Lynette
Siedziałam w kącie z podwiniętymi pod brodę nogami i rozmyślałam, wpatrując się w jedyne znajdujące się w celi małe, zakratowane okno. Przejechałam wierzchem dłoni po betonowej podłodze, natrafiając na drobne ziarna piasku. Westchnęłam. Po czasie spędzonym w tym małym, zatęchłym pomieszczeniu powoli zaczęło mnie ogarniać uczucie klaustrofobii i aby mu się nie poddać próbowałam zająć czymś swoje myśli. Pamiętałam całe swoje dzieciństwo! Wprawdzie tylko do sześciu lat, ale to jednak postęp. Pamiętałam moje zabawy z tatą, dźwięczny śmiech mojej mamy... To były chwile tak radosne i beztroskie, że nie mogłam uwierzyć, że były częścią mojego życia. Nareszcie wiedziałam, że znajduję we właściwym miejscu, że zawsze tu mieszkałam. Jednak potem w mojej głowie ziała ogromna, czarna dziura. Nie wiedziałam co stało się z moimi rodzicami, ani jak znalazłam się w świątyni Artemidy. Jednak podejrzewałam, że to efekt jakiejś amnezji, czy czegoś w tym rodzaju. Pocieszałam się w duchu, że skoro przypomniałam sobie swoje dzieciństwo, to może z czasem reszta też mi się przypomni. Miałam też podejrzenia, co do Ethana. Może wykorzystał to, że nic nie pamiętałam? Może tak naprawdę go nie znałam, może jest kimś zupełnie mi obcym? - pomyślałam ze smutkiem. Ta myśl wprowadziła mnie w zły nastrój, zapewne dlatego, że nie chciałam jej do siebie dopuścić. Wciąż pamiętałam, jak na mnie patrzył, z jaką czułością do mnie przemawiał... Wydawało mi się, że to nie mogło być kłamstwo. Pamiętałam, jak serce zaczynało mi szybciej bić, gdy tylko myślałam o spotkaniu z nim. Czułam się podle, myśląc, że mogłam być tak naiwna aby mu uwierzyć... Postanowiłam odrzucić na bok podobne myśli i znaleźć jakieś wyjście z tej sytuacji. Wstałam i obeszłam cele dookoła, szukając jakiejś szczeliny w ścianach czy czegoś w tym rodzaju. Jednak zimne ściany były idealnie gładkie. Czemu pozbyłam się mojej jedynej broni?!... - zapytałam się w duchu sarkastycznie, myśląc o gałęzi, którą połamała mi ta dziwna widmo-dziewczyna. Sfrustrowana oparłam się o jedną ze ścian gorączkowo starając się coś wymyślić. Nagle usłyszałam głuchy zgrzyt i ściana naprzeciwko mnie wysunęła się do przodu. Instynktownie odskoczyłam w róg celi, w napięciu czekając na to, co się stanie. Do celi wszedł przerażający potwór. Miał parę długich i ostrych jak brzytwa rogów na głowie, a gęste futro porastało całą jego przysadzistą sylwetkę. Miał na sobie metalową kolczugę złożoną z małych obręczy, która brzęczała przy każdym jego kroku, a jego pysk przypominał połączenie wygłodniałego wilka z lwem. Rzucając mi wściekłe spojrzenie swoich kocich, żółtych oczu (których źrenice były tak zwężone jak główka szpilki) podszedł do mnie i zachrypniętym, gardłowym głosem oznajmił:
- Minos chce się z tobą widzieć.
Jego głos przypominał raczej brzdęk uderzanego o kamień metalu niż ludzki głos. Stwierdziłam, że skoro ten cały Minos chce ze mną rozmawiać, to potwór nie może mnie zabić. Postanowiłam stawiać opór. Przezwyciężając ogarniający mnie strach odparłam, starając się ukryć drżenie głosu:
-Nic mnie to nie obchodzi! Domagam się natychmiastowego wypuszczenia mnie stąd!
Przez jedną straszliwą chwilę przestraszyłam się, że się przeliczyłam. Potwór nie odpowiedział, tylko syknął i skoczył. Zanim zorientowałam się co się dzieje złapał mnie swoimi wielkimi łapskami uzbrojonymi w ostre szpony za nadgarstki i szorstkim gestem wypchnął z celi. Chciałam uciekać, krzyczeć, cokolwiek, jednak trzymał mnie mocno. Popchnął mnie do przodu prowadząc wilgotnym korytarzem. Kilka razy próbowałam się wyrywać, jednak on pozostawał niewzruszony i brutalnie dławił mój opór raz po raz warcząc i odsłaniając kły. W końcu poddałam się i zaczęłam posłusznie wchodzić po starych, kamiennych schodach. Co kilka metrów na ścianach płonęły pochodnie, ale i tak dało się zobaczyć tylko kilka stopni przed sobą, reszta pozostawała w mroku. Zastanawiałam się czego chce ode mnie Minos. Czy powinnam odpowiadać na jego pytania? Moje dzieciństwo to jedynie mała cząstka, którą powinnam pamiętać. Ale co jeśli ta cząstka mu nie wystarczy? Jeśli nie znajdzie odpowiedzi na swoje pytania? Uzna, że nie jestem mu potrzebna... Jednak nie sądzę, żeby mnie wypuścił, może to jedynie pogorszyć moją sytuacje (chociaż nie wiem, czy może być gorsza). Będę blefować - postanowiłam. Doszliśmy do końca schodów. Potwór prowadził mnie ciemnym korytarzem do wielkich, żelaznych drzwi, które otworzyły się z trzaskiem, kiedy się przed nimi zatrzymaliśmy. Wepchnął mnie do komnaty i drzwi się zamknęły. Komnata była duża, ale słabo oświetlona przez wysokie, spiczaste okna sączyło się szare światło, jak gdyby bało się przegonić półmrok panujący w pomieszczeniu. Na środku komnaty stał wysoki, blady mężczyzna, który najwidoczniej był tym całym „ Minosem”. Nie wyglądał szczególnie groźnie ale było w nim coś takiego co rekompensowało mu to z nawiązką a mianowicie poczucie zagrożenia, którym emanowała cała jego postać. W jego obecności każdy czuł się jak bezbronna ofiara, która stanęła oko w oko z drapieżnikiem. Było w nim coś takiego, że wszystkie moje zmysły kazały mi trzymać się od niego z daleka. On nie jest zwykłym człowiekiem – podpowiadał mi cichy głos w mojej głowie. On w ogóle nie jest człowiekiem – ta myśl przyszła nagle, lecz napełniła mnie niepokojem – Więc z kim lub CZYM mam do czynienia? Rozglądając się dookoła obaczyłam jeszcze jedną postać stojącą przy ścianie, prawie całkiem skrytą w mroku. Skarciłam się za to w duchu ale moje serce i tak zaczęło bić szybciej na jego widok. Szybko odwróciłam wzrok próbując ukryć łzy napływające mi do oczu. Nie mogłam znieść widoku Ethana. Starając się skupić uwagę na czymś innym znowu spojrzałam się w stronę Minosa. Wpatrywał się we mnie swoimi zimnymi oczami. Ten wzrok coś mi przypominał, ale nie mogłam odgadnąć co. Niepewnie przestąpiłam z nogi na nogę czekając na pierwsze słowa mężczyzny, który uśmiechną się lodowato, po czym rzekł:
- Minęło tyle czasu i w końcu się spotykamy.
Gdy się odezwał prawie podskoczyłam, miał głęboki, niski głos. Wydawało się, że każde jego słowo jest wcześniej przemyślane. Sprawiało to, że czułam się nie na miejscu mając mu odpowiedzieć. Zresztą nie miałam żadnego pomysłu, jednak Minos mówił dalej:
- Myślałaś, że gdy uciekniesz to nie zdołam cię odnaleźć? - zapytał szyderczo – Owszem, mógłbym mieć pewne problemy ze złapaniem cię, jednak sama mnie wyręczyłaś.
Gorączkowo starałam się przypomnieć sobie wydarzenia ostatnich dni, ale moja pamięć nie chciała współpracować. Minos, widocznie nie zrażony moim milczeniem kontynuował:
- Nie znalazłaś żadnych sprzymierzeńców, nie starałaś się zachować swojej obecności w tajemnicy… Sam się dziwię, że to było aż takie proste! Ale… - przyjrzał mi się przenikliwie, tak, że bałam się iż przewierci mnie na wylot, po czym dodał:
- Ale umknęła mi jedna ważna rzecz. Gdzie TO masz?
Widać było, że mówi na poważnie i choć nie słychać było w jego głosie groźby to jego spojrzenie mówiło „Powiedz albo zginiesz w męczarniach”(i miałam pewność, że jest gotów dotrzymać tej obietnicy). Jednak starając się aby mój głos brzmiał pewnie zebrałam się na odwagę i zaczęłam wcielać mój plan w życie:
- Nawet nie wiesz kto może być po mojej stronie i czy moje działanie nie było od początku zaplanowane. A co do TEGO… - Gorączkowo zastanawiałam się czym ów COŚ mogłoby być - … to nie myśl sobie, że tak po prostu ci powiem!
Usłyszałam za sobą ironiczne parsknięcie, ale nie odwróciłam się, żeby obdarzyć Ethana choćby jednym spojrzeniem. W tym momencie miałam ochotę go udusić. Minos spojrzał na mnie z pogardą, lecz przez chwilę zobaczyłam w jego oczach niebezpieczny błysk. Jednak szybko odzyskał nad sobą panowanie i odparł:
- Jeszcze zobaczymy.
Następnie do sali wszedł ten sam potwór, który mnie tu przyprowadził (nie zdziwiłabym się gdyby cały ten czas czekał pod drzwiami) i wypchnął mnie z komnaty. Szliśmy krętymi korytarzami, mijając wiele drzwi i schodów, tak, że kompletnie straciłam orientacje. Zastanawiałam się, czy dobrze zrobiłam w ogóle odzywając się do Minosa, jednak teraz nie mogłam już cofnąć czasu. Mogłam tylko czekać na to, co i tak ma się zdarzyć. Niespodziewanie usłyszałam za sobą kroki, a następnie tak dobrze znany mi głos:
- Zaczekaj.
Potwór wydał z siebie gardłowy pomruk i niechętnie się zatrzymał. Stanęłam twarzą w twarz z Ethanem. Widząc wyraz zadowolenia na jego twarzy poczułam taką wściekłość, że musiałam się powstrzymać, żeby go nie uderzyć, jednocześnie ścierając mu z twarzy ten szyderczy uśmiech. Spojrzał na mnie spod przymrużonych powiek, jakby oceniając do czego jestem zdolna, po czy rzekł:
- Nie kłam. Wiem, że nic nie pamiętasz.
