źródłem światła była świeca. Położyłam się na prowizorycznym łóżku i zgasiłam świecę. Przez chwile leżałam w ciemności nasłuchując. Okazało się to dobrym pomysłem, bo już po chwili drzwi się uchyliły i usłyszałam cichy szept:
- Śpi. Zajrzę do niej rano.
Po tych słowach drzwi zostały zamknięte. Stwierdziłam, że powinnam spróbować zasnąć. Przewróciłam się na bok i zamknęłam oczy. Leżałam w bezruchu, wsłuchując się w nasilający się wiatr. Minuty się dłużyły, lecz sen nie przychodził. Otworzyłam oczy. Słuchałam monotonnego szumu fal, choć wydawało mi się to trochę dziwne, ponieważ kiedy byłam na pokładzie morze było spokojne. Pomyślałam o misji, którą mi zlecili - Czy naprawdę chciałam to zrobić? Przecież miałam z tym skończyć... Nie mogę tak myśleć - skarciłam się w duchu - Miałam czas na zastanowienie, teraz już nie ma odwrotu. Muszę wykonać to czego się podjęłam. Może potem... Zresztą niby jak miałabym odejść? - pomyślałam - Za dużo wiem. Zabiją mnie bez problemu. Mogłabym się ukrywać... I tak wyślą kogoś, kto mnie znajdzie. Przecież właśnie teraz ja jestem takim kimś. Mam pozbyć się człowieka, który był na tyle głupi, by myśleć, że może odejść i ukryć się przed tak rozgałęzioną organizacją. Byłabym głupia myśląc podobne. Jednak teraz, kiedy nie mam kogo chronić i jestem zdana tylko na siebie... Nigdy nie utrzymywałam z nikim bliżej kontaktów, pozbywałam się ludzi po cichu i zmieniałam miejsce zamieszkania. Byłam nieuchwytna, nie zdradzałam swojej tożsamości. Jeśli nie otaczasz się ludźmi zmniejszasz zagrożenie, jeśli nie masz przyjaciół nie będzie boleć cię ich zdrada. Jeżeli jest coś czego nauczyło mnie życie, to to, że ludziom nie warto ufać. Bo każdy człowiek to kłamca. Nagle na myśl przyszła mi Lynette. Co się teraz z nią działo? Ona była pierwszym człowiekiem od lat, którego wpuściłam do mojego domu, pierwszym od wielu lat, o którego zaczęłam się martwić... Czemu jej zaufałam? Gdy wtargnęła na mój teren mogłam ją bez problemu zabić. Co mnie powstrzymało? Czemu okazałam słabość? Zabijałam już wiele razy, to nie powinno być dla mnie problemem. Potem te wszystkie dziwne rzeczy, które się działy i to jej ciągłe "nic nie pamiętam". Jednak na samym początku była bezbronna, a ja stałam nad nią, z nożem w gotowości... Ona była jak młodsza siostra, chciałam ją chronić. Ona... - ta myśl nagle pojawiła się w mojej głowie i choć nie chciałam jej do siebie dopuścić coraz mocniej uświadamiałam sobie, że to prawda - Ona była pierwszą osobą od lat, którą pokochałam. Wzburzone fale coraz mocnej uderzały statek, ale mi to nie przeszkadzało. Morfeusz wreszcie sobie o mnie przypomniał, zamknęłam oczy i zasnęłam.

***
Obudziłam się na podłodze. Przez chwile nie mogłam zorientować się, gdzie jestem. Otaczała mnie nieprzenikniona ciemność i musiałam upewnić się, czy na pewno mam otwarte oczy. Usłyszałam ogłuszający ryk fal i przypomniałam sobie, że znajduję się na statku. Chciałam wstać, lecz stwierdziłam, że bezpieczniej będzie poruszać się na czworakach. Doczołgałam się do drzwi, złapałam za klamkę i nacisnęłam. Drzwi stawiały wyraźny opór. Pociągnęłam raz, szarpnęłam drugi - bez skutku. Przypomniałam sobie nocną rozmowę, którą podsłuchałam. Świetnie! - pomyślałam ze złością - Te "konieczne środki ostrożności" to zamykanie mnie na klucz?! Postanowiłam ochłonąć i postarać się coś wymyślić. Statkiem zakołysało i przewróciłam się boleśnie uderzając głową o ścianę. Auć - skrzywiłam się i wstałam chwiejąc się na nogach. Starając się utrzymać równowagę podeszłam do małej szafki przewróconej teraz na środku pokoju i zaczęłam szukać świecy. Gdy wreszcie ją znalazłam okazało się, że nie nadaje się do użytku, bo jest w kilku kawałkach. Złapałam za mój cienki płaszcz, który mógłby mi się przydać jak już się wydostanę. Sfrustrowana potykając się odnalazłam drogę do drzwi, przykucnęłam i wymacałam rękami dziurkę od klucza. Statkiem znowu zatrzęsło, na pokładzie było słychać przerażone krzyki ludzi. Wyjęłam wsuwkę z włosów, pozwalając im opaść na twarz, a następnie zaczęłam ją wyginać pod różnymi kątami (co było trudne w całkowitej ciemności). Gdy uznałam, że ma odpowiedni kształt włożyłam ją w otwór w drzwiach. Po kilku minutach zamek zaskowyczał, nacisnęłam klamkę i drzwi otworzyły się do środka. Nie miałam czasu jednak długo cieszyć się tym mały sukcesem, bo musiałam zorientować się w sytuacji na statku. Wybiegłam na korytarz i pobiegłam przed siebie. Mijało mnie dużo ludzi biegnących w różnych kierunkach. Zaczepiłam jednego z nich i zapytałam, próbując przekrzyczeć zgiełk:
- Co tu się dzieje?!
On jednak wyrwał mi się, odkrzyknął coś czego nie zrozumiałam i pobiegł do maszynowni. Postanowiłam nie tracić czasu i ruszyłam pędem do drewnianych stopni, po drodze zapinając na szyi płaszcz. Gdy tylko otworzyłam klapę uderzył mnie potężny wicher rozwiewając moje włosy na wszystkie strony. Walcząc z silnym wiatrem wyszłam na mokry pokład. Przeniknęło mnie okrutne zimno, wiatr targał moim płaszczem. Rozejrzałam się dookoła. Na pokładzie panował chaos, ludzie biegali i krzyczeli coś do siebie, próbując przekrzyczeć wiatr. Wielkie, kilkumetrowe fale uderzały w statek rzucając nim na boki. Załoga statku i kilku bardziej znających się na żeglarstwie ludzi starało się utrzymać statek w ryzach, lecz większość ludzi po porostu biegała dookoła w panice. Wiatr zawodził i jęczał przeraźliwie szarpiąc bezlitośnie wielki żagiel, którego załoga nie zdążyła zwinąć. Trzy rzędy wielkich wioseł były w opłakanym stanie, a ponad połowa była połamana. Pod pokładem ludzie starali się pomóc i zapanować nad wiosłami, które jeszcze im pozostały. Wielkie fale zalewały pokład czyniąc go śliskim i zmuszając ludzi aby go opuścili. Ciężkie chmury zasłoniły księżyc, a wiatr wiał we wszystkich kierunkach, próbując wcisnąć się w każdą szparę. Kilku mężczyzn rzuciło się do lin przymocowanych do masztu aby zwinąć żagiel. Nie chcąc stać bezczynnie podbiegłam do nich, złapałam za jedną z lin i zaczęłam ciągnąć. Szorstka lina boleśnie raniła mi ręce, a wiatr nie ułatwiał roboty targając żaglem na wszystkie strony. Ciągnąc z całych sił usłyszałam przerażone krzyki ludzi, jednak przez wiatr nie mogłam nic usłyszeć. Po chwili dotarło do mnie jedno słowo "padnij!". Przerywając prace spojrzałam na chwilę na bok i zdążyłam jeszcze zobaczyć wielką, kilkumetrową fale opadającą na statek. Odruchowo rzuciłam się na wilgotne deski, nie przestając kurczowo trzymać się liny i  wstrzymałam oddech. Wielka ilość szokująco lodowatej wody przycisnęła mnie do ziemi. Przez chwile udało mi się jeszcze usłyszeć odległe krzyki, lecz potem ogłuszający ryk wody był jedyny dźwiękiem jaki dało się usłyszeć. Trzymałam się mocno liny, kiedy silny nurt próbował mnie porwać ze sobą. Bałam się otworzyć zaciśnięte powieki, lecz wiedziałam, że gdybym to zrobiła otaczałaby mnie ciemność. Woda zaczęła wdzierać mi się do nosa, a ja zaczęłam się dusić. Powstrzymywałam panikę, kiedy zaczęło mi brakować powietrza. Gorączkowo walczyłam z pokusą nabrania oddechu, bo wiedziałam, że byłby to mój ostatni. Moje ciało zaczęło drętwieć pod wpływem lodowatej wody, a moją głowę zaczęły nawiedzać myśli, których nie chciałam. A więc tak się czuje tonący? A gdyby tak poddać się... Czy to by bolało? Czy śmierć boli? Powoli zaczęłam puszczać linę. Nie! -  nagle otrzeźwiałam - Nie, nie mogę tak skończyć! Zacisnęłam mocnej ręce na linie. Walczyłam aby zachować świadomość, przed oczami pojawiły mi się mroczki. Gdy już myślałam, że to koniec ryk wody przycichł, a ja uświadomiłam sobie,że znów leżę na mokrych deskach. Otworzyłam oczy łapiąc gwałtownie oddech. Łapczywie wdychałam powietrze, powoli dochodząc do siebie. Byłam cała mokra, moje ubranie lepiło się do ciała, a włosy do twarzy. Wiatr przewiewał mój chiton na wylot wywołując lodowate dreszcze, jednak teraz nie zwracałam na to uwagi. Żyłam! I byłam tym tak szczęśliwa, że chwilowo chłód mi nie przeszkadzał. Dalej trochę oszołomiona podniosłam się na klęczki i rozglądając się stwierdziłam, że miałam szczęście. Tylko nieliczni znajdujący się na pokładzie utrzymali się pod naporem fali. Teraz ci, którzy zdążyli się już otrząsnąć z oszołomienia rzucili się na ratunek tym nieszczęśnikom, którym się to nie udało. Fale dalej uderzały o statek, lecz już nie  z taką siłą jak poprzednio, wiatr jednak nie odpuszczał. Z pod pokładu zaczęli wybiegać ludzie, chcąc pomóc. Spróbowałam wstać, ale gdy tylko się podniosłam zakręciło mi się w głowie i oparłam się o maszt. Uświadomiłam sobie, że nadal kurczowo ściskam linę, więc puściłam ją i obejrzałam bolące ręce. Z płytkiego przecięcia na lewej dłoni płynęła krew, ale nie było to nic poważniejszego. Nieustępliwy wiatr sprawiał, że moim ciałem wstrząsały dreszcze. Byłam na siebie zła, że nie mogę wstać i czegoś zrobić, ale mogłam tylko patrzeć. Trzęsąc się z zimna obserwowałam jak inni właśnie wciągają na pokład przemoczonego, nieprzytomnego mężczyznę i stwierdziłam, że nie mam powodu do narzekania. Morze zaczęło powoli się uspokajać. Nieoczekiwanie podeszła do mnie jakaś starsza kobieta i pomogła mi wstać. Chciałam jej podziękować, lecz udało mi się tylko coś wymruczeć.
- Ciiii - powiedziała kobieta - Dasz rade dojść sama pod pokład? - zapytała zachrypniętym glosem.
Nie lubiłam polegać na innych, lecz trudno mi było utrzymać się na nogach. Po chwili udało mi się ledwie zauważalnie skinąć głową. Wspierając się na kobiecie doszłam do drewnianych stopni i czując nagły przypływ energii stwierdziłam, że dalej poradzę sobie sama. Opierając się na wyższych szczeblach zaczęłam powoli schodzić. Pod pokładem nadal panowała krzątanina, lecz ludzie wyglądali teraz na bardziej zorganizowanych i nie biegali w panice. Usłyszałam rozmowę przechodzących obok mnie osób:
- ... Kapitan mówi, że burza skierowała okręt trochę za bardzo na wschód, ale został nam tylko dzień drogi.
- Mam nadzieję, że ten dzień minie bez większych kłopotów...
Po chwili doszłam do mojej kajuty. Otworzyłam drzwi i rzuciłam się na łóżko. Czy każda moja podróż statkiem musi kończyć się jakąś nieprzewidzianą przygodą? - pomyślałam z ironią. Zamknęłam oczy z zamiarem przespania nadciągającego dnia.
______________________________________________
Jest rozdział!  Przepraszamy za opóźnienia ale ta przerwa świąteczna rozleniwia ludzi XD Rozdział jest trochę krótki, ale ważnie, że jest ;-) Mamy nadzieję, że się wam spodoba, zachęcamy gorąco do komentowania
Buziaaaaaaczki ;-* ;-* ;-*
Zomiju