Nie zastanawiając się za bardzo co mówię wyrzuciłam z siebie na jednym wdechu:
- Ja nic nie pamiętam? A może to ciebie okłamywałam przez cały czas? Nie pomyślałeś o tym choć przez chwilę?!
Uśmiechnął się ironicznie i powiedział:
- Jak tam chcesz. Jednak naprawdę mogłabyś sobie odpuścić.
Po tych słowach obrócił się na pięcie i odszedł. Byłam zła, ale równocześnie rozdarta. Czemu musiało mnie to wszystko spotkać? Czy mnie mogę być przeciętną dziewczyną, prowadzącą normalne życie? Czy nie mogę mieć normalnych przyjaciół? I czemu wydaje mi się, że wszystkie potwory na tym świecie się na mnie uwzięły?! Mój małomówny strażnik otworzył przede mną niezbyt imponujące drzwi i wprowadził mnie do środka. Pokój, w którym się znalazłam był mały, ale dość jasno oświetlony. W rogu znajdowała się mała prycza, co stanowiło dość miłe urozmaicenie po tak długim czasie spędzonym w ciemnej i wilgotnej celi. W pokoju nie było okien, lecz pod sufitem unosiły się dwie, małe kule, które jarzyły się bladym światłem. Muszą być tam utrzymywane za pomocą magii – pomyślałam. Potwór wyszedł zostawiając mnie samą z moimi myślami. Po krótkiej chwili usłyszałam charakterystyczny szczęk zamka, co oznaczało, że zostałam tu zamknięta. Zrezygnowana zaczęłam chodzić w tę i z powrotem, oglądając małe pęknięcia i szczeliny znajdujące się na pożółkłych ścianach. Ciekawe jak długo chcą mnie tu trzymać? - zapytałam się w myślach – Czy zamierzają mnie głodzić? Starałam się znaleźć jakiś przedmiot, na którym mogłabym skupić wzrok. Jednak pokój był wręcz dobijająco pusty. Opadłam na moje prowizoryczne łóżko, wpatrując się w sufit. O co chodziło temu Minosowi? Co takiego mogłam mu ukraść? Postanowiłam poukładać to sobie wszystko w głowie. Dlaczego obudziłam się w świątyni Artemidy? W sumie można to prosto wytłumaczyć – zabłądziłam, a następnie uderzyłam się w głowę i straciłam pamięć. Gdy w końcu udało mi się odnaleźć cywilizację pojawiła się Olimpia… Nieświadomie uśmiechnęłam się do wspomnienia naszego pierwszego spotkania. Swoją drogą zastanawiało mnie co teraz się z nią dzieję. Było mi wstyd, jak się zachowałam widząc po raz ostatni, nie wiedziałam co się ze mną dzieje (Artemida na pewno maczała w tym palce). Ale wszystko po kolei. Zamieszkałam z Olimpią i poznałam pewnego humorzastego feniksa. Trochę zdziwiła mnie reakcja Olimpii, gdy wspomniałam jej o świątyni (wydawało się, że nie wie o czym mówię). Poznałam też kilka innych postaci… Nagle ogarnął mnie smutek. Nie chciałam myśleć o Ethanie, więc szybko pozbyłam się tego wspomnienia. Pamiętałam, co Artemida mówiła o Olimpii… Nie chciałam jej wierzyć, ale co jeśli miała rację? Potem… Moje wspomnienia nagle zasnuła mgła. Nie mogłam się skoncentrować. Patrzyłam na kule unoszące się pod sufitem. Ich blask wydał mi się nagle denerwujący, ale też hipnotyzujący. Nie mogłam oderwać od nich wzroku, z mojej głowy wyparowały wszystkie myśli. Wstałam, próbując pozbyć się uczucia ogarniającego mnie otępienia i ruszyłam w stronę drzwi. Jednak zatrzymałam się w pół kroku zapominając kompletnie co zamierzałam zrobić. Zirytowana stałam przez chwilę pod drzwiami wsłuchując się w własny oddech. Mój instynkt chciał mi coś powiedzieć, przed czymś mnie ostrzec. Jednak cichy głos w mojej głowie podpowiadał, że nie ma zagrożenia, że mogę wrócić na pryczę i spróbować zasnąć. Każdy mój zmysł był przytępiony, nogi się pode mną uginały. Z trudem walczyłam z ciążącymi mi powiekami. Nagle poczułam słabe, ale uporczywe pulsowanie w głowie. Zamknęłam oczy i spróbowałam skoncentrować się na tym dziwnym uczuciu. Przez chwilę wydawało mi się, że jakaś obca obecność musnęła moją świadomość, lecz zaraz otworzyłam oczy, ponieważ znowu zakręciło mi się w głowie. Jednak to dziwne doświadczenie pomogło mi odzyskać świadomość umysłu. Podbiegłam do drzwi i zaczęłam w nie walić bez opamiętania, krzycząc równocześnie, że mają mnie wypuścić. Oczywiście odpowiedziała mi tylko cisza. Zrezygnowana oparłam się o drzwi. Muszę się stąd jak najszybciej wydostać – pomyślałam – To ten pokój tak na mnie działa, powinnam się była tego domyślić… Nagle poczułam lekkie drżenie. Uczucie wzmagało się, a do niego dochodziło jeszcze coraz głośniejsze dudnienie. Przestraszona, ale również zaintrygowana wstałam i odsunęłam się od drzwi. Jedno spojrzenie wystarczyło, żeby zobaczyć, że szczeliny w ścianie się pogłębiają, a ta z czasem pęka. Odgłosy wydawały się coraz głośniejsze, aż w końcu ściany pękły, a wraz z nimi opuściło mnie uczucie otępienia. Znowu mogłam normalnie funkcjonować! Jednak nie dane mi było długo się tym cieszyć, ponieważ już za chwilę w moją stronę poszybowały ostre odłamki tynku i ściany.
***
Kiedy się ocknęłam na początku nie mogłam sobie przypomnieć, gdzie się znajduję. Z mojego więzienia została tylko ruina, przysypana gruzem. Nie to jednak napawało mnie przerażeniem. Pomieszczenie było pełne najróżniejszych potworów. Było ich tak wiele, że nie byłam w stanie ich policzyć. Były różnej wielości, jedne miały rogi, drugie skrzydła… Jednak najwyraźniej wszystkie przyszły tu w jednym celu… Po mnie. Jeden większy od pozostałych trzymał mnie za ramiona i najwyraźniej starał się mnie wyprowadzić. Jednak w sali panowało zamieszanie. Zobaczyłam, że potwory walczą między sobą, a potem dostrzegłam Ethana, który torował sobie przejście krótkim mieczem, który trzymał w dłoni. Gdy zbliżył się do mnie usłyszałam jak mruczy pod nosem:
- Przeklęte potwory Hadesa! Trzeba było się domyślić, że ją tu znajdą…
Zamachnął się i jednym, szybkim ruchem odciął trzymającemu mnie potworowi rękę. Potwór zawył z bólu, a szkarłatna ciecz poplamiła moje ubranie. Odwróciłam się z obrzydzeniem od tej makabrycznej sceny. Ethan próbował do mnie podejść, ale tłum potworów mu na to nie pozwalał. Zawołał do mnie:
- Lynette, zostań tam!
Ja jednak nie miałam zamiaru go słuchać. Odwracając się w stronę gdzie wcześniej znajdowały się drzwi zdążyłam jeszcze zauważyć wyraz twarzy Ethana. Było w nim coś, co mnie przestraszyło. To nie była zwykła determinacja, to była… nienawiść. Nie zastanawiając się nad tym długo pobiegłam prosto korytarzem. Nie wiedziałam gdzie biegnę, chciałam po prostu znaleźć się jak najdalej od tego miejsca. Słyszałam za sobą odgłosy pościgu. Zdyszana skręciłam w boczny korytarz i nagle poczułam podobne uczucie, które ogarnęło mnie już wcześniej, czyli pulsowanie w głowie. Choć wiedziałam, że to niebezpieczne zatrzymałam się. Przede mną pojawił się migoczący obraz pięknej kobiety w srebrzystej tunice i złotych sandałach.
- Artemida….? - wyraziłam swoje zdziwienie.
~ Nie ma teraz na to czasu!
Jej głos zabrzmiał jakby w mojej głowie. Chciałam ją zapytać o tyle rzeczy, jednak chyba bardzo jej się spieszyło, bo uciszyła mnie gestem.
~ Mamy tylko chwilę, już wcześniej próbowałam się z tobą skontaktować, ale bariery magiczne…
Jej obraz zaczął się zamazywać, więc mówiła coraz szybciej:
~ Spróbuję… to nie będzie łatwe… ale… szybko…
- Co? Artemida, nic nie rozumiem!
Jej obraz zatrząsł się, a potem zaczął znikać. Udało mi się tylko usłyszeć jej ostatnie słowa:
~ …. musisz uciekać
Następnie zniknęła. Świetnie! - pomyślałam z ironią – Dzięki za pomoc, sama nigdy bym się nie domyśliła… Jednak rzeczywiście nie miałam czasu. Kroki słychać było coraz bliżej, więc zerwałam się do biegu. Po drodze wpadłam na jakiegoś strażnika, który na mnie warknął i próbował mnie złapać, jednak wyślizgnęłam mu się i wbiegłam za najbliższe drzwi. Nareszcie udało mi się wydostać na zewnątrz, ale to nie rozwiązywało moich problemów. Puściłam się pędem w dół zbocza, na którym stał budynek, w którym się znajdowałam. Nawet nie odwróciłam się, żeby sprawdzić, czy goniące mnie potwory również wybiegły na zewnątrz. Starałam się uważnie stawiać kroki, ponieważ nie mogłabym sobie pozwolić na potknięcie (choć było to trudne, zważywszy na to, że biegłam jak najszybciej). Gdy znalazłam się na dole rozejrzałam się i wbiegłam w pierwszy lepszy zaułek, prawie wpadając na jakąś kobietę. Kobieta zmierzyła mnie wzrokiem swoich niebieskich oczu… zaraz, czy one nie były fioletowe? Ku mojemu zdziwieniu rozpoznałam w niej Hekate, boginię, u której w domu spędziłam ostatnie chwilę, które pamiętałam. Pomyślałam, że jeżeli ktokolwiek wie, co tu się dzieje to właśnie ona.
- Hekate!- zawołałam – Gonią mnie potwory, muszę uciekać…
- Chodź za mną – powiedziała, po czym ruszyła w stronę ciemnego otworu w skale.