środa, 30 grudnia 2015

Rozdział XXI Bohater z zemsty.




Lynette


Nie czułam zupełnie nic. Żadnych emocji, żadnych uczuć, żadnych trosk. Tylko mgliste zanikające wspomnienia, które ktoś jakby wyrwał z odległych zakątków mojej głowy. Pustka i ciemność wypełniały całe moje wnętrze. Uchyliłam obojętnie powieki słysząc czyjś głos
- Już mi nie uciekniesz- Powiedziała szyderczo postać która weszła do celi w której byłam
- Nie było mądre z twojej strony  uciekać i mi się sprzeciwiać, ale teraz już za późno. Zobacz w czym utkwiłaś beze mnie moja droga- kontynuował
- W końcu się zemszcze. Na tobie, twojej rodzinie i wszystkich którzy mi zaszkodzili. Będzie to dużo gorsza zemsta niż planowałem na początku, po tym jak stanęłaś mi na drodze i zmąciłaś plan tworzony od stuleci, będziesz cierpieć...- zagrzmiał głosem przepełnionym jadem


 Ethan

 Nie mogłem uwierzyć w to co się stało. Jak ojcu udało się sprowadzić Lynette do naszego pałacu za zgodą Hadesa. Co miał na myśli mówiąc o świętowaniu... Przecież ona nie żyła. On chciał zemsty teraz niedostępnej, czy Minosowi naprawdę to wystarczyło? Biorąc pod uwagę możliwość że nie chciał zawracać sobie głowy takimi sprawami jak jakaś zdrajczyni, to dlaczego przywlókł ją do naszego domu taki szczęśliwy... Ona była DUSZĄ. A z tego co powiedział Hades, dał ją Minosowi na dwadzieścia cztery godziny zanim trafi przed sąd i zostanie skazana. Jedynym logicznym wyjściem z tego wydawało mi się to, iż mój ojciec chciał przeszukać jej pamięć... Nie mogłem do tego dopuścić, jeżeli Lynette musi skończyć w ten sposób to przynajmniej nie ujawniając swoich tajemnic, pomijając fakt że miałby niezbite dowody na moją zdradę. Na szczęście wiedziałem gdzie ją ukrył bo byłem wtedy blisko tego miejsca w podziemiach i wszystko słyszałem. Chociaż nie wiedziałem jak, musiałem uwolnić Lynette nie mogąc pogodzić się z jej losem, chciałem znaleźć sposób... Zacząłem już nawet układać plan, ale był tak nierealny i porywczy że sam wątpiłem na powiedzenie jakiejkolwiek części. Ale dla niej było mnie na to stać... Chciałem naprawić wszystko co zburzyłem w naszej przeszłości. Jeszce niedawno poczułem nowe siły, i doszedłem do wniosku że mojry miały swój cel również dla mnie kierując losem Lynnette w ten sposób, że jej utrata pamięci to dla mnie szansa. Gdyby pamiętała co się stało przed jej podróżą w czasie, nie chciałaby mnie znać. Dlatego choćbym musiał  targnąć się na ten szalony plan, zrobię to żeby ją uwolnić. Chociaż to i tak nie będzie wystarczająca cena za to co ja i Minos jej zrobiliśmy. Mój plan miał wiele luk, dziur i niedopracowanych szczegółów. Ogólnie zamierzałem cofnąć czas. Chciałem go przewinąć do kiedy miedzy mną a Lynette nic nie było i zdążylibyśmy powstrzymać Minosa na czas. Ale żeby dokonać tego rodzaju zmiany w czasie musiałem zamknąć wszystkie czasoprzestrzenie, musiałem cofnąć cały świat. Ale sam w żaden sposób nie mogłem tego zrobić, potrzebowałem przede wszystkim Kronosa- boga czasu. Ale nie tylko jego, musiałem znaleźć Hekate i Morfeusza oraz Hypnosa i masę innych rzeczy które musiałem zrobić żeby poskładać Kronosa, utrzymać w ryzach i przekupić do pomocy nie doprowadzając świata do zagłady i kolejnego jego panowania. Najpierw oczywiście wybierałem się do wyroczni delfickiej, ale to po wydostaniu Lynette z podziemnej komnaty mego ojca. A chciałem to zrobić za pomocą jednej ze sztuczek które znalazłem w księgach Hekate. Polegała ona na zamienieniu się miejscami. Więzienie Lynette było magiczne, nie mógł wyjść z tam tond nikt umarły, ale wejść i wyjść mogli żywi. Miało również inne zabezpieczenia żeby tylko Minos mógł tam wchodzić, do których obejścia potrzebowałem Hekate. Już od jakiegoś czasu zamierzałem złapać tę tajemniczą boginie, a teraz na prawdę chciałem to wszystko wyjaśnić. Minos rozpłynął się w powietrzu po dostarczeniu Lynette do lochów. Więc mogłem próbować wydostać Lynn, ale musiałem się pospieszyć bo nie wiadomo kiedy wróci ojciec. Szybko zbiegłem schodami do znanych mi zatęchłych korytarzy i truchtem pokonałem drogę do drzwi Hekate. Ledwo co zdążyłem unieść rękę żeby zapukać a drzwi otworzyły się ze świstem, ukazując mroczną boginie. Ubrana była w swój średniowieczny płaszcz (pomijając że byliśmy w starożytności, ale dla Hekate to widać nie problem) z nałożonym kapturem na głowę tak że zasłaniał prawie połowę twarzy a w cieniu widać było przenikliwe pełne furii, kobaltowo-srebrzyste oczy. Ogarnęła mnie swoim wściekły spojrzeniem i syknęła
- Dlaczego włamałeś się do mojego domu?!
Stanąłem jak wryty. Skąd wiedziała że to ja?.
- Hekate, daj mi wyjaśnić...- powiedziałem jąkając się
Ona tym czasem otworzyła szerzej drzwi i zaczęła wypowiadać jakieś zaklęcie w nieznanym mi języku. Po chwili poczułem że nie mogę się ruszać i coś gwałtownie wciągnęło mnie do jej domu.
- Dlaczego się tu włamałeś?! Mogę się zemścić... I twój ojciec ani nikt inny nie może mi przeszkodzić. Przynależy mi się odwieczne prawo odwetu!- powiedziała podniesionym tonem
- Dlaczego oszukałaś mnie i wprowadziłaś Lynette w zasadzkę?!- odpowiedziałem groźnie
Zamieniłem się w czarną mgłę oswobadzając z niewidzialnych więzów i zmaterializowałem tuż za boginią.
-Nie masz prawa odwetu- warknąłem
-Nie jesteś niewinna, i to od ciebie zaczęły się kłopoty. Chcesz się sądzić i rozmawiać o prawach?! Naturalnie, możemy. Ale pamiętaj że moim ojcem jest najwyższy sędzia a stryjem sam Hades, więc nie stawiaj kroków za daleko...- powiedziałem rozzłoszczony
Na dźwięk mojego głosu bogini odwróciła się gwałtownie i zobaczyłem dziki błysk w jej oczach
- Dobrze możemy zakończyć te sprawę inaczej- syknęła w odpowiedzi 
Z rozmachem wyciągnęła swoją rękę w moim kierunku , wypowiadając jakieś słowo po starogrecku. Poczułem jak jakaś duża kula energii uderza we mnie. Poleciałem na ścianę, ale zanim zdążyłem się roztrzaskać zamieniłem się w cień i pojawiłem z prawej strony Hekate. Natarłem na nią moim sztyletem zatrutym eliksirem otrzymanym właśnie od niej(cóż za ironia...), który działał jak kwas na skórę nieśmiertelnych. Nie ruszyła się z miejsca, a kiedy miałem zamiar ją zranić mój sztylet przenikną przez nią i projekcja rozproszyła się jak zbite lustro. Za to za sobą usłyszałem jej syczący głos wypowiadający zaklęcia, nagle wszystko zaczęło ciemnieć i czarne plamy zatańczyły mi przed oczami, zachwiałem się nie mogąc utrzymać na nogach i upadłem słysząc potem tylko trzask o mahoniową podłogę.
- Ze mną nie można wygrać. Zapominasz że jestem boginią magi i oszustwa...- powiedziała swoim słodkim, aksamitnym głosem uśmiechając się złośliwie
Jednak zanim całkowicie straciłem przytomność, wyciągnąłem rękę ze sztyletem w stronę pochylającej się nademną bogini. Resztką sił zamaszystym ruchem przejechałem srebrną klingą po jej policzku, w uszach rozbrzmiał mi wrzask Hekate. Natychmiast mnie puściła i zatoczyła się do tyłu, trzymając za krwawiącą ichorem ranę. Złote krople upadły połyskując na podłogę. Całe uczucie zamroczenia odeszło i wstałem pełni sił
- A ty nie zapominaj że nie jestem człowiekiem- odpowiedziałem na słowa Hekate
Jej rana zniknęła tak szybko jak się pojawiła budząc kolejną falę złości bogini. Podeszła do mnie, a ja przybrałem pozę wojenną. Nagle z każdym krokiem pojawiał się jej kolejny sobowtór. Zaatakowałem jeden pchnięciem noża w brzuch, rozpłyną się w powietrzu. Natarłem na stojący za mną w nadziei na autentyczność bogini, okazało się że to nie ona. Kolejna projekcja zaatakowała mnie zboku, zrobiłem unik raniąc ją w ramie i sprawiając że kolejny sobowtór się rozprószył. Poczułem dotknięcie na ramieniu z drugiej strony a tam niknący już kolejny obraz Hekate. Zanim odwróciłem głowę kolejna bogini wykręciła mi rękę i puściłem sztylet zdezorientowany, ale szybko reagując okręciłem się i kopnąłem ją w brzuch ale znowu okazała się sobowtórem. Rozejrzałem się nie widząc nigdzie Hekate gdy ktoś pociągnął mnie w tył i przyłożył ostrze do szyii. Wtedy usłyszałem perlisty śmiech
- Miło widzieć że nie jesteś całkiem bezbronny choć to oczywiste że nie masz ze mną szans. Zwycięstwo nad tobą nie jest żadną chlubą- mówiła z wesołością
Chciałem zamienić się w cień, ale najwyraźniej użyła na mnie zaklęcia, bo nawet czułem otaczającą mnie łunę która to uniemożliwiała. puściła mnie zachowując sztylet. 