Jak się potem okazało było to wejście do przypominającego małą jaskinie tunelu. Pobiegłam za nią, starając się ją równocześnie zapytać:
- Co tu się dzieje? Jak znalazłam się w tamtym miejscu? Dlaczego Ethan się tak zachowuje? Czemu…
Wchodząc do tunelu poczułam miły chłód na twarzy. Hekate nie zwalniając kroku przerwała mi:
- Nie mamy czasu. Postaram się znaleźć odtrutkę ale nie wiem ile mi to zajmie...
Odtrutkę?- pomyślałam – Dla kogo? W tunelu czuć było wilgoć, a z każdym krokiem robiło się coraz ciemniej. Po chwili nie widziałam już własnych dłoni. Przestałam też słyszeć kroki obok mnie…
- Hekate?! - zawołałam czując narastający niepokój.
- Musisz iść dalej prosto – usłyszałam jej głos dochodzący z daleka – Powodzenia.
- Nie zostawiaj mnie tu samej! - krzyknęłam przerażona – Wróć!
Cisza. Ciemność.
- Hekate? - chciałam krzyknąć, ale udało mi się tylko wydać z siebie szept.
Przełknęłam ślinę. Chciałam odrzucić od siebie te myśli, ale zaczęłam panikować wyobrażając sobie, że w tej ciemności może czaić się dosłownie wszystko. Prawie słyszałam zbliżające się do mnie poczwary… Stałam tam tak długo, że aż mi zdrętwiały kolana. Okej – pomyślałam – Skoro Hekate kazała mi iść prosto, to chyba nie pozostaje mi nic innego… Odetchnęłam głęboko, po czym zrobiłam krok w stronę ciemności… i prawie od razu zaczęłam wrzeszczeć. Potrzebowałam chwili, żeby się uspokoić i zdać sobie sprawę, że to co dotknęło mojej twarzy to po prostu zwykła pajęczyna. Przeklinając w duchu swoją głupotę ruszyłam po omacku na przód. Szłam z wyciągniętymi przed siebie rękami obmacując ściany. Musiałam zachować ostrożność, przez co poruszałam się o wiele wolniej. Pozostało mi tylko mieć nadzieję, że goniące mnie potwory nie znalazły wejścia do tunelu. Każdy mój krok odbijał się echem w tym wąskim korytarzu. Było tak cicho, że wydawało mi się, że mój oddech lub bicie serca tworzy straszny hałas. Na domiar złego sufit zaczął gwałtownie opadać, zmuszając mnie do poruszania się na czworakach. Starałam się nie myśleć o tym, że nad moją głową znajdują się miliony skał i, że tunel w każdej chwili może się zawalić, bo i tak czułam się niezbyt komfortowo czołgając się w tym ciasnym tunelu. Po jakimś czasie natrafiłam na niespodziewaną przeszkodę – kamienie. Okazało się, że tunel był zasypany grubą warstwą ciężkich kamieni. Zrozpaczona zastanawiałam się co mam robić. Nie mogłam uwierzyć, że cały trud wędrówki przez tunel mógłby pójść na marne. I chociaż nie widziałam wielkich szans na powodzenie zaczęłam wyjmować i przesuwać kamienie. Były one ciężkie, a praca szła mozolnie. Wydawało mi się, że trwa to wiecznie, jednak nie miałam zamiaru odpuścić. Z czasem zaczęło mi się wydawać, że w tunelu robi się coraz duszniej i musiałam skupić się na pracy, żeby nie zacząć panikować. Gdy już miałam się poddać odsunęłam wielki kamień i oślepiło mnie światło. To było światło dzienne! Wstąpiła we mnie nowa nadzieja i zaczęłam szybko przerzucać kamienie, stopniowo powiększając otwór. Gdy był już na tyle duży, że dało się przez niego przejść wyczołgałam się na zewnątrz. W moją twarz uderzył wiatr rozwiewając mi włosy. Łapczywie wdychałam świeże powietrze i cieszyłam się widokiem zielonej trawy. Wystawiłam twarz do przyjemnie grzejącego słońca. Chciało mi się śmiać, skakać i tańczyć. Moje szczęście jednak mąciło poczucie, że nadal nie jestem bezpieczna. Rozejrzałam się dookoła i zorientowałam się, że znajduję się w lesie. Przeszłam pomiędzy drzewami i nagle zastygłam w bezruchu. Poczułam, że jeżą mi się włoski na karku i nagle ogarnia mnie chłód. Wydawało mi się, że ktoś mnie obserwuje… Błyskawicznie się odwróciłam i dostrzegłam, że niecałe dwadzieścia metrów dalej stoi Ethan. Wyraz jego twarzy nie zapowiadał nic dobrego, a okrutny uśmiech nakazywał mi uciekać… Co nie zastanawiając się też uczyniłam.
Biegłam coraz szybciej przeskakując przez kamienie i gałęzie blokujące mi drogę. Nie musiałam się odwracać, żeby wiedzieć, że Ethan jest tuż za mną. Prawie czułam jego oddech na swoim karku. Wydawało mi się, że drzewa i krzewy specjalnie wyciągają do mnie swoje gałęzie i kolce starając się mnie zatrzymać. Jedna z gałęzi boleśnie wbiła się w moje ramię. Nie zważając na rozrywający ból szarpnęłam się z całej siły chcąc się oswobodzić. Nie zwalniając biegu ogarnęłam przelotnym spojrzeniem moje ramię, na na którym zdążyła się już pojawić paskudnie wyglądająca, czerwona pręga. Suche liście szeleściły pod moimi nogami a lodowaty, porywczy wiatr wiał mi prosto w oczy. Nie miałam czasu na wymyślenie choćby najprostszego planu, każda część mojego ciała wysyłała mi tylko jedną, natarczywą myśl – BIEGNIJ! Każdy mój mięsień płonął, gdy zmuszałam go do szaleńczego biegu. Dosłownie czułam, jak z każdą kropelką potu spływającą mi po twarzy tracę siły. Nie było co liczyć, że Ethan się zmęczy, jak na razie poza ciężkim oddechem nic nie wskazywało na to, że choćby zwolnił. Ma stanowczo lepszą kondycje ode mnie – pomyślałam – Może gdybym… Moje rozmyślania przerwał nagły, przeszywający ból z tyłu głowy i nagle cały świat zawirował. Oszołomiona przeturlałam się po suchych liściach i boleśnie wbijających się w moją skórę igłach. Następnie wszystko stało się błyskawicznie, za szybko aby mój otumaniony mózg zdołał to zarejestrować. Ktoś brutalnym gestem przycisnął mnie do ziemi, tym samym skutecznie mnie obezwładniając i unieruchamiając. Starając się pozbyć mroczków pojawiających mi się przed oczami zobaczyłam, że Ethan siedzi na mnie okrakiem z wyrazem triumfu w jego lodowato lazurowych, pełnych nienawiści oczach. Nagle uświadomiłam sobie, że taki sam wzrok miał Minos… To nie były oczy Ethana, którego znałam. A jeszcze niedawno oddałabym wszystko za możliwość wpatrywania się w nie, choćby przez sekundę – pomyślałam ze smutkiem – Jak to możliwie, że tak się zmienił? Czy to jest jego prawdziwe oblicze? Pamiętałam nasze pierwsze spotkanie przy domu Olimpii, patrzył na mnie wtedy z taką miłością i troską… Albo gdy rozmawialiśmy przy wodospadzie. Czy to wszystko to był tylko wyjątkowo okrutny żart? Kłamstwo? Wpatrywałam się w niego szklanymi oczami, a łzy groziły, że popłyną. Chciałam więc odwrócić wzrok, jednak nie potrafiłam. Nie mogłam w to uwierzyć, jakaś cząstka mnie wciąż miała nadzieję, że to tylko zły sen, z którego zaraz się obudzę. Nie zamierzałam walczyć ani się wyrywać, wiedziałam, że to i tak nie miałoby sensu. Poddałam się, czekając na jego reakcje. Potwierdzając moje najgorsze obawy kątem oka dostrzegłam w jego dłoni błysk ostrego, metalowego przedmiotu. Zamknęłam oczy, bo nie chciałam tego oglądać.
Och, Ethan…. - przelałam w ten szept wszystkie moje uczucia, moją miłość, lęk i bezsilność, czując spływającą po moim policzku pełną goryczy łzę.
___________________________________________________________________________________
Witajcie!!! Baaaaaaardzo przepraszamy za tak długą nieobecność na blogu. Postaramy się wam to wynagrodzić w najbliższym czasie. Już się bałyśmy, że ten rozdział nigdy nie powstanie przez pewne problemy z komputerem i internetem, ale nareszcie się udało! Zachęcamy do czytania i komentowania
Buuuuuuziaczki
:-* :-* :-*
Zomiju
Gdy świat teraźniejszy mija się ze starożytnością, a los całego Olimpu znajduje się w rękach jednej zagubionej w życiu i czasoprzestrzeni dziewczyny...
sobota, 23 kwietnia 2016
środa, 27 stycznia 2016
Rozdział XXIII On o czymś zapomniał, mi wróciła pamięć(do połowy)...
Lynette
Wszystko mnie bolało. Każdy mój mięsień płonął. Jakbym nie ruszała się przez dziesięć lat i nagle wzięła udział w dwustu kilometrowym biegu. Z trudem otworzyłam oczy, wokół mnie panował półmrok. Zamrugałam nimi i spróbowałam przypomnieć sobie co ja tu robię, z przerażeniem uświadomiłam sobie że mam w głowie pustkę. Poruszyłam się niespokojnie i poczułam że leżę na zimnej betonowej podłodze w wilgotnym piasku, który strasznie uwierał. Spięłam brzuch i spróbowałam usiąść, na początku silne zawroty głowy zamazały mi obraz przed oczami ale już po chwili odzyskałam ostrość widzenia. Rozejrzałam się dookoła. Lekka smuga szarego światła sączyła się przez metalowe pręty wąskiego okna. Cela w której byłam miała jakby tytanowe ściany i zero drzwi. Betonową podłogę pokrywała gdzie nie gdzie warstwa piasku z zmieszanego z ziemią. spojrzałam na swoje dłonie i przesunęłam jedną po ziemi, lecz chwile później gwałtownie podniosłam ją do góry czując ostre ukłucie bólu. Spojrzałam na wewnętrzną stronę dłoni ze zdziwieniem obserwując kilka przeźroczystych szkiełek wystających z mojej skóry. Pociągnęłam za jedno i wyjęłam, cicho sycząc na rozlewający się ból w mojej dłoni. Tak jakby te szkiełka były zatrute i teraz ta trucizna rozpłynęła się od moich rąk do reszty ciała. Przestraszona wpatrywałam się w cienką strużkę krwi płynącą po mojej dłoni. Szybko pozbyłam się reszty kawałków, wstając i zauważając że to nie ziemia z piaskiem a czarne ziarenka szkieł pomieszane z nim. Przeszłam się wzdłuż małego pomieszczenia szukając czegoś co przypominałoby drzwi. W pewnym momencie zaczęłam panikować, nie mogłam nic zrobić i byłam zamknięta w jakiejś celi. Ale dlaczego?! Sfrustrowana kopnęłam dosyć sporą gałąź która naprawę nie wiem co tu robiła. Nagle pomyślałam że to najlepsza broń jaką mogę teraz znaleźć i lepiej ją zatrzymać. Pełna nowej energii podniosłam patyk patrząc na niego z zafascynowaniem
- To moja wybawcza broń- powiedziałam cicho
Zwróciłam do małej dziury w ścianie z prętami, robiącej za okno. Zanim dobiegłam do niej prawie się wywróciłam potykając o plątający mi się pod nogami chiton. Zlustrowałam wzrokiem jego opłakany stan. Był pobrudzony ziemią popiołem i jeszcze nie wiem czym, pomijając jego dziury i poszarpane miejsca. Od razu przypomniałam sobie o moich włosach sięgając do nich ręką.
-Już sobie wyobrażam jak wyglądam- pomyślałam
- Może przynajmniej kogoś wystraszę moim wyglądem i pomoże mi to w ucieczce- dodałam w myślach z ironią
Oberwałam trochę chiton żeby był krótszy i próbowałam doskoczyć do okna albo się wspiąć na nie, niestety było za wysoko. Potem biegałam waląc we wszystkie ściany, a następnie uderzałam je gałęzią. Kiedy wszystkie moje próby spęzły na niczym rzuciłam gałąź w kąt a sama miałam ochotę położyć się na tej podłodze i skulić w kłębek dając ponieść mojej klaustrofobii. Nie wiem ile czasu minęło jak wpatrywałam się w ścianę, ale jakiś dźwięk z tyłu wyrwał mnie z odrętwienia. Natychmiast rzuciłam się po moją gałąź i w pełnej gotowości oczekiwałam co nadejdzie. Nagle ściana wysunęła się do przodu i otworzyła a zza niej wyszła młoda dziewczyna. Miała ciemne długie włosy związane w kok, nieskazitelną twarz i biały powłóczysty chiton. Byłaby piękna gdyby nie jej oczy, a raczej ziejące czernią oczodoły... Cała jej postać była jakby pozbawiona blasku i życia, osnuta szarą mgłą. Zwróciła ku mnie swoje czarne oczy, a ja nie dając sparaliżować strachem moich ruchów rzuciłam się na nią z moją prowizoryczną bronią. Uderzyłam ją w brzuch a następnie w bok głowy. Zdziwiło mnie to że nie reagowała, tylko stała gdy biegłam do niej i padła na podłogę po uderzeniach. Nie tracąc czasu puściłam się biegiem w stronę już zamykającej się ściny, dobiegłam tuż przed zamknięciem i włożyłam rękę natychmiast ją cofając żeby zatrzaskująca ściana mi jej nie przytrzasnęła. Skołowana zaczęłam walić pięściami i drzeć w te ścianę. Potem odwróciłam się do nieznajomej nagle niezbyt zadowolona zostając z nią sam na sam. Ostrożnie pochyliłam moją głowę nad dziewczyną szturchając ją gałęzią, a ona z szybkością błyskawicy chwyciła przedmiot i otworzyła oczy sycząc na mnie demonicznie. Wyrwałam moją gałąź i szybko przyszpiliłam dziewczyne-widmo do ziemi. Przycisnęłam gałąź do jej szyi, na tyle mocno by porządnie bolało i na tyle mało żeby jej nie udusić.
-Gdzie ja jestem?!-warknęłam, nie zwracając uwagi na jej przerażającą twarz
Wtedy ona zaczęła wykrzykiwać przekleństwa w jakimś dziwnym języku i wbijając mi pazury w dłonie udało się jej wyrwać moją broń i odrzucić w ścianę. Moja biedna gałąź rozłamała się na dwie części a ja jeszcze próbując trzymać ją na uwięzi z całej siły ścisnęłam jej gardło dłońmi. Kiedy trzymałam ją wyrywającą się na ziemi, zauważyłam iż powinnam czuć tętno dziewczyny na dłoniach. Ale go nie było... W sumie chyba powinnam się tego spodziewać, jej oczy, jej wygląd i zachowanie nie wskazywały na szczególnie normalną i żywą osobę, ale jednak kiedy czułam że ona nie żyje zamarłam. Widmo-dziewczyna z wściekłą miną odrzuciła mnie od siebie i ku mojemu zdziwieniu podeszła po tacę której wcześniej nie zauważyłam, rzuciła ją przede mną wpatrując się we mnie z nienawistnym spojrzeniem. Na tacy znajdowała się metalowa miska z jakąś czarną nieokreśloną cieczą którą wolałam zostawić, przekornie rzuciłam miską o ścianę. Naczynie odbiło się od twardej powierzchni z głuchym dźwiękiem roznosząc echo po całej celi a czarna zupa zabarwiła ścianę i kawałek piasku z betonem na ciemno atramentowy kolor. Wpatrywałam się w plamę przez chwilę gdy zaczęła cicho bulgotać i wyparowała z drażniącym sykiem. Przeniosłam wzrok na cwanie uśmiechniętą kobietę. Moja twarz chyba zdradzała moje emocje (a byłam przerażona tym że mogłam to zjeść) więc przybrałam maskę obojętności. Wpatrywałyśmy się chwilę w siebie gdy ściana/drzwi otworzyły się z trzaskiem i wszedł przez nie Ethan... Od razu rzuciłam się na niego . Przyszedł po mnie!
-Ethan! Jak dobrze że jesteś. Co tu się na Zeusa dzieje?! Jak zostałam zamknięta w jakiejś małej ponurej dziurze, to przynajmniej chcę wiedzieć za co! W dodatku jakieś widmowe dziwadło mi przysłali i nie che odejść!- mówiłam podniesionym tonem nie dając mu dojść do słowa
Nagle do moich uszu dotarł szyderczy śmiech. Ethan odepchnął mnie po czym rzekł
- Naprawdę? No kto by się spodziewał
Podniosłam wzrok na jego twarz. Ale zamiast zatonąć w jego lazurowych oczach napotkałam ścianę chłodu i pogardy.
- Ale..ale..co się stało?- spytałam zbłąkana
- Co się stało? Ty się stałaś- stwierdził z jadem w głosie, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie
- Niestety, nie rusza mnie już twój wzrok, mina ani osoba. Jesteś żałosna- szydził dalej
Nie dowierzając patrzyłam jak rzuca we mnie obelgami, czułam jakbym nie mogła nic zrobić. Tylko słuchać i czuć jak wbija mi kolejne ostrza w serce.
- Nie wiem dlaczego chciałem wyciągać cię z bagna w którym utkwiłaś, może było mi cię żal? Sam nie wiem. Ale teraz zależy mi tylko na twoim cierpieniu, zepsułaś swoją bezużyteczną osobą cały plan ojca i nawet terasz ją ukrywasz. Minos już wyciągnie z ciebie co z nią zrobiłaś... A potem zapłacisz za bunt i pomożesz zapłacić swojej rodzinie za zdradę, kochanie- dokończył swój monolog rozbijając mi serce
On!? Przecież to była jedyna osoba jakiej ufałam. Mówił... mówił że byliśmy przyjaciółmi, pomagał mi! Olimpia nigdy by tak naiwnie nie uwierzyła jak ja. Wszystko mi się przypomniało podczas tkwienia tutaj, to znaczy wszystko od pojawienia się w świątyni do dziwnego zdarzenia w Hadesie. Właściwie cały mój pobyt w krainie zmarłych jest zamglony. Tak czy inaczej postanowiłam że nie będzie mi tak ubliżał, nawet jeśli coś do niego poczułam. Nie pamiętam żeby ktoś tak mnie upokorzył tak jak on teraz.
- Jesteś pewien że ze mnie wyciągnie to co będzie chciał?- spytałam naśladując jego ton
- Moi ludzie już mnie szukają. Jeśli myślisz że błąkałam się bez wspólników po Grecji, to się grubo mylisz słoneczko- zablefowałam uśmiechając się przy tym złośliwie
Miałam nadzieje że uwierzy w moją bajeczkę, chociaż nie miałam pojęcia co tu robiłam ani czego ode mnie chcieli. Przeklęta pamięć!
- Jak uważasz- prychną
Przeniósł swoje beznamiętne spojrzenie na coś za mną po czym uśmiechnął się spoglądając mi w oczy
-Miałem nadzieję że się poczęstujesz, szkoda- cmoknął udając zawiedzenie
Chwilę mi zajęło pojęcie że chodzi mu o tę dziwną zupkę którą pewnie sam specjalnie dla mnie upichcił
-Niestety, chyba zapomniałeś że nie jadam smoły-odwarknęłam
Wtedy niedaleko mnie rozległ się czyjś morderczy chichot. To ta widmo dziewczyna. Gdy tylko Ethan ją usłyszał zjadliwy uśmiech znikł mu z twarzy. Podszedł do niej szybkim krokiem i łapiąc za ramię warknął coś do w tym ich dziwnym języku którego nie znałam.
- No cóż trudno, ale nic innego nie dostaniesz- powiedział tylko na odchodnym
Szarpiąc widmo-dziewczynę przeszedł przez ścianę i szybko ją zamknął.
Świetnie! Znowu sama w tym ciasnym kącie. Mogłam chociaż spróbować go atakować i uciec, co kolwiek! Nie ja musiałam prowadzić bezsensowny dialog. Chodziłam od ściany do ściany rozmyślając czego ten Minos ode mnie chce i co takiego zrobiłam gdy nagle zostałam wciągnięta do jakiegoś miejsca. Stałam pośrodku wielkiego ogrodu. Obok mnie znajdowały się kolumny owinięte bujnym pnączem winorośli. Wszędzie było pełno kwiatów i drzew. W powietrzu unosił się lekki zapach owoców i innych roślin.Nagle zza drzewa pomarańczy wyskoczyła mała czarnowłosa dziewczynka biegnąc czym prędzej ze śmiechem na ustach i zbaczając z kamiennej ścieżki ogrodowej do oliwnego zagajnika. Chwilę za nią zza palmy kokosowej wyłonił się dorosły mężczyzna rozglądając się radośnie wokół siebie i wołając zaczepnie
- Laryso... Wiem że tu jesteś znajdę cię. Larysooo.