- Czego ode mnie chcesz chłopcze cienia- spytała wciąż trochę wrogo
Popatrzyłem na nią nieufnie, myśląc że to znów jakiś jej podstęp
- W najgorszym przypadku przeczeszę twój umysł bez twojej zgody- powiedziała lekko oglądając zatrutą klingę i przerzucając ostrze do drugiej ręki.
To mnie otrzeźwiło i przypomniało cel mojej wizyty tutaj. Podniosłem na nią swoje oczy nie wiedząc od czego zacząć. Mam ją prosić o pomoc po tym co się stało?
- Co się stało Ethanie?- spytała tajemniczo
-Przyszedłem tu po pomoc- odpowiedziałem, odważnie patrząc w jej oczy
Podniosła brew w zdumieniu
-Po pomoc? Najpierw się tu włamujesz, a teraz chcesz pomocy?
- Hekate, wtedy też jej pilnie potrzebowałem ale ciebie nie było- powiedziałem zrezygnowany
-Co się stało wtedy kiedy Lynette miała dojść nad jezioro stygijskie?- spytałem podejrzliwie, nie będąc pewien oskarżenia którym ją wcześniej obrzuciłem
-Zrobiłam wszystko jak mnie prosiłeś i.. Musiałam pilnie odejść, reszta to jej dzieło- odpowiedziała kpiąco
-Wróciłam z podróży dopiero wczoraj w nocy, i co zastałam? Naruszone bariery magii, ślady po włamaniu i brak trzech moich ksiąg- dokończyła mrużąc niebezpiecznie oczy.
Nie chciałem jej znowu denerwować więc wyjąłem księgi i wytłumaczyłem wszystko co się działo do tej pory, łącznie z moim planem nie-do-wykonania. Co prawda przed chwilą trochę było nie miło ale Hekate była moim prawie jedynym towarzystwem całe życie i ufałem jej, zawsze mi pomagała. Ale tym razem nie wydawała się być przekonana co do mojego planu. 
- Co jak co mój drogi, ale budzić Kronosa to ja nie zamierzam- powiedziała poważnie, ale na jej ustach błądził uśmiech
- Hekate, ale nie ma innego sposobu...- powiedziałem zrozpaczony, próbując utrzymać uczucia na wodzy
- Spokojnie Ethnie, twój ojciec by nie był zadowolony z twojego postępowania. A poza tym, kto powiedział że nie ma innego sposobu....- powiedziała z tajemniczym uśmiechem
Spojrzałem na nią w zdumieniu. Istniał inny sposób?!
- Nie patrz tak na mnie, byłam w królestwie Nyks i widziałam tam twego ojca...-powiedziała ostrożnie
-Nie wiem dokładnie co tam robił, ale poszukiwał jakiegoś zaklęcia, a nie chciał się zwrócić z tym do mnie wiedząc że się kontaktujemy-kontynuowała swoim niskim rozchodzącym się głosem.
- Czego on tam szukał?!
Przypomniałem sobie ile czasu już straciłem i szybko poprosiłem boginie o pomoc w wydostaniu Lynette. To było teraz najważniejsze bo nie wiadomo kiedy Minos wróci a nie mogłem dopuścić jego do niej. Hekate się zgodziła na wydostanie, ale kategorycznie odmówiła mieszanie się w sprawy przywracania duszy do życia. Podeszliśmy do tunelu którego broniły dwa potwory, szybko się z nimi rozprawiłem kiedy Hekate je zamroczyła. Przeszliśmy przez ciemny zaułek i bogini zdjęła bariery ochronne, ale w zamienienie się miejscami musiałem ja się bawić bo powiedziała że nie chce się pchać do lochu. Zamieniłem się w cień i spróbowałem otworzyć się  na duszę Lynette, powtórzyłem w głowie zaklęcie i z pomocą bogini udało się, i teraz ja znajdowałem się za kratami, a bezwiedne na wpół przeźroczyste ciało Lynette po drugiej stronie. Wiedziałem że nie mogę wyjść z nim poza Hades ale postanowiłem je ukryć niedaleko rzeki Lete, w zakamuflowanej przez Hekate jaskini, tak że w ogóle nie było jej widać. Postanowiłem wrócić do pałacu zanim Minos przyjdzie i zacznie coś podejrzewać. Hekate ponowie wzniosła wszystkie bariery i ukryła nasze ślady. Wiedziałem że Minos pomimo zaufania do mnie zacznie coś podejrzewać, więc musiałem zapewnić sobie alibi. Zamiast do pałacu wyszedłem na ziemie i poszedłem do Persefony która przesiadywała całe wiosenne dni na łąkach. Zgodziła się powiedzieć że byłem z nią cały ten czas, ale musiałem obiecać że wyjaśnię jej później wszystko. Kierowałem się powoli z powrotem w stronę Hadesu gdy pojawił się przede mną Hermes w skrzydlatych sandałach i  kaduceuszu w dłoni.
-Minos cię pilnie wzywa, mówił że jakaś katastrofa i masz się natychmiast zjawić- powiedział pośpiesznie, po czym skiną głową i już go nie było
Wszystko idzie zgodnie z planem... Tylko miałem nadzieje że Minos nie domyśli się że to ja. Wróciłem do pałacu i spotkałem Minosa w furii. Wpadł na mnie
-Ethanie! Gdzie jest Lynette?!
-Nie wiem ojcze przecież ją ukryłeś.. Coś się stało?- spytałem niepewnie
-Coś?! Coś?! Oni ją zabrali, a przecież zostało mi pełne sześć godzin!-wykrzykną z oburzeniem myśląc że to Hades wcześniej ją zabrał.
Po pokłóceniu się z nim Minos wypadł jeszcze gorzej bo Hades był wściekły że Minos nawet martwej duszy nie umie dopilnować i wysłał swoje wojska na przeczesanie Hadesu mówiąc że jak ją tylko znajdzie idzie przed sąd i ich umowa zostaje zerwana. Więc Minos  oburzony opowiedział mi wszystko i wysłał własne wojska żeby znaleźć ją pierwszy i zrobić to co chciał, czego mi nie ujawnił. Cały czas denerwowałem się że zaraz ją znajdą i wszystko się wyda, ojciec zauważył moje zdenerwowanie ale uwierzył mi że się martwię tym co on. Zawołał mnie na kolacje na której mieliśmy wszystko omówić. Usiedliśmy przy wielkim stole i na złotym talerzu pojawiło się jedzenie a w kielichu obok napełniło się wino. Nie byłem głodny więc kosztując wina opowiedziałem ojcu co "robiłem" dzisiaj. Po skończeniu czułem się dosyć dziwnie ale nie zauważyłem nic niepokojącego oprócz  tego że wino miało dziwny mdły posmak. Po przechadzałem się chwilę z Minosem po Hadesie, podczas gdy on opowiadał mi co robił za dnia a ja zastanawiałem się po co chronię Lynette... Przecież to zdrajczyni która knuła z bogami za naszymi plecami... Minos widząc mój wzrok zapytał
-Ethanie, wiesz gdzie jest dusza naszego więźnia?- nie było w tym oskarżenia ani podejrzliwości, tylko spokojne pytanie.
Po chwili zastanowienia się nabrałem ochoty żeby zemścić się na Lynette, nie chciałem okłamywać ojca więc rzekłem
-Schowałem ją do jaskini... Nie wiem dlaczego ojcze, wybacz-powiedziałem zmieszany
Minos uśmiechnął się szeroko i zatarł ręce, potem pokazałem mu gdzie to jest i kiedy wszystko miało być tak pięknie, kiedy mieliśmy przeszukać jej pamięć i przystąpić do zemsty, zaskoczyli nas strażnicy Hadesa i poprowadzili ją natychmiastowo przed sąd. Nie pozwolono Minosowi jej sądzić i zrobił to jego zastępca. Stała przed wielkim trybunałem a nad głową sędziów ważyły się jej uczynki. Nabrałem do niej wielkiej niechęci i ku mojej uciesze została skazana na pola kary. Uśmiechnąłem się zjadliwie słysząc werdykt, co prawda nie mogłem zadawać jej cierpienia osobiście, ale wiedziałem że troskliwie się nią tam zajmą. Gdy prowadzili Lynette do ognistego flegetonu żeby uodpornić jej duszę i uczłowieczyć w pewien sposób, żeby zniosła jak najwięcej cierpień nagle w wielkim błysku pojawił się po drugiej stronie rzeki Minos. Za nim stała nieuchwytna dla oka osoba, nie mogłem dostrzec jej twarzy ani ubrania, a jednak wiedziałem że tam stoi. Wykrzykiwała jakieś słowa, tworząc zaklęcia gdy wystrzeliła niebieski płomień w mojego ojca. On podniósł ręce do góry i zniknął a na jego miejsce pojawiła się migocząca mała dziewczynka, ta z tajemniczej komnaty mojego ojca w podziemiach. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom gdy dziewczynka ciągnięta przez niewidzialną siłę wniknęła w ciało, duszy Lynette. Wtedy światło rozbłysnęło i lód spowijający tę dziewczynkę złamał się i wystrzelił na wszystkie strony. Wtedy Lynette jakby wróciła do swojego ciała i wciąż blada i niemalże szara, ale żywa upadła na brzeg flegetonu. Coś w moim umyśle pokierowało mną i podbiegłem do niej zamieniając nas w czarną mgłę i przenieśliśmy się do dziwnego miejsca którego nigdy nie widziałem. Czułem się jakbym był obserwatorem własnych działań i nie ja robił to wszystko. Działo się to w przeciągu kilkunastu sekund i wszystkich tak oślepiło  że nie nawet nie zareagowali. Kiedy rzucili się na mnie, z Lynette już byliśmy gdzie indziej. Patrząc w jej twarz poczułem jednak że wole ja mieć obok siebie i osobiście zapewnić zemstę. Położyłem ją na ziemi i na moje usta wpełzł nienawistny uśmiech
-Jak ty to zrobiłeś ojcze?!- spytałem nie mogąc nic więcej powiedzieć ze zdumienia
-Widzisz synu, przed naszą zemstą nawet śmierć jej nie uchroni- odpowiedział świdrując ciało Lynette
- Jesteś jej bohaterem- zakpiłem



_________________________________________________________________________________________________________________________

 Po kolejnej długiej przerwie jest rozdział!!!! Nie przedłużając zapraszamy do czytania i komentowania
buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuziaczki ;-* ;-** ;-***
Zomiju


piątek, 4 grudnia 2015

Rozdział XX "(...) A zacznie się wszystko od niezgody..."


Ethan


Po przeczytaniu wszystkich książek od Hekate wcale nie czułem się mądrzejszy. Spędziłem wiele godzin na próbach rozszyfrowania ich, lecz nadal wielu nie potrafiłem zrozumieć. Jak narazie nie udało mi się przeczytać ich wszystkich, ponieważ były one bardzo grube, a większość z nich była napisana starą geką. Podszedłem do półki i wziąłem do ręki starą, zakurzoną księgę. Na jej twardej oprawie widniał napisany złotymi, starogreckimi literami tytuł. Udało mi się go przetłumaczyć i odkryć, że było to coś w rodzaju "Egzystencja Duszy i jej tajniki ". Okazało się, że był to stary rękopis, więc zajeło mi chwile odnalezienie się w notatkach i informacjach na marginesie. Otworzyłem na losowej stronie i zacząłem czytać:
" Dusze można kontrolować na różne sposoby, lecz należy robić to umiejętnie. Naturalne pole emanujące od niej może próbować się bronić, dlatego tak ważne jest, aby ofiara była nieświadoma próby przejęcia nad nią kontroli. Siła naturalnej obrony zależy od osoby, którą chcemy kontrolować. Jeśli ofiara jest świadoma automatycznie stawia opór, lecz łatwo da się go stłumić. Najłatwiej jest kontrolować osobę nam znaną, trudniej jest zaś z obcą. Pomóc może wiedza o ofierze, dobrze jest wykorzystać jej słabe punkty. Jeśli wybrana dusza ma słabość do biżuterii lub nie widzi świata poza rodziną można zastosować coś w rodzaju umysłowego szantażu, który powinien ułatwić przymuszenie jej umysłu do współpracy. Kontrola może polegać na całkowitym przejęciu duszy, wraz z ciałem lub tylko na przesyłaniu różnych myśli i emocji. Kontrola ma również swoje ograniczenia, nie można jej wykorzystać do zgładzenia ofiary, lecz można ją zmusić do zabójstwa innej osoby".
Przebiegł mnie lodowaty dreszcz. Po co Hekate takie książki? Zawsze była trochę tajemnicza, ale nigdy nie posądziłbym jej o coś takiego... Po chwili zastanowienia przerzuciłem kilka kartek i zacząłem czytać:
" Śmiertelnik jest z natury bardzo kruchy. Zamiast szukać najbardziej bolesnej śmierci ciała można skupić się na duszy, która jest znacznie bardziej wytrzymała."
Następnie cała strona była zamazana i raczej nieczytelna. Można z niej było odczytać zaledwie parę wyrazów w stylu "umierać wiecznie", " śmiertelne pragnienie" czy "rozszarpywanie". Kolejna karta opowiadała jak najskuteczniej zaburzyć w kimś jego własne poczucie tożsamości, a następna opisywała sposoby dręczenia duszy. Zaszokowany treścią księgi odłożyłem ją na półkę i schowałem pomiędzy innymi książkami, wkładając ją tak, aby nie było widać tytułu. W tej księdze raczej nie znajdę informacji, których szukam...- pomyślałem - Ale muszę coś znaleźć! Wspomnienie półprzeźroczystej Lynette w lochach Hadesa wywołało we mnie fale bólu. Jak to możliwe, że ona nie żyje? Jak to się mogło stać?! - mówiłem sobie w duchu - Muszę czegoś się dowiedzieć. A na dodatek ten dziwny sen... Co mógł oznaczać? Nie mogłem zapomnieć przerażonego wzroku Lynette, gdy ja ze snu... To było straszne, prawie jakbym ją stracił po raz drugi i to podczas jednego dnia... Stwierdziłem, że nie ma sensu dalej przeszukiwać ksiąg Hekate. Przez chwilę zastanawiałem się, czy nie udać się do bogini i sprawdzić czy może już jest w domu, ale mogłaby mieć pretensje, że zabrałem jej księgi, poza tym po tym co w nich przeczytałem... Uznałem, że to nie najlepszy pomysł. Postanowiłem zbadać dokładniej wnętrze komnaty w podziemiach pałacu mojego ojca i może dowiedzieć się czegoś o tych zamrożonych ludziach. Wyszedłem z mojej komnaty, starając się zamknąć po cichu drzwi i przeniosłem się mrokiem do podziemi pałacu Minosa. Przeszedłem przez długi, zatęchły korytarz i stanąłem przed drzwiami do komnaty. Rozejrzałem się, czy nigdzie nie ma mojego ojca, lub któregoś z jego sług, pociągnąłem za klamkę i ciężkie drzwi otworzyły się do środka. W komnacie panowała nieprzenikniona ciemność, lecz od ostatniego razu udało mi się zapamiętać rozkład mebli w pokoju, dzięki czemu udało mi się uniknąć wpadnięcia na ścianę. Odnalazłem rękami jedną z pochodni wiszących na ścianie i zapaliłem ją. Gdy jej słabe światło oświetliło znajdującą się najbliżej przestrzeń zdałem sobie sprawę, że stoję zaledwie kilka centymetrów od postaci zamrożonej dziewczynki, która była tak podobna do Lynette. Obszedłem ją szerokim łukiem, starając się uspokoić oddech. Jej groteskowe oczy, szeroko otwarte z przerażenia tak bardzo przypominały mi przerażony wzrok Lynette z mojego snu... Były tak podobne, że mógłbym powiedzieć, że są tą samą osobą. Co bym zrobił, gdyby to Lynette została w tak okrutny sposób "zamrożona"? Lecz rzeczywistość była niestety jeszcze gorsza, Lynette jest duszą, a na dodatek jest więziona w lochach Hadesa... Podszedłem do regału z książkami nadal rozmyślając, gdy nagle usłyszałem odgłos kroków. Spanikowany upuściłem pochodnię, która spadła z hukiem na ziemię i zgasła. W komnacie zapadła ciemność. Spróbowałem przenieść się cieniem w inne miejsce, lecz nie wyszło do końca tak, jak chciałem ponieważ przenosząc się cieniem trzeba pomyśleć, w jakie miejsce chcę się udać, a w tym momencie myślałem tylko o wydostaniu się z komnaty. Tak więc wylądowałem na korytarzu. Szybko go przebiegłem i skręciłem w boczny zaułek. Gdy właśnie wybiegałem zza rogu wpadłem z impetem na mojego ojca. Po prostu świetnie! - pomyślałem ironicznie, a na głos powiedziałem:
- Wybacz ojcze!
Minos spojrzał na mnie zdziwiony, a zaraz potem rzucił mi podejrzliwe spojrzenie i zapytał:
- Ethanie, co ty tu robisz?
Prędko starałem się wymyślić jakąś sensowną odpowiedź, ale nic nie przychodziło mi do głowy. Wreszcie wypaliłem:
- Eee... Przechadzałem się i... no ten... zabłądziłem...
- Ach tak? - zapytał zirytowany Minos - Wróć do swojego pałacu Ethanie, porozmawiamy potem.
- Tak. Właśnie zamierzałem to zrobić... - odpowiedziałem- I... - postanowiłem zaryzykować zadanie pytania - Czy mógłbym wiedzieć dokąd idziesz?....
Mój ojciec spojrzał na mnie spod przymrożonych powiek i już myślałem, że przegiąłem, gdy powiedział:
- Hades mnie wzywa, a teraz wybacz, śpieszę się.
Po czym oddalił się szybkim krokiem. Od razu wiedziałem, że chodzi o Lynette i postanowiłem go śledzić. Przeniosłem się mrokiem pod potężny zamek Hadesa, starając się wymyślić sposób na podsłuchanie rozmowy boga śmierci z moim ojcem. Mój wzrok padł na spadzisty dach zamku, z którego mógłbym zajrzeć do jednego z dużych, spiczastych okien. Przeniosłem się na niego i schowałem za dużą, ozdobną, kamienną figurą przedstawiają jakiegoś demona, aby trzy latające nade mną potwory ( Erynie) mnie nie widziały i zajrzałem przez okno do wnętrza komnaty, która okazała się salą tronową. Na tronie siedział mój prastryj Hades w ciemnej szacie, z długim, czarnym płaszczem a po jego prawej stronie stała jego żona Persefona w szmaragdowej sukni. Na sali znajdowali się też dwaj wysocy mężczyźni, w których rozpoznałem moich wujów Radamantysa i Ajakosa - siędziów Hadesu. Był tam też młody mężczyzna, który był zastępcą Minosa. Wytężyłem wole i udało mi się usłyszeć co mówią. Przez główne drzwi wszedł właśnie mój ojciec i powiedział:
- Witaj Hadesie. Wzywałeś mnie.
Hades odpowiedział:
- Owszem Minosie, zajmij miejsce.
Po czym władca Podziemia wstał i zawołał:
- Wprowadźcie więźnia!
Do sali wmaszerowało dwóch szkieletowych strażników prowadząc między sobą słabą, migoczącą postać. Na jej widok zamarło mi serce. Przecież to była Lynette! Chciałem ją stąd zabrać, przywrócić ją do życia, chciałem, żeby wszystko było jak dawniej... Z trudem powstrzymałem emocje i w napięciu czekałem na dalszy bieg wydarzeń. Hades oznajmił:
- Zebraliśmy się tu, aby rozwiązać tą wielce zadziwiającą sytuacje, która miała niedawno miejsce. Ajakosie opowiedz co widziałeś.
Brodaty mężczyzna zrobił krok do przodu i zaczął opowiadać:
- Czcigodny Hadesie, jak wiesz spełniałem swój obowiązek, który mi powierzyłeś, gdy do trybunału sędziów zbliżyła się obecna na tej sali dusza. Emanowała od niej jakaś dziwna energia, lecz zignorowałem to. Spełniłem swój obowiązek, mój druch Radamantys również lecz jak już pewnie wiesz jego brat Minos nie stawił się na stanowisku, lecz wysłał swojego zastępcę.
Mój ojciec posłał mu nienawistne spojrzenie, po czym odparł:
- Mój przyjacielu Ajakosie, za pozwoleniem Hades został już o wszystkim poinformowany.
Hades przerwał im:
- Owszem, Ajakosie kontynuuj.
- Więc jak już mówiłem przyszła kolej na zastępce Minosa, lecz wtedy stało się coś dziwnego.
Hades zwrócił się do zastępcy mojego ojca:
- Opowiedz, co tam się stało.
Młody mężczyzna patrząc w podłogę i miętosząc w dłoniach kawałek swej szaty cichym głosem powiedział:
- Panie, robiłem to co zawsze lecz ta dusza była inna - po chwili zastanowienia dokończył - Nie mogłem podsumować jej życia, bo ono się jeszcze nie skończyło... Ona była żywa.
Radamantys i Ajakos zaczeli szeptać coś pod nosem, gdy Hades rozkazał:
- Cisza!
Na sali od razu zapanowało milczenie. Nagle jakby znikąd do sali wpłynęła mleczno biała mgła i rozległ się trzepot nietoperzych skrzydeł. Zebrani na sali w oszołomieniu wpatrywali się w mgłę, a komuś (obstawiam zastępce mojego ojca) wyrwał się jęk przerażenia. Na sali pojawiła się dziwna, zakapturzona postać, która była wręcz upiornie podobna do kobiety z mojego snu. Odrzuciła kaptur na plecy i oczom zebranych ukazała się kobieca twarz. Miała ona włosy upięte w długi, czarny warkocz, który przerzuciła sobie przez ramię, szlachetne rysy i zadziwiające, zielone oczy, które odcieniem nie przypominały szmaragdowej sukni Persefony, lecz kojarzyły mi się raczej z kolorem trucizny. Wszyscy zamarli w oszołomieniu, lecz Hades odezwał się pierwszy:
- Eris. Co cię tu sprowadza?
Kobieta uśmiechnęła się chytrze i odpowiedziała melodyjnym głosem:
- Przyszłam obejrzeć przesłuchanie.
Hades ściągnął brwi i odparł:
- Ta sprawa cię nie dotyczy. Odejdź.
- Doprawdy Hadesie? - spytała z niewinną miną - Wiesz, że mogę być cennym źródłem informacji.
Mówiąc to spojrzała znacząco w moją stronę, a w jej oczach dojrzałem drapieżny błysk. Czego najbardziej chciałaby bogini niezgody? Oczywiście skłócenia wszystkich - pomyślałem z lękiem - A jak mogłaby to zrobić najlepiej jak nie przez ujawnienie mojej obecności? Muszę się wycofać. Ale wtedy nie dowiem się co zrobią z Lynette... Po chwili namysłu przeniosłem się do mojego pałacu.