Wtem z krzaków dobiegł chichot rozbawionej dziewczynki. Nikt nie zwracał na mnie uwagi, byłam jakby niewidzialną materią unoszącą się w powietrzu i niewidoczną dla ich oka. Potem sceneria uległa zmianie i tym razem to jak byłam biegnącą dziewczynką. Cieszyłam się niesamowicie. Przemierzając kolejne korytarze i komnaty zamku chciałam jak najszybciej dotrzeć na spotkanie z mamą która właśnie wróciła z morskiej podroży. Nagle coś gwałtownie wyrwało mnie z wizji. Otworzyłam oczy i zobaczyłam ciemność. Właściwie to nie zupełnie bo były tam plamy i zarysowania, a dokładniej była to piękna ściana mojej celi w którą w właśnie uderzyłam czołem. Przewinęłam pamięć w tył i okazało się że pamiętam wydarzenia z czasu przed tym jak byłam w tej świątyni. Tylko najwięcej mam dziewięć lat w tych wspomnieniach... Cały czas mam pełno dziur w pamięci, ale pamiętałam prawie całe moje dzieciństwo!
_________________________________________________________________________________________
T Ta daaaaaaaaaaam! Rozdział jest (bardzo krótki i dosyć kieski, ale jest :-D)! Tak wiem pewnie masa błędów i w tym rozdziale wyjątkowo prześladowało mnie słowo "się", mam wrażenie że jest wszędzie i cały czas się powtarza. Ale cóż każdemu zdarza się gorszy dzień w którym prawa interpunkcji itp. są wyłączone XD
Zapraszamy do czytania (Uważajcie na śmietniki, bo nigdy nie wiadomo kiedy się zbuntują...)
Pozdrowionka
Ana i Zofi? Nwm czy może być taki podpis, ale na razie jest XD
poniedziałek, 4 stycznia 2016
Rozdział XXII Burza
Olimpia
Wpatrywałam się w nadzwyczajnie spokojne morze. Noc była cicha, powierzchnia wody niemalże płaska. Jasny księżyc przyćmił gwiazdy wokół siebie i zostawił lśniący trop na spokojnych zmarszczkach ciemnego morza. Na horyzoncie nie było widać nic prócz niekończących się morskich fal, rytmicznie uderzających o burtę statku. Znajdowałam się na pokładzie wspaniałego okrętu królewskiego, płynącego w delegacji na oddaloną spory kawał drogi wyspę Sycylię. Należała ona do kolonii Greckiej jednak napięta sytuacja polityczna stała się przyczyną wielu konfliktów i zmusiła urzędników królewskich do osobistego spotkania się z tamtejszymi zarządcami. Okręt, którym płynęłam posiadał wysoki maszt, na którym znajdował się wspaniały żagiel z wyszytym herbem królewskim. Żagiel był obecnie zwinięty ze względu na niesprzyjający wiatr, więc okręt był napędzany siłą ludzkich rąk. Pod pokładem wielu niewolników zmuszało do pracy trzy rzędy wielkich wioseł, które raz po raz mąciły nieruchomą tafle wody. Na dziobie okrętu znajdowała się pozłacana rzeźba przedstawiająca głowę szczerzącej groźnie kły lwicy. Na burtach statku zawieszone były misternie zdobione tarcze. Spojrzałam w górę, na bezchmurnym jak dotąd niebie zaczęły się zbierać ciężkie chmury. Westchnęłam. Czekała mnie teraz najdłuższa podróż w całej mojej wyprawie, musiałam pokonać połowę Morza Śródziemnego, żeby dotrzeć na Sycylię. Następnie przedostać się na drugi koniec wyspy do miasta Selinut i stamtąd popłynąć do Kartaginy. Przynajmniej będę miała czas na obmyślenie konkretnego planu - pomyślałam. Postanowiłam przemyśleć wszystko od początku. Od miejscowej ludności dowiedziałam się, że moja poprzednia podróż zakończyła się na wyspie Naksos. Nie było to daleko od Krety, ale musiałam załatwić sobie transport. Gdy udałam się do portu akurat odpływała średniej wielkości łódź rybacka, zagadnęłam właścicieli i okazało się, że płyną z dostawą na Kretę. Po krótkich negocjacjach udało mi się przekonać ich aby zabrali mnie ze sobą. Gdy dopłynęliśmy na miejsce zapłaciłam im kilka srebrnych monet i skontaktowałam się z zaufanym człowiekiem, u którego przenocowałam. Dotarła do nas poufna informacja o delegacji i o tym, że strażnik jednego z urzędników poszukuje sługi. Następnego dnia jego znajomemu udało się przedstawić mnie temu strażnikowi, który mnie zatrudnił jako swoją służącą. Kilka dni później wypłynęliśmy tym okrętem. Płynęliśmy już od kilku dni ale nigdzie nie było widać lądu. Wymknęłam się w nocy ze swojej kajuty, aby trochę pomyśleć. Nagle nieruchome powietrze zmieniło się w coraz to mocniejsze podmuchy wiatru, a z nieba spadać ciężkie krople. Skoro zaczął wiać wiatr to pewnie zaraz zbierze się tu załoga by podnieść żagiel - pomyślałam - Lepiej więc będzie, jeśli schowam się pod pokładem. Podeszłam do wilgotnej klapy, otworzyłam ją i zaczęłam schodzić po drewnianych stopniach. Starałam się schodzić po cichu, lecz za każdym razem gdy oparłam stopę o szczebel on trzeszczał tak głośno, że wydawało mi się, że na pewno obudzi wszystkich na statku. Ruszyłam po omacku wąskim korytarzem, mrużąc oczy, aby coś zobaczyć. Na górze księżyc oświetlał pokład, więc stwierdziłam, że nie potrzebuję świecy, jednak teraz tego pożałowałam. Starałam się cicho stawiać kroki i krzywiłam się przy każdym głośniejszym dźwięku, który w tej niezmąconej ciszy rozbrzmiewał głośnym echem. Wydawało mi, że zanim dotarłam przed drzwi mojej kajuty upłynęła wieczność. Chwyciłam za klamkę i już chciałam wejść do środka, gdy nagle usłyszałam przyciszoną rozmowę z pokoju obok. Podeszłam na palcach bliżej drzwi, aby lepiej słyszeć. Pierwszy głos należał do strażnika, u którego zatrudniłam się na służbie, a drugiego nie rozpoznawałam. Strażnik odezwał się szeptem:- ... Na jakiej podstawie są twoje oskarżenia?
Właściciel drugiego głosu odchrząknął. Najwidoczniej był to młody mężczyzna, niższy rangą od strażnika, ponieważ powiedział lekko przestraszonym głosem:
- Niech Pan się przez chwilę zastanowi... Ona nie wyglądała na taką, która wcześniej pracowała jako służąca...
Strażnik mu przerwał, lekko znudzonym głosem:
- A czy to jakiś problem? Jeśli będzie wykonywać swoją pracę jak należy to nie obchodzą mnie jej prywatne sprawy.
- Ale ten człowiek, który ją przyprowadził był podejrzany o parę pomniejszych przestępstw. Co jeśli ona coś knuje?
Strażnik westchnął:
- Dobrze więc, dla świętego spokoju podejmę konieczne środki ostrożności.
Usłyszałam jak wstają i podchodzą do drzwi. Ustąpiłam trochę ciszy na rzecz szybkości i pobiegłam do mojej kajuty. Otworzyłam skrzypiące drzwi. W środku było ciemno, lecz udało mi się zapalić świecę, stojącą na małej szafce. Pomieszczenie było małe i dość ciasne, właściwie znajdowały się w nim tylko łóżko, świeca i mała szafka. Tak naprawdę "łóżko" było czymś w rodzaju hamaka przymocowanego do ściany. W kajucie nie było żadnych okien, a jedynym źródłem światła była świeca. Położyłam się na prowizorycznym łóżku i zgasiłam świecę. Przez chwile leżałam w ciemności nasłuchując. Okazało się to dobrym pomysłem, bo już po chwili drzwi się uchyliły i usłyszałam cichy szept:
- Śpi. Zajrzę do niej rano.
Po tych słowach drzwi zostały zamknięte. Stwierdziłam, że powinnam spróbować zasnąć. Przewróciłam się na bok i zamknęłam oczy. Leżałam w bezruchu, wsłuchując się w nasilający się wiatr. Minuty się dłużyły, lecz sen nie przychodził. Otworzyłam oczy. Słuchałam monotonnego szumu fal, choć wydawało mi się to trochę dziwne, ponieważ kiedy byłam na pokładzie morze było spokojne. Pomyślałam o misji, którą mi zlecili - Czy naprawdę chciałam to zrobić? Przecież miałam z tym skończyć... Nie mogę tak myśleć - skarciłam się w duchu - Miałam czas na zastanowienie, teraz już nie ma odwrotu. Muszę wykonać to czego się podjęłam. Może potem... Zresztą niby jak miałabym odejść? - pomyślałam - Za dużo wiem. Zabiją mnie bez problemu. Mogłabym się ukrywać... I tak wyślą kogoś, kto mnie znajdzie. Przecież właśnie teraz ja jestem takim kimś. Mam pozbyć się człowieka, który był na tyle głupi, by myśleć, że może odejść i ukryć się przed tak rozgałęzioną organizacją. Byłabym głupia myśląc podobne. Jednak teraz, kiedy nie mam kogo chronić i jestem zdana tylko na siebie... Nigdy nie utrzymywałam z nikim bliżej kontaktów, pozbywałam się ludzi po cichu i zmieniałam miejsce zamieszkania. Byłam nieuchwytna, nie zdradzałam swojej tożsamości. Jeśli nie otaczasz się ludźmi zmniejszasz zagrożenie, jeśli nie masz przyjaciół nie będzie boleć cię ich zdrada. Jeżeli jest coś czego nauczyło mnie życie, to to, że ludziom nie warto ufać. Bo każdy człowiek to kłamca. Nagle na myśl przyszła mi Lynette. Co się teraz z nią działo? Ona była pierwszym człowiekiem od lat, którego wpuściłam do mojego domu, pierwszym od wielu lat, o którego zaczęłam się martwić... Czemu jej zaufałam? Gdy wtargnęła na mój teren mogłam ją bez problemu zabić. Co mnie powstrzymało? Czemu okazałam słabość? Zabijałam już wiele razy, to nie powinno być dla mnie problemem. Potem te wszystkie dziwne rzeczy, które się działy i to jej ciągłe "nic nie pamiętam". Jednak na samym początku była bezbronna, a ja stałam nad nią, z nożem w gotowości... Ona była jak młodsza siostra, chciałam ją chronić. Ona... - ta myśl nagle pojawiła się w mojej głowie i choć nie chciałam jej do siebie dopuścić coraz mocniej uświadamiałam sobie, że to prawda - Ona była pierwszą osobą od lat, którą pokochałam. Wzburzone fale coraz mocnej uderzały statek, ale mi to nie przeszkadzało. Morfeusz wreszcie sobie o mnie przypomniał, zamknęłam oczy i zasnęłam.