Narracja trzecioosobowa
Po chwili milczenia Hades oznajmił:
- Dobrze więc. Eris możesz pozostać, lecz masz nie utrudniać przesłuchania.
Eris zrobiła obrażoną minęwestchnęła teatralnie i powiedziała:
- Rozumiem, nie trzeba do mnie przemawiać jak do niegrzecznego dziecka, któremu się mówi "bądź grzeczna", umiem się zachować.
Hades odchrząknął i zwrócił się do zebranych:
- Możemy kontynuować. Minosie, wydawało mi się, że chciałeś coś powiedzieć?
Minos odpowiedział:
- Owszem. - następnie podniósł głos - Ta dusza przeniknęła do Podziemia żywa. Pytam tu zebranych, po co śmiertelnicy udają się do Krainy Umarłych przed skoczeniem życia ziemskiego? Chyba wszyscy się ze mną zgodzą, że to co najmniej podejrzane.
Na sali rozległy się zgodne pomruki. Po chwili Minos mówił dalej:
- Jak wszyscy widzą ta dusza nie jest w stanie zeznawać. Według mnie powinniśmy zbadać jej umysł. Jeśli Hades pozwoli mi ją zabrać mogę to zrobić.
- Nie zgadzam się! - Rozległ się basowy głos.
Wszyscy zebrani zwrócili się w stoę Radamantysa, który do tej pory się nie odzywał.
- Bracie - powiedział Minos siląc się na przyjazny ton głosu - Czy mi nie ufasz?
- Nie twierdzę tego, ale jaką mamy pewność, że podzielisz się z nami wszystkimi informacjami?
- A dlaczegoż miałbym je zataić?
- Spokój! - rozkazał Hades.
- Eris... - Dodała Persefona.
Eris słysząc swoje imię udała obrażoną:
- O co ci chodzi droga Persefono? Ja nic nie robię...
- Dobrze, ja ją przesłucham - powiedziała Prsefona.
Podeszła do Lynette i złapała ją za rękę, po czym zanuciła po starogrecku jakieś zaklęcie. Nad jej głową ukazały się zamazane obrazy, przedstawiające Cerbera, lochy Hadesa i pewne jezioro o czarnej tafli. Nad tym jeziorem stała ludzka postać. Gdy obraz się ustabilizował wszyscy zobaczyli dokładniej młodego chłopaka ubranego na czarno. Minosowi wyrwał się okrzyk zdumienia, gdy rozpoznał w nim swojego syna.
- O! - powiedziała z udawanym zdziwieniem Eris - Czyż to nie Ethan, twój syn?
Minos nie wiedział co odpowiedzieć, lecz odezwał się Ajakos:
- To najlepsze potwierdzenie słów Radamantysa! Minosowi nie wolno ufać!
Eris zachichotała i powiedziała:
- Minosie, co nam na to odpowiesz?
Minos odparł:
- Ja i mój syn próbowaliśmy złapać tą zdrajczynie! Tak dla wiadomości Ajakosie i bracie mój Radamantysie, to właśnie dlatego wysłałem mojego zastępce!
- Dlaczego mamy ci wierzyć? - odparł Ajakos.
- A na jakiej podstawie mnie oskarżasz?!
- Wszyscy widzieliśmy twojego syna w wizji tej duszy, nie zaprzeczysz! - Zawołał Radamantys.
Do dyskusji wtrącił się także zastępca Minosa:
- A twój dodatkowy urlop?! Nie umawialiśmy się na pracę po godzinach!
- Nie wtrącaj się!
- Wszyscy cisza!!! - rozkazał Hades - Eris, masz natychmiast przestać!
- Widzę, że nie jestem tu mile widziana - powiedziała Eris, pstryknęła palcami i znikła w obłoku mgły.
- Mam jeszcze milion innych dusz, którymi muszę się zająć - powiedział wyraźnie znudzony Hades - Pozwalam zabrać Minosowi tą duszę i ją przesłuchać...
- Dziękuje Panie...- odrzekł Minos.
- Ale... - Powiedział Ajakos, lecz Hades mu przerwał:
-...Ale po upływie doby dusza ma wrócić na sąd. Ogłaszam przesłuchanie za zakończone!




***
Minos prowadził Lynette wilgotnym korytarzem. Jedynym źródłem światła były palące się na kamiennych ścianach pochodnie. Doszli do rzędu zatęchłych cel. Minos włożył do zamka jednej z nich ciężki, metalowy klucz. Zamek zaskowyczał, skobel odskoczył, a Minos wrzucił do środka otumanioną Lynette. Gdy już miał odejść odwrócił się do niej i ze złowieszczym uśmiechem powiedział:
- Nareszcie jesteś moja. Uwierz mi, zapewnię ci bardzo ciekawy pobyt.


Ethan
Chodziłem po mojej komnacie tam i z powrotem, gorączkowo myśląc. Co się stało z Lynette?! A co, jeśli już nigdy się nie dowiem?! Nagle do mojej komnaty wparował mój ojciec, wyraźnie w złym humorzeRozwścieczonym głosem zwołał:
- Ethanie, mógłbyś mi wytłumaczyć pewną rzecz?!
Myśląc, że chodzi o to, jak przyłapał mnie gdy kręciłem się w pobliżu jego tajemnej komnaty powiedziałem:
- Ojcze, już ci mówiłem... zabłądziłem i...
- Nie o to mi chodzi!
- Nie?... Więc... - Zapytałem zdezorientowany.
- Byłem na spotkaniu z Hadesem i wiesz co? Znaleźli tą podłą zdrajczynie! - zawołał.
- Tak?... - Czułem jak na moją twarz wpływają kropelki potu. Czyżby mój ojciec się dowiedział, że podsłuchiwałem? Lecz on ciągnął dalej:
- Wiesz, że Persefona zajrzała do jej umysłu?
- Naprawdę? - zapytałem zaciekawiony.
- Tak. Ale nie o to chodzi! W tej wizji było jezioro Stygijskie. A nad tym jeziorem byłeś TY!
Nie wiedziałem co powiedzieć. Zacząłem szybko układać wiarygodną historie:
- Oddziały, które mi dałeś zawiodły, więc postanowiłem jej szukać na własną rękę. Zorganizowałem zasadzkę, jednak Lynette udało się uciec. - powiedziałem starając się przybrać pewną siebie minę.
Mój ojciec przyjrzał mi się badawczo i po chwili bardzo niezręcznej ciszy powiedział:
- Wierzę ci.
Ogarnęła mnie ulga, jednak nadal nurtowało mnie co stało się z Lynette. Ostrożnie spytałem:
- Co z nią zrobili?
Mój ojciec uśmiechnął się szeroko.
- Nareszcie jest nasza!
- Co?! - starałem się ukryć podniecenie,lecz mi to nie wyszło - To znaczy... Jak to?!
- Hades mi ją dał, czyż to nie wspaniałe? Mamy dzisiaj powód do świętowania!
______________________________________________
I jest rozdział! ;-) Przepraszamy, że nie na czas (jak zawsze...) Ale jest wcześniej niż poprzedni a to już jakiś postęp. Nie przedłużając już zachęcamy do komentowania
Zomiju







czwartek, 19 listopada 2015

Rozdział XIX Tajemnica przeszłości

 Ethan

 

Mijały kolejne minuty a jej wciąż nie było. Krążyłem wokół jeziora Stygijskiego, nerwowo rzucając gładkimi kamieniami w jego srebrzysto-czarną taflę. Rozejrzałem się wokół siebie, na bezbrzeżne pustkowie usłane skalnymi występami, pagórkami i ciągnącymi się jak nić korytami rzeki Kokytos i rozlegającym się od niej Styksem i Acheronem. Postanowiłem wyruszyć na poszukiwania, Lynette powinna już dawno tu być, zaczynałem się martwić czy coś jest nie tak... Najpierw przeniosłem się mrokiem do Hekate, ale jej nigdzie nie było więc zacząłem podążać drogą którą Lynette miała iść. Szedłem coraz szybciej, i coraz bardziej się o nią martwiłem. Niemalże biegiem przemierzałem kolejne metry hadesu. Sprawdziłem obok każdego brzegu rzeki i skręciłem w każdą boczną drogę od trasy którą miała iść w nadziei że po po prostu zboczyła z drogi. Doszedłem już do centrum hadesu i teraz szukałem jej obok łąk asfodelowych, w pobliżu styksu i wejścia do podziemnego świata. Potem obszedłem cerbera i modląc się żeby jej tam nie było szukałem jej w kolejce dusz. Kiedy doszedłem do trybunału sędziów i skręciłem za duży głaz parę metrów od nich. Z przerażeniem dostrzegłem pod stopami garść czarnych płatków. Od razu wiedziałem że to od róży którą miała Lynette od Hekate. Teraz byłem pewien że coś lub ktoś ją porwało. Nikt tu na mnie nie zwracał uwagi ale jeżeli mój ojciec by tu był to na pewno by coś do mnie powiedział (on kocha się czepiać, takie hobby na starość...). Ale na miejscu gdzie powinien być siedział jego "zastępca" który chwilowo go zastępował. Popędziłem do pałacu Minosa nie mogąc znieść myśli że to on mógł porwać Lynette. Szybko wparowałem przez drzwi rozglądając się dookoła a mój ojciec właśnie zdenerwowany do nich zmierzał
- Witaj synu! Właśnie idę do Hadesa który jest bardzo zdenerwowany że nie było mnie na miejscu sędziego. I znaleźli jakąś duszę z którą coś nie w porządku, a za to również ja jestem winiony! Wszystkie moje oddziały poległy i nici z szukania tej zdrajczyni, znowu udało jej się zbiec! Tylko czego szukała w hadesie.... No cóż synu wybacz ale się spieszę,od razu jak przyjdę musimy porozmawiać ze wszystkimi oddziałami.- wręcz wykrzyczał swój monolog i zniknął za drzwiami.
Próbowałem to wszystko poukładać sobie w głowie. Ta dusza.... To mogła być Lynn...
Musiałem znaleźć jakiś pretekst żeby bez wzbudzania podejrzeń dostać się do pałacu Hadesa, szybko wyszedłem ruszając w stronę pałacu mojego prastryja i stwierdziłem że wymyśle coś po drodze. Stanąłem przed obsydianowymi wrotami których strzegły szkieletowe straże, ale wpuściły mnie bez większych problemów. Komplikacje się zaczęły gdy stanąłem przed tronem Hadesa.
- Czego tu szukasz dziecko- zagrzmiał zirytowany samym moim widokiem pan umarłych
Powiedziałem pierwsze co wpadło mi do głowy:
-Chciałem się zobaczyć z Persefoną...
Zdziwiony Hades podniósł w zdziwieniu brwi
- A dlaczeguż tak nagle interesujesz się moją żoną Ethanie?- zapytał w kpiącym zdumieniu
I dopiero w tej chwili zdałem sobie sprawę jak on to odebrał
- Chce się po prostu z nią zobaczyć- odpowiedziałem wyniośle z nutką gniewu
Już chciał mi coś odpowiedzieć gdy przyszedł jakiś potwór i zawiadomił że Minos już wrócił i chce się ponownie z nim zobaczyć. Zanim ten stwór skończył mówić już szedłem w stronę komnaty Persefony. zapukałem w kwiecisto zdobione drzwi i gdy odpowiedział mi melodyjny głos wszedłem do środka. Zastałem tam Persefonę w zwiewnej czarnej sukni w czerwone maki, zdobionej czarną koronką na rękawach i dekoldzie siedzącą na ciemnozielonej kanapie z futrzastą hebanową narzutą. Opierała się łokciem o bok kanapy w swobodnej pozie, a jej ciemnoczekoladowe włosy zaplecione w kłosa opadały na ramię. Gestykulowała ręką opowiadając o czymś kobiecie siedzącej na krześle obitym czarną skórą które stało przy niedużym stole z ciemnoczerwonego drewna. Obie miały bardzo podobne rysy twarzy z tą różnicą że włosy Persefony były ciemne a kobiety obok złociste niczym pola pszenicy. Domyśliłem się że to jej matka Demeter. Kiedy przekroczyłem próg pokoju odwróciły się w moją stronę, po chwili zobaczyłem na twarzy Persefony lekkie zdziwienie
- Witaj Ethanie, co cię do mnie sprowadza?- spytała uprzejmie żona Hadesa
- Chciałem o czymś z tobą pomówić... Ale jeżeli nie masz teraz czasu mogę przyjść w innym czasie- odpowiedziałem trochę zakłopotany obecnością Demeter
- Nie, nie moja matka wpadła tylko na chwilę- powiedziała z uśmiechem
-Przecież i tak jutro do niej wracam- dodała pogodnie
-No to córeczko do widzenia jutro- uśmiechnęła się tęsknie Demeter
- Dowidzenia Ethanie- dodała i lekko skinęła głową
Odpowiedziałem jej głębszym skinięciem i na moich oczach bogini zamieniła się w powiew wiatru pachnący łąkami i lasem.
- A więc?- zaczęła Persefona
- Zastanawiałem się czy przypadkiem nie wiesz czegoś na temat jakiejś duszy która została dzisiaj przysłana do pałacu?- spytałem ostrożnie
Persefona zmarszczyła brwi i w jej szarych oczach było widać zamyślenie. Była niczym piękna wiosna owiana śmiercią. Młoda i bardzo niewinna ale uwięziona w królestwie mroku co odcisnęło na niej piętno. Podobno kochała Hadesa ale źle czuła się w otoczeniu samych dusz i potworów, ale teraz gdy nastała pora w której wracała do matki promienie rozświetlały jej twarz.
- Tak, słyszałam. Mąż przy posiłku opowiadał mi o niej.- odpowiedziała
- A dlaczego tak cię interesuje ta sprawa chłopcze?- dodała
Nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć. Kłamać? Mówić prawdę? Obydwa rozwiązania nie były mi na rękę
- Chodzi o to że bardzo zależy mi na tej dziewczynie... A niedługo już nie będzie dało się jej wydostać z Hadesu- odpowiedziałem nerwowo
Bogini spojrzała na mnie wyrozumiale, lecz w jej oczach zaczaił się smutek
- Niestety nie mogę ci pomóc i chyba nikt nie może. To już dusza. Ona należy do Hadesu
- Na początku rzeczywiście było w niej coś dziwnego, jakby aura duszy ale w środku jeszcze było życie. Ale teraz już za późno...
Spojrzałem na nią z przerażeniem. To nie mogła być prawda. Eliksir miał przestać działać po czterech godzinach a minęły trzy. Chyba że Hekate mnie okłamała...
Persefona widząc moją reakcje powiedziała pocieszająco
- Każdego w życiu czeka taki los i trzeba się z tym pogodzić. Nie można zmienić losu, bo narażenie się mojrą będzie miało gorsze konsekwencje. Ale mogę cię zaprowadzić do lochu w którym jest przetrzymywana żebyś się pożegnał.
Pożegnał.... To słowo dźwięczało mi w uszach. To nie może być prawda, Lynette żyje!
-Persefono, jeśli możesz to byłbym dozgonnie wdzięczny- odpowiedziałem ze ściśniętym gardłem
Bogini wstała i pokazała ruchem ręki abym podążał za nią. Szliśmy najpierw przez wielkie korytarze pałacowe pełne przepychu i ozdób, ale z czasem gdy schodziliśmy schodami w dół wystrój się zmieniał aż w końcu podążaliśmy przez kamienny korytarz w którym było czuć wilgoć i stęchliznę. Wokół było bardzo ciemno i tylko złoty świecznik trzymany przez Persefonę oświetlał nam drogę. Z każdym krokiem coraz gorzej się czułem. Czy Lynette tu naprawdę jest?! Wciąż nie mogłem w to uwierzyć a w szczególności w jej śmierć. Nie, nie mogła, na pewno nie... Za bardzo ją kochałem żeby mogła mi to zrobić...