***
Obudziłam się na podłodze. Przez chwile nie mogłam zorientować się, gdzie jestem. Otaczała mnie nieprzenikniona ciemność i musiałam upewnić się, czy na pewno mam otwarte oczy. Usłyszałam ogłuszający ryk fal i przypomniałam sobie, że znajduję się na statku. Chciałam wstać, lecz stwierdziłam, że bezpieczniej będzie poruszać się na czworakach. Doczołgałam się do drzwi, złapałam za klamkę i nacisnęłam. Drzwi stawiały wyraźny opór. Pociągnęłam raz, szarpnęłam drugi - bez skutku. Przypomniałam sobie nocną rozmowę, którą podsłuchałam. Świetnie! - pomyślałam ze złością - Te "konieczne środki ostrożności" to zamykanie mnie na klucz?! Postanowiłam ochłonąć i postarać się coś wymyślić. Statkiem zakołysało i przewróciłam się boleśnie uderzając głową o ścianę. Auć - skrzywiłam się i wstałam chwiejąc się na nogach. Starając się utrzymać równowagę podeszłam do małej szafki przewróconej teraz na środku pokoju i zaczęłam szukać świecy. Gdy wreszcie ją znalazłam okazało się, że nie nadaje się do użytku, bo jest w kilku kawałkach. Złapałam za mój cienki płaszcz, który mógłby mi się przydać jak już się wydostanę. Sfrustrowana potykając się odnalazłam drogę do drzwi, przykucnęłam i wymacałam rękami dziurkę od klucza. Statkiem znowu zatrzęsło, na pokładzie było słychać przerażone krzyki ludzi. Wyjęłam wsuwkę z włosów, pozwalając im opaść na twarz, a następnie zaczęłam ją wyginać pod różnymi kątami (co było trudne w całkowitej ciemności). Gdy uznałam, że ma odpowiedni kształt włożyłam ją w otwór w drzwiach. Po kilku minutach zamek zaskowyczał, nacisnęłam klamkę i drzwi otworzyły się do środka. Nie miałam czasu jednak długo cieszyć się tym mały sukcesem, bo musiałam zorientować się w sytuacji na statku. Wybiegłam na korytarz i pobiegłam przed siebie. Mijało mnie dużo ludzi biegnących w różnych kierunkach. Zaczepiłam jednego z nich i zapytałam, próbując przekrzyczeć zgiełk:- Co tu się dzieje?!
On jednak wyrwał mi się, odkrzyknął coś czego nie zrozumiałam i pobiegł do maszynowni. Postanowiłam nie tracić czasu i ruszyłam pędem do drewnianych stopni, po drodze zapinając na szyi płaszcz. Gdy tylko otworzyłam klapę uderzył mnie potężny wicher rozwiewając moje włosy na wszystkie strony. Walcząc z silnym wiatrem wyszłam na mokry pokład. Przeniknęło mnie okrutne zimno, wiatr targał moim płaszczem. Rozejrzałam się dookoła. Na pokładzie panował chaos, ludzie biegali i krzyczeli coś do siebie, próbując przekrzyczeć wiatr. Wielkie, kilkumetrowe fale uderzały w statek rzucając nim na boki. Załoga statku i kilku bardziej znających się na żeglarstwie ludzi starało się utrzymać statek w ryzach, lecz większość ludzi po porostu biegała dookoła w panice. Wiatr zawodził i jęczał przeraźliwie szarpiąc bezlitośnie wielki żagiel, którego załoga nie zdążyła zwinąć. Trzy rzędy wielkich wioseł były w opłakanym stanie, a ponad połowa była połamana. Pod pokładem ludzie starali się pomóc i zapanować nad wiosłami, które jeszcze im pozostały. Wielkie fale zalewały pokład czyniąc go śliskim i zmuszając ludzi aby go opuścili. Ciężkie chmury zasłoniły księżyc, a wiatr wiał we wszystkich kierunkach, próbując wcisnąć się w każdą szparę. Kilku mężczyzn rzuciło się do lin przymocowanych do masztu aby zwinąć żagiel. Nie chcąc stać bezczynnie podbiegłam do nich, złapałam za jedną z lin i zaczęłam ciągnąć. Szorstka lina boleśnie raniła mi ręce, a wiatr nie ułatwiał roboty targając żaglem na wszystkie strony. Ciągnąc z całych sił usłyszałam przerażone krzyki ludzi, jednak przez wiatr nie mogłam nic usłyszeć. Po chwili dotarło do mnie jedno słowo "padnij!". Przerywając prace spojrzałam na chwilę na bok i zdążyłam jeszcze zobaczyć wielką, kilkumetrową fale opadającą na statek. Odruchowo rzuciłam się na wilgotne deski, nie przestając kurczowo trzymać się liny i wstrzymałam oddech. Wielka ilość szokująco lodowatej wody przycisnęła mnie do ziemi. Przez chwile udało mi się jeszcze usłyszeć odległe krzyki, lecz potem ogłuszający ryk wody był jedyny dźwiękiem jaki dało się usłyszeć. Trzymałam się mocno liny, kiedy silny nurt próbował mnie porwać ze sobą. Bałam się otworzyć zaciśnięte powieki, lecz wiedziałam, że gdybym to zrobiła otaczałaby mnie ciemność. Woda zaczęła wdzierać mi się do nosa, a ja zaczęłam się dusić. Powstrzymywałam panikę, kiedy zaczęło mi brakować powietrza. Gorączkowo walczyłam z pokusą nabrania oddechu, bo wiedziałam, że byłby to mój ostatni. Moje ciało zaczęło drętwieć pod wpływem lodowatej wody, a moją głowę zaczęły nawiedzać myśli, których nie chciałam. A więc tak się czuje tonący? A gdyby tak poddać się... Czy to by bolało? Czy śmierć boli? Powoli zaczęłam puszczać linę. Nie! - nagle otrzeźwiałam - Nie, nie mogę tak skończyć! Zacisnęłam mocnej ręce na linie. Walczyłam aby zachować świadomość, przed oczami pojawiły mi się mroczki. Gdy już myślałam, że to koniec ryk wody przycichł, a ja uświadomiłam sobie,że znów leżę na mokrych deskach. Otworzyłam oczy łapiąc gwałtownie oddech. Łapczywie wdychałam powietrze, powoli dochodząc do siebie. Byłam cała mokra, moje ubranie lepiło się do ciała, a włosy do twarzy. Wiatr przewiewał mój chiton na wylot wywołując lodowate dreszcze, jednak teraz nie zwracałam na to uwagi. Żyłam! I byłam tym tak szczęśliwa, że chwilowo chłód mi nie przeszkadzał. Dalej trochę oszołomiona podniosłam się na klęczki i rozglądając się stwierdziłam, że miałam szczęście. Tylko nieliczni znajdujący się na pokładzie utrzymali się pod naporem fali. Teraz ci, którzy zdążyli się już otrząsnąć z oszołomienia rzucili się na ratunek tym nieszczęśnikom, którym się to nie udało. Fale dalej uderzały o statek, lecz już nie z taką siłą jak poprzednio, wiatr jednak nie odpuszczał. Z pod pokładu zaczęli wybiegać ludzie, chcąc pomóc. Spróbowałam wstać, ale gdy tylko się podniosłam zakręciło mi się w głowie i oparłam się o maszt. Uświadomiłam sobie, że nadal kurczowo ściskam linę, więc puściłam ją i obejrzałam bolące ręce. Z płytkiego przecięcia na lewej dłoni płynęła krew, ale nie było to nic poważniejszego. Nieustępliwy wiatr sprawiał, że moim ciałem wstrząsały dreszcze. Byłam na siebie zła, że nie mogę wstać i czegoś zrobić, ale mogłam tylko patrzeć. Trzęsąc się z zimna obserwowałam jak inni właśnie wciągają na pokład przemoczonego, nieprzytomnego mężczyznę i stwierdziłam, że nie mam powodu do narzekania. Morze zaczęło powoli się uspokajać. Nieoczekiwanie podeszła do mnie jakaś starsza kobieta i pomogła mi wstać. Chciałam jej podziękować, lecz udało mi się tylko coś wymruczeć.
- Ciiii - powiedziała kobieta - Dasz rade dojść sama pod pokład? - zapytała zachrypniętym glosem.
Nie lubiłam polegać na innych, lecz trudno mi było utrzymać się na nogach. Po chwili udało mi się ledwie zauważalnie skinąć głową. Wspierając się na kobiecie doszłam do drewnianych stopni i czując nagły przypływ energii stwierdziłam, że dalej poradzę sobie sama. Opierając się na wyższych szczeblach zaczęłam powoli schodzić. Pod pokładem nadal panowała krzątanina, lecz ludzie wyglądali teraz na bardziej zorganizowanych i nie biegali w panice. Usłyszałam rozmowę przechodzących obok mnie osób:
- ... Kapitan mówi, że burza skierowała okręt trochę za bardzo na wschód, ale został nam tylko dzień drogi.
- Mam nadzieję, że ten dzień minie bez większych kłopotów...
Po chwili doszłam do mojej kajuty. Otworzyłam drzwi i rzuciłam się na łóżko. Czy każda moja podróż statkiem musi kończyć się jakąś nieprzewidzianą przygodą? - pomyślałam z ironią. Zamknęłam oczy z zamiarem przespania nadciągającego dnia.
______________________________________________
Jest rozdział! Przepraszamy za opóźnienia ale ta przerwa świąteczna rozleniwia ludzi XD Rozdział jest trochę krótki, ale ważnie, że jest ;-) Mamy nadzieję, że się wam spodoba, zachęcamy gorąco do komentowania
Buziaaaaaaczki ;-* ;-* ;-*
Zomiju
środa, 30 grudnia 2015
Rozdział XXI Bohater z zemsty.