Persefona podeszła do jednego ze szkieletowych straży i wzięła od niego klucz, następnie otworzyła kraty za którymi ciągnął się korytarz z celami. Skinęła mi głową i powiedziała że w którejś jest dusza dziewczyny której szukam. Nogi miałem jak z waty, wolno powłóczyłem się do kolejnych cel z przestrachem patrząc do ich wnętrza. W ostatniej zobaczyłem półprzezroczystą kobietę leżącą na kamiennej ziemi. Widziałem jej kasztanowe włosy i biały poszarpany chiton. To była dusza. Co do tego nie było wątpliwości. Ani iskry życia.
Kiedy rozpoznałem w tej kobiecie Lynette serce stanęło mi jak porażone. Podszedłem najbliżej jak się da i objąłem dłońmi kraty.
-Lynette...-powiedziałem łamiącym półgłosem
Wtedy w myślach przebiegły mi wszystkie chwile spędzone razem, jej uśmiech i łzy, nasze treningi kłótnie i wspólne misje. Nasze zwariowane pomysły, bieganie po dachach jej włosy oczy, wszystko. A w szczególności moment, gdy Lynette siedziała na kanapie płacząc wtulona w moją pierś, przytulałem ją, ale ból rozrywał mi serce nie mogłem patrzeć na jej cierpienie. Wtedy poprzysiągłem sobie że będę ją bronił przed wszystkimi nawet moim ojcem, że już nigdy nie będzie cierpieć, że będziemy szczęśliwi. Ale teraz ona nie żyje.. I to ja ją zabiłem. Gdybym jej nie zostawił u Hekate... Gdybym ją stąd wyprowadził wcześniej... To wszystko moja wina... Płacz ścisną mi gardło
- Rose...- szepnąłem osuwając się na kolana przy jej celi.
Nagle poczułem wstrząsającą złość na Hekate, to jej eliksir, co ona zrobiła, co się stało. To wszystko to jakaś parodia. Szybko wstałem, rzuciłem ostatnie spojrzenie na jej szarą duszę i wściekły na siebie wybiegłem z tam tąd nie zwracając uwagi na nikogo. Wybiegłem z lochów a potem zlewając się z cieniem podążałem przez pałac Hadesa do wyjścia. teraz przede wszystkim chciałem znaleźć Hekatę i wyjaśnić sobie z nią parę spraw. Udałem się do mojego pałacu i jak najszybciej mogłem, przemierzałem korytarze. Zatrzymałem się pod drewnianymi drzwiami i zacząłem walić w nie pięścią. Nikt nie odpowiadał więc wbiegłem w nie z całym impetem. Drzwi wyłamały się a ja zacząłem przemierzać dom w poszukiwaniu zdradliwej bogini. W pewnej chwili zorientowałem się że zupełnie nie wiem gdzie jestem. Mogłem się tego spodziewać jej dom był otoczony magią, a ja teraz byłem w jej labiryncie. Ale już nieraz przechytrzałem jej magię, rozpłynąłem się w mroku i przepłynąłem przez ściany. Potem znalazłem się w jej bibliotece, stwierdziłem że skoro nie mogę znaleźć Hekate to znajdę sposób na przywrócenie zmarłej duszy do życia. Zacząłem przeszukiwać wszystkie książki. O eliksirach, o duszach, o magii. Ale nie trwało to długo bo pokój jakby wyczuwał obecność obcego i magia zaczęła się nasilać do tej pory ją ignorowałem ale teraz ledwo co trzymałem się na nogach. Wziąłem parę najważniejszych książek i ostatkiem sił wyciągnąłem się mrokiem na zewnątrz jej domu. Niestety w osłabieniu wylądowałem nie tam gdzie chciałem. Znajdowałem się daleko w podziemnych korytarzach. Poznawałem to miejsce, właśnie tu wprowadziłem oddział Minosa w pułapkę. I nagle otworzyłem drzwi obok których się znajdowałem. To ta komnata, to tu byli ci ludzie uwięzieni w niebieskich kulach. Najbardziej intrygowała mnie ta dziewczynka, a właściwie to że przeraźliwie kojarzyła mi się z Lynette. Te oczy, rysy twarzy, włosy. Nie mogłem się pozbyć wrażenia jakbym to właśnie na nią patrzył. Wspomnienie Lynette wywołało nieznośny ból w moim sercu. Postawiłem na ziemi książki które wyniosłem od Hekate i zacząłem się przyglądać dziecku. Jej blada zamrożona w strachu twarz, wyciągnięta do przody mała ręka i oczy wołające o pomoc. Znajdowała się jakby otoczona w lodzie i unosił się z tam tąd niebieskawy dym. jakby została zamrożona w swojej czasoprzestrzeni, ale wyczuwałem jej życie, ona nie była umarła. Zaczynałem zdawać sobie sprawę że ona może mieć coś wspólnego z Lynette. A najważniejsze było to że teraz muszę wyciągnąć informację od Minosa. To w końcu jego pałac, i jego podziemia. Ale teraz chciałem pozwiedzać dalszą część tego pomieszczenia. Spojrzałem na mężczyznę i kobietę tak samo zamrożonych jak ta dziewczynka. Mężczyzna to był ojciec Lynette bo go widziałem, a kobieta przypominała mi dawną żonę mojego ojca, tak to była Pazyfae. Ta sprawa robiła się coraz bardziej dziwna... Czy te osoby były jakoś połączone ze sobą czy mój ojciec ukrył tu osoby które chciał zostawić przy życiu i na przykład ożywić gdy już powstanie. Często mówił że jak już to zrobi to znów będzie rządził ze swoją ukochaną żoną. Ale w takim razie co tu robił ojciec Lynette i to dziecko. Wszyscy wiedzieli że on zginą w wypadku w kopalni. Chyba że to nie był wypadek i Minos to wszystko ukartował. Ale co tu robi to dziecko w takim razie! To nie może być Lynette bo ona jest martwa i jej dusza leży w lochach mojego prastryja. Nie wiedziałem co się tam dzieje, postanowiłem to na razie zostawić i udałem się do drugiego pomieszczenia którym okazała się duża ponadczasowa biblioteka. Na stole leżały zwoje, na regałach książki, jakieś notatki. A na ścianach pozawieszane zaklęte przedmioty i miecze. Podszedłem do stołu i spojrzałem na zakurzony otwarty stary zwój. Cały zapisany był po starogrecku.
Minęło wiele godzin zanim przejrzałem wszystko co tam było. Okazało się że były to plany przejęcia władzy Minosa, jego dzienniki i kroniki z czasów panowania na krecie. Ale najbardziej zaciekawiły mnie zapiski o drugim mężu Pazyfae którego miała po śmierci Minosa, on nie mógł tego znieść, chciał go zabić i planował to wiele razy. A kiedy urodziła im się córka wpadł w furię, chciał zabić ich wszystkich. Na tym kończą się notatki. Ale to nic nie wyjaśnia... Dlaczego jest tu Pazyfae i inni. Pasowałoby gdyby Minos zatrzymał tu tą rodzinę i szykował dla nich zemstę. A więc niby ojciec Lynette miałby być drugim mężem Pazyfae a ta dziewczynka to ich córka Larysa? Tylko że ojciec Lynette żył w XXI wieku a nie w starożytnej Grecji. Chyba że jakimś cudem podróżował w czasie, a kim w takim razie kim była Lynette. Czy ona nie miała nic wspólnego ze starożytną Grecją i jego pierwszą córką Larysą. Ale Minos w takim razie by się nią nie interesował i nie chciałby żeby z nim współpracowała. Ale ona nie może być Larysą bo ona tu jest. Może mieli jakieś jeszcze dziecko i udało mu się z nim przenieść w czasie myśląc że będą bezpieczni. Ale co w takim razie z Pazyfae czemu podróżowali bez niej. Może mój ojciec schwytał ją pierwszą, a potem Larysę a ojca Lynn udało mu się schwytać dopiero we współczesności i chce przez Lynette dokonać zemsty... To wszystko było bardzo zawiłe postanowiłem przeczytać księgi od Hekate. Ale jutro, bo teraz nawet patrzenie mnie boli. Jak najszybciej dostałem się do mojego pałacu i chciałem chociaż spróbować wypytać Minosa o to co znalazłem. Kiedy pojawiłem się w swojej komnacie, to akurat przyszedł służący mojego ojca nawołując mnie na kolacje. Dobrze się złożyło bo będę miał większe pole do manewru.