Lynette
Nie czułam zupełnie nic. Żadnych emocji, żadnych uczuć, żadnych trosk. Tylko mgliste zanikające wspomnienia, które ktoś jakby wyrwał z odległych zakątków mojej głowy. Pustka i ciemność wypełniały całe moje wnętrze. Uchyliłam obojętnie powieki słysząc czyjś głos
- Już mi nie uciekniesz- Powiedziała szyderczo postać która weszła do celi w której byłam
- Nie było mądre z twojej strony uciekać i mi się sprzeciwiać, ale teraz już za późno. Zobacz w czym utkwiłaś beze mnie moja droga- kontynuował
- W końcu się zemszcze. Na tobie, twojej rodzinie i wszystkich którzy mi zaszkodzili. Będzie to dużo gorsza zemsta niż planowałem na początku, po tym jak stanęłaś mi na drodze i zmąciłaś plan tworzony od stuleci, będziesz cierpieć...- zagrzmiał głosem przepełnionym jadem
Ethan
Nie mogłem uwierzyć w to co się stało. Jak ojcu udało się sprowadzić Lynette do naszego pałacu za zgodą Hadesa. Co miał na myśli mówiąc o świętowaniu... Przecież ona nie żyła. On chciał zemsty teraz niedostępnej, czy Minosowi naprawdę to wystarczyło? Biorąc pod uwagę możliwość że nie chciał zawracać sobie głowy takimi sprawami jak jakaś zdrajczyni, to dlaczego przywlókł ją do naszego domu taki szczęśliwy... Ona była DUSZĄ. A z tego co powiedział Hades, dał ją Minosowi na dwadzieścia cztery godziny zanim trafi przed sąd i zostanie skazana. Jedynym logicznym wyjściem z tego wydawało mi się to, iż mój ojciec chciał przeszukać jej pamięć... Nie mogłem do tego dopuścić, jeżeli Lynette musi skończyć w ten sposób to przynajmniej nie ujawniając swoich tajemnic, pomijając fakt że miałby niezbite dowody na moją zdradę. Na szczęście wiedziałem gdzie ją ukrył bo byłem wtedy blisko tego miejsca w podziemiach i wszystko słyszałem. Chociaż nie wiedziałem jak, musiałem uwolnić Lynette nie mogąc pogodzić się z jej losem, chciałem znaleźć sposób... Zacząłem już nawet układać plan, ale był tak nierealny i porywczy że sam wątpiłem na powiedzenie jakiejkolwiek części. Ale dla niej było mnie na to stać... Chciałem naprawić wszystko co zburzyłem w naszej przeszłości. Jeszce niedawno poczułem nowe siły, i doszedłem do wniosku że mojry miały swój cel również dla mnie kierując losem Lynnette w ten sposób, że jej utrata pamięci to dla mnie szansa. Gdyby pamiętała co się stało przed jej podróżą w czasie, nie chciałaby mnie znać. Dlatego choćbym musiał targnąć się na ten szalony plan, zrobię to żeby ją uwolnić. Chociaż to i tak nie będzie wystarczająca cena za to co ja i Minos jej zrobiliśmy. Mój plan miał wiele luk, dziur i niedopracowanych szczegółów. Ogólnie zamierzałem cofnąć czas. Chciałem go przewinąć do kiedy miedzy mną a Lynette nic nie było i zdążylibyśmy powstrzymać Minosa na czas. Ale żeby dokonać tego rodzaju zmiany w czasie musiałem zamknąć wszystkie czasoprzestrzenie, musiałem cofnąć cały świat. Ale sam w żaden sposób nie mogłem tego zrobić, potrzebowałem przede wszystkim Kronosa- boga czasu. Ale nie tylko jego, musiałem znaleźć Hekate i Morfeusza oraz Hypnosa i masę innych rzeczy które musiałem zrobić żeby poskładać Kronosa, utrzymać w ryzach i przekupić do pomocy nie doprowadzając świata do zagłady i kolejnego jego panowania. Najpierw oczywiście wybierałem się do wyroczni delfickiej, ale to po wydostaniu Lynette z podziemnej komnaty mego ojca. A chciałem to zrobić za pomocą jednej ze sztuczek które znalazłem w księgach Hekate. Polegała ona na zamienieniu się miejscami. Więzienie Lynette było magiczne, nie mógł wyjść z tam tond nikt umarły, ale wejść i wyjść mogli żywi. Miało również inne zabezpieczenia żeby tylko Minos mógł tam wchodzić, do których obejścia potrzebowałem Hekate. Już od jakiegoś czasu zamierzałem złapać tę tajemniczą boginie, a teraz na prawdę chciałem to wszystko wyjaśnić. Minos rozpłynął się w powietrzu po dostarczeniu Lynette do lochów. Więc mogłem próbować wydostać Lynn, ale musiałem się pospieszyć bo nie wiadomo kiedy wróci ojciec. Szybko zbiegłem schodami do znanych mi zatęchłych korytarzy i truchtem pokonałem drogę do drzwi Hekate. Ledwo co zdążyłem unieść rękę żeby zapukać a drzwi otworzyły się ze świstem, ukazując mroczną boginie. Ubrana była w swój średniowieczny płaszcz (pomijając że byliśmy w starożytności, ale dla Hekate to widać nie problem) z nałożonym kapturem na głowę tak że zasłaniał prawie połowę twarzy a w cieniu widać było przenikliwe pełne furii, kobaltowo-srebrzyste oczy. Ogarnęła mnie swoim wściekły spojrzeniem i syknęła- Dlaczego włamałeś się do mojego domu?!
Stanąłem jak wryty. Skąd wiedziała że to ja?.
- Hekate, daj mi wyjaśnić...- powiedziałem jąkając się
Ona tym czasem otworzyła szerzej drzwi i zaczęła wypowiadać jakieś zaklęcie w nieznanym mi języku. Po chwili poczułem że nie mogę się ruszać i coś gwałtownie wciągnęło mnie do jej domu.
- Dlaczego się tu włamałeś?! Mogę się zemścić... I twój ojciec ani nikt inny nie może mi przeszkodzić. Przynależy mi się odwieczne prawo odwetu!- powiedziała podniesionym tonem
- Dlaczego oszukałaś mnie i wprowadziłaś Lynette w zasadzkę?!- odpowiedziałem groźnie
Zamieniłem się w czarną mgłę oswobadzając z niewidzialnych więzów i zmaterializowałem tuż za boginią.
-Nie masz prawa odwetu- warknąłem
-Nie jesteś niewinna, i to od ciebie zaczęły się kłopoty. Chcesz się sądzić i rozmawiać o prawach?! Naturalnie, możemy. Ale pamiętaj że moim ojcem jest najwyższy sędzia a stryjem sam Hades, więc nie stawiaj kroków za daleko...- powiedziałem rozzłoszczony
Na dźwięk mojego głosu bogini odwróciła się gwałtownie i zobaczyłem dziki błysk w jej oczach
- Dobrze możemy zakończyć te sprawę inaczej- syknęła w odpowiedzi
Z rozmachem wyciągnęła swoją rękę w moim kierunku , wypowiadając jakieś słowo po starogrecku. Poczułem jak jakaś duża kula energii uderza we mnie. Poleciałem na ścianę, ale zanim zdążyłem się roztrzaskać zamieniłem się w cień i pojawiłem z prawej strony Hekate. Natarłem na nią moim sztyletem zatrutym eliksirem otrzymanym właśnie od niej(cóż za ironia...), który działał jak kwas na skórę nieśmiertelnych. Nie ruszyła się z miejsca, a kiedy miałem zamiar ją zranić mój sztylet przenikną przez nią i projekcja rozproszyła się jak zbite lustro. Za to za sobą usłyszałem jej syczący głos wypowiadający zaklęcia, nagle wszystko zaczęło ciemnieć i czarne plamy zatańczyły mi przed oczami, zachwiałem się nie mogąc utrzymać na nogach i upadłem słysząc potem tylko trzask o mahoniową podłogę.
- Ze mną nie można wygrać. Zapominasz że jestem boginią magi i oszustwa...- powiedziała swoim słodkim, aksamitnym głosem uśmiechając się złośliwie
Jednak zanim całkowicie straciłem przytomność, wyciągnąłem rękę ze sztyletem w stronę pochylającej się nademną bogini. Resztką sił zamaszystym ruchem przejechałem srebrną klingą po jej policzku, w uszach rozbrzmiał mi wrzask Hekate. Natychmiast mnie puściła i zatoczyła się do tyłu, trzymając za krwawiącą ichorem ranę. Złote krople upadły połyskując na podłogę. Całe uczucie zamroczenia odeszło i wstałem pełni sił
- A ty nie zapominaj że nie jestem człowiekiem- odpowiedziałem na słowa Hekate
Jej rana zniknęła tak szybko jak się pojawiła budząc kolejną falę złości bogini. Podeszła do mnie, a ja przybrałem pozę wojenną. Nagle z każdym krokiem pojawiał się jej kolejny sobowtór. Zaatakowałem jeden pchnięciem noża w brzuch, rozpłyną się w powietrzu. Natarłem na stojący za mną w nadziei na autentyczność bogini, okazało się że to nie ona. Kolejna projekcja zaatakowała mnie zboku, zrobiłem unik raniąc ją w ramie i sprawiając że kolejny sobowtór się rozprószył. Poczułem dotknięcie na ramieniu z drugiej strony a tam niknący już kolejny obraz Hekate. Zanim odwróciłem głowę kolejna bogini wykręciła mi rękę i puściłem sztylet zdezorientowany, ale szybko reagując okręciłem się i kopnąłem ją w brzuch ale znowu okazała się sobowtórem. Rozejrzałem się nie widząc nigdzie Hekate gdy ktoś pociągnął mnie w tył i przyłożył ostrze do szyii. Wtedy usłyszałem perlisty śmiech
- Miło widzieć że nie jesteś całkiem bezbronny choć to oczywiste że nie masz ze mną szans. Zwycięstwo nad tobą nie jest żadną chlubą- mówiła z wesołością
Chciałem zamienić się w cień, ale najwyraźniej użyła na mnie zaklęcia, bo nawet czułem otaczającą mnie łunę która to uniemożliwiała. puściła mnie zachowując sztylet.
- Czego ode mnie chcesz chłopcze cienia- spytała wciąż trochę wrogo
Popatrzyłem na nią nieufnie, myśląc że to znów jakiś jej podstęp
- W najgorszym przypadku przeczeszę twój umysł bez twojej zgody- powiedziała lekko oglądając zatrutą klingę i przerzucając ostrze do drugiej ręki.
To mnie otrzeźwiło i przypomniało cel mojej wizyty tutaj. Podniosłem na nią swoje oczy nie wiedząc od czego zacząć. Mam ją prosić o pomoc po tym co się stało?
- Co się stało Ethanie?- spytała tajemniczo
-Przyszedłem tu po pomoc- odpowiedziałem, odważnie patrząc w jej oczy
Podniosła brew w zdumieniu
-Po pomoc? Najpierw się tu włamujesz, a teraz chcesz pomocy?