- Ojcze a co zamierzasz z Lynette jak ją znajdziemy?-zapytałem gdy już siedzieliśmy przy stole
- Z tą zdrajczynią? Zemszczę się a niej jak i na reszcie- sykną gniewnie
Ucieszyło mnie to że właśnie w takim momencie wyrwało mu się coś o jej rodzinie, jednocześnie znów czując ból na jej wspomnienie
- Reszcie? Co to znaczy ojcze?- zapytałem ostrożnie
Minos spojrzał na mnie podejrzliwie
- Wiesz tato że działamy wspólnie i chciałbym znać już trochę więcej twoich planów. Nie ufasz mi?
-No to co chcesz wiedzieć synu?
-Kim jest ta reszta i  jaką przeszłość miała Lynette
-No wiesz więc co do reszty miałem na myśli ojca i matkę Lar.. To znaczy Lynette. A przeszłość to co chyba wiesz o niej dużo, co synu?
-Ale doszły mnie słuchy że żyła trochę wcześniej niż w XXI wieku...-zaryzykowałem
Ojcu wypadł widelec i na chwilę szerzej otworzył oczy.
- Słuchy! Czyżbyś słyszał od kogoś coś takiego?!
- A czy to nie prawda?
- Synu to jeszcze nie czas żebyś się o tym dowiedział, a teraz powiedz mi skąd to wiesz!
- Dobrze, jeżeli odpowiesz na pytanie- powiedziałem zdenerwowany
- Ethanie! Nie wystawiaj mojej cierpliwości na próbę! Myślę że już skończyliśmy ten temat. Dziękuje!
Powiedział po czym odszedł od stołu.
-Na razie nic nie udało mi się z niego wyciągnąć, tylko nabrał podejrzeń...-pomyślałem zirytowany
Poszedłem do swojej komnaty i położyłem się spać z zamiarem dalszego poszukiwania jakichkolwiek wskazówek jutrzejszego dnia, żeby ożywić Lynette.
Nagle znalazłem się na ogromnym polu na którym toczyła się starogrecka wojna. Dookoła żołnierze w zbrojach i na koniach było słychać zgrzyt stali i krzyki ludzi. Nie wiedziałem co się dzieje. Potem wciągnęło mnie w inne miejsce i znalazłem się w Nowym Jorku. Wszędzie szalały cyklony, burze i inne anomalie pogodowe. Następnie usłyszałem mrożący krew w żyłach śmiech kobiety i znalazłem się w ciemnym pokoju. Oświetlony był tylko stół z wieloma buteleczkami, księgą i kryształową kulistą misą nad którą pochylała się zakapturzona postać, co chwilę wybuchała śmiechem i mrucząc zaklęcie po grecku wrzucała kolejne rzeczy do naczynia. Nagle znalazłem się jakby tuż nad nim i widziałem zawartość misy. Wirująca ciecz o szkarłatnym odcieniu. Chwilę potem w tafli tego eliksiru zaczęły się pojawić sceny które mnie wciągnęły i znalazłem się teraz w lesie. Byłem jakby duchem bo tylko obserwowałem wydarzenia przede mną nie mając na nie wpływu. Najpierw zobaczyłem Lynette, całą i zdrową biegnącą za drzewa. Aż serce podskoczyło mi w piersi na jej widok, lecz niedaleko za nią biegłem ja. Ale w moich oczach było coś złowrogiego, tak że mnie samego przeszył zimny dreszcz. Ja ze snu złapałem Lynette i walczyliśmy, ona próbowała się bronić i uciec, za to ja chciałem ją zatrzymać. Kolanem kopnęła mnie w brzuch a prawą ręką uderzyła mnie z pięści w szczękę, przewróciłem się i już myślała że mi ucieknie ale w ostatniej chwili rzuciłem się na nią i przyszpiliłem do ziemi. Potem wyciągnąłem zza pasa sztylet i przyłożyłem do jej szyi. Zacząłem się bać bo nie mogłem nic zrobić, ja ze snu zaraz zabiję Lynette, nie mogłem na to patrzeć. Gdy nagle przed oczami pojawiły mi się pełne strachu i niedowierzania oczy Lynette, potem zobaczyłem tylko szybki ruch ręką i oczy Lynette rozszerzyły się, ale już po chwili zgasło w nich życie i patrzyły bezwiednie w dal. A w tle rozniósł się znowu ten przerażający kobiecy śmiech.
Cały spocony usiadłem na łóżku.
-Teraz już nie zasnę- pomyślałem
I wciąż mając przed oczyma ten koszmar i śmiech tej kobiety w uszach, postanowiłem przeczytać księgi od Hekate.


_____________________________________________________________________________________________________________

Uff... To już koniec a myślałam że ten rozdział będzie się ciągną w nieskończoność ;)
Ten rozdział jest ze specjalną dedykacją dla naszej Anonimki która komentuje naszego bloga pomimo braku postów. I z dedykacją dla naszych anonimów 1 i 2. Czemu wy już nie komentujecie! :((( Tak smutno bez was nam się zrobiło. Nie przeciągając dłużej przepraszamy za opóźnienie i zapraszamy do komentowania :D

Buuuuuuuuuuuuuuuziaczki
Zomiju ;-* ;-** ;-***

czwartek, 5 listopada 2015

Senny Żar





A oto Senny żar :))))))
Bardzo lubię rysować zwierzęta więc zajęła się naszym feniksem zamiast bohaterami, więc lynette i Olimpia nie pojawią się w moim wykonaniu..... To było moje pierwsze podejście rysowania kredkami tak na serio, bo zazwyczaj szkicowałam tak na szybko, piszc o swoich wyobrażeniach Sennego żara

Mam nadzieje że wam się podoba :))))

Zonia (za opóźnienie rozdziału bardzo przepraszamy, w najbliższym czasie zagonie mime do pisania i się pojawi ;)))

niedziela, 1 listopada 2015

Olimpia i Lynette


(Sorkki że w takim efekcie ale się spieszę, pod rozdziałem dam z lepszą jakością...)

A to jest  Olimpia i Lynette :)

Nowy rozdział i one shot już jutro ;DDDDDDDDD

Miłego dniaaaaaaaaaa
Mimma :)