- Hekate, wtedy też jej pilnie potrzebowałem ale ciebie nie było- powiedziałem zrezygnowany
-Co się stało wtedy kiedy Lynette miała dojść nad jezioro stygijskie?- spytałem podejrzliwie, nie będąc pewien oskarżenia którym ją wcześniej obrzuciłem
-Zrobiłam wszystko jak mnie prosiłeś i.. Musiałam pilnie odejść, reszta to jej dzieło- odpowiedziała kpiąco
-Wróciłam z podróży dopiero wczoraj w nocy, i co zastałam? Naruszone bariery magii, ślady po włamaniu i brak trzech moich ksiąg- dokończyła mrużąc niebezpiecznie oczy.
Nie chciałem jej znowu denerwować więc wyjąłem księgi i wytłumaczyłem wszystko co się działo do tej pory, łącznie z moim planem nie-do-wykonania. Co prawda przed chwilą trochę było nie miło ale Hekate była moim prawie jedynym towarzystwem całe życie i ufałem jej, zawsze mi pomagała. Ale tym razem nie wydawała się być przekonana co do mojego planu.
- Co jak co mój drogi, ale budzić Kronosa to ja nie zamierzam- powiedziała poważnie, ale na jej ustach błądził uśmiech
- Hekate, ale nie ma innego sposobu...- powiedziałem zrozpaczony, próbując utrzymać uczucia na wodzy
- Spokojnie Ethnie, twój ojciec by nie był zadowolony z twojego postępowania. A poza tym, kto powiedział że nie ma innego sposobu....- powiedziała z tajemniczym uśmiechem
Spojrzałem na nią w zdumieniu. Istniał inny sposób?!
- Nie patrz tak na mnie, byłam w królestwie Nyks i widziałam tam twego ojca...-powiedziała ostrożnie
-Nie wiem dokładnie co tam robił, ale poszukiwał jakiegoś zaklęcia, a nie chciał się zwrócić z tym do mnie wiedząc że się kontaktujemy-kontynuowała swoim niskim rozchodzącym się głosem.
- Czego on tam szukał?!
Przypomniałem sobie ile czasu już straciłem i szybko poprosiłem boginie o pomoc w wydostaniu Lynette. To było teraz najważniejsze bo nie wiadomo kiedy Minos wróci a nie mogłem dopuścić jego do niej. Hekate się zgodziła na wydostanie, ale kategorycznie odmówiła mieszanie się w sprawy przywracania duszy do życia. Podeszliśmy do tunelu którego broniły dwa potwory, szybko się z nimi rozprawiłem kiedy Hekate je zamroczyła. Przeszliśmy przez ciemny zaułek i bogini zdjęła bariery ochronne, ale w zamienienie się miejscami musiałem ja się bawić bo powiedziała że nie chce się pchać do lochu. Zamieniłem się w cień i spróbowałem otworzyć się na duszę Lynette, powtórzyłem w głowie zaklęcie i z pomocą bogini udało się, i teraz ja znajdowałem się za kratami, a bezwiedne na wpół przeźroczyste ciało Lynette po drugiej stronie. Wiedziałem że nie mogę wyjść z nim poza Hades ale postanowiłem je ukryć niedaleko rzeki Lete, w zakamuflowanej przez Hekate jaskini, tak że w ogóle nie było jej widać. Postanowiłem wrócić do pałacu zanim Minos przyjdzie i zacznie coś podejrzewać. Hekate ponowie wzniosła wszystkie bariery i ukryła nasze ślady. Wiedziałem że Minos pomimo zaufania do mnie zacznie coś podejrzewać, więc musiałem zapewnić sobie alibi. Zamiast do pałacu wyszedłem na ziemie i poszedłem do Persefony która przesiadywała całe wiosenne dni na łąkach. Zgodziła się powiedzieć że byłem z nią cały ten czas, ale musiałem obiecać że wyjaśnię jej później wszystko. Kierowałem się powoli z powrotem w stronę Hadesu gdy pojawił się przede mną Hermes w skrzydlatych sandałach i kaduceuszu w dłoni.
-Minos cię pilnie wzywa, mówił że jakaś katastrofa i masz się natychmiast zjawić- powiedział pośpiesznie, po czym skiną głową i już go nie było
Wszystko idzie zgodnie z planem... Tylko miałem nadzieje że Minos nie domyśli się że to ja. Wróciłem do pałacu i spotkałem Minosa w furii. Wpadł na mnie
-Ethanie! Gdzie jest Lynette?!
-Nie wiem ojcze przecież ją ukryłeś.. Coś się stało?- spytałem niepewnie
-Coś?! Coś?! Oni ją zabrali, a przecież zostało mi pełne sześć godzin!-wykrzykną z oburzeniem myśląc że to Hades wcześniej ją zabrał.
Po pokłóceniu się z nim Minos wypadł jeszcze gorzej bo Hades był wściekły że Minos nawet martwej duszy nie umie dopilnować i wysłał swoje wojska na przeczesanie Hadesu mówiąc że jak ją tylko znajdzie idzie przed sąd i ich umowa zostaje zerwana. Więc Minos oburzony opowiedział mi wszystko i wysłał własne wojska żeby znaleźć ją pierwszy i zrobić to co chciał, czego mi nie ujawnił. Cały czas denerwowałem się że zaraz ją znajdą i wszystko się wyda, ojciec zauważył moje zdenerwowanie ale uwierzył mi że się martwię tym co on. Zawołał mnie na kolacje na której mieliśmy wszystko omówić. Usiedliśmy przy wielkim stole i na złotym talerzu pojawiło się jedzenie a w kielichu obok napełniło się wino. Nie byłem głodny więc kosztując wina opowiedziałem ojcu co "robiłem" dzisiaj. Po skończeniu czułem się dosyć dziwnie ale nie zauważyłem nic niepokojącego oprócz tego że wino miało dziwny mdły posmak. Po przechadzałem się chwilę z Minosem po Hadesie, podczas gdy on opowiadał mi co robił za dnia a ja zastanawiałem się po co chronię Lynette... Przecież to zdrajczyni która knuła z bogami za naszymi plecami... Minos widząc mój wzrok zapytał
-Ethanie, wiesz gdzie jest dusza naszego więźnia?- nie było w tym oskarżenia ani podejrzliwości, tylko spokojne pytanie.
Po chwili zastanowienia się nabrałem ochoty żeby zemścić się na Lynette, nie chciałem okłamywać ojca więc rzekłem
-Schowałem ją do jaskini... Nie wiem dlaczego ojcze, wybacz-powiedziałem zmieszany
Minos uśmiechnął się szeroko i zatarł ręce, potem pokazałem mu gdzie to jest i kiedy wszystko miało być tak pięknie, kiedy mieliśmy przeszukać jej pamięć i przystąpić do zemsty, zaskoczyli nas strażnicy Hadesa i poprowadzili ją natychmiastowo przed sąd. Nie pozwolono Minosowi jej sądzić i zrobił to jego zastępca. Stała przed wielkim trybunałem a nad głową sędziów ważyły się jej uczynki. Nabrałem do niej wielkiej niechęci i ku mojej uciesze została skazana na pola kary. Uśmiechnąłem się zjadliwie słysząc werdykt, co prawda nie mogłem zadawać jej cierpienia osobiście, ale wiedziałem że troskliwie się nią tam zajmą. Gdy prowadzili Lynette do ognistego flegetonu żeby uodpornić jej duszę i uczłowieczyć w pewien sposób, żeby zniosła jak najwięcej cierpień nagle w wielkim błysku pojawił się po drugiej stronie rzeki Minos. Za nim stała nieuchwytna dla oka osoba, nie mogłem dostrzec jej twarzy ani ubrania, a jednak wiedziałem że tam stoi. Wykrzykiwała jakieś słowa, tworząc zaklęcia gdy wystrzeliła niebieski płomień w mojego ojca. On podniósł ręce do góry i zniknął a na jego miejsce pojawiła się migocząca mała dziewczynka, ta z tajemniczej komnaty mojego ojca w podziemiach. Nie mogłem uwierzyć własnym oczom gdy dziewczynka ciągnięta przez niewidzialną siłę wniknęła w ciało, duszy Lynette. Wtedy światło rozbłysnęło i lód spowijający tę dziewczynkę złamał się i wystrzelił na wszystkie strony. Wtedy Lynette jakby wróciła do swojego ciała i wciąż blada i niemalże szara, ale żywa upadła na brzeg flegetonu. Coś w moim umyśle pokierowało mną i podbiegłem do niej zamieniając nas w czarną mgłę i przenieśliśmy się do dziwnego miejsca którego nigdy nie widziałem. Czułem się jakbym był obserwatorem własnych działań i nie ja robił to wszystko. Działo się to w przeciągu kilkunastu sekund i wszystkich tak oślepiło że nie nawet nie zareagowali. Kiedy rzucili się na mnie, z Lynette już byliśmy gdzie indziej. Patrząc w jej twarz poczułem jednak że wole ja mieć obok siebie i osobiście zapewnić zemstę. Położyłem ją na ziemi i na moje usta wpełzł nienawistny uśmiech
-Jak ty to zrobiłeś ojcze?!- spytałem nie mogąc nic więcej powiedzieć ze zdumienia
-Widzisz synu, przed naszą zemstą nawet śmierć jej nie uchroni- odpowiedział świdrując ciało Lynette
- Jesteś jej bohaterem- zakpiłem
_________________________________________________________________________________________________________________________
Po kolejnej długiej przerwie jest rozdział!!!! Nie przedłużając zapraszamy do czytania i komentowania
buuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuuziaczki ;-* ;-** ;-***
Zomiju
piątek, 4 grudnia 2015
Rozdział XX "(...) A zacznie się wszystko od niezgody..."
Ethan
"
Dusze można kontrolować na różne sposoby, lecz należy robić to
umiejętnie. Naturalne pole emanujące od niej może próbować się
bronić, dlatego tak ważne jest, aby ofiara była nieświadoma próby
przejęcia nad nią kontroli. Siła naturalnej obrony zależy od
osoby, którą chcemy kontrolować. Jeśli ofiara jest świadoma
automatycznie stawia opór, lecz łatwo da się go stłumić.
Najłatwiej jest kontrolować osobę nam znaną, trudniej jest zaś z
obcą. Pomóc może wiedza o ofierze, dobrze jest wykorzystać jej
słabe punkty. Jeśli wybrana dusza ma słabość do biżuterii lub nie widzi
świata poza rodziną można zastosować coś w rodzaju umysłowego
szantażu, który powinien ułatwić przymuszenie jej umysłu do
współpracy. Kontrola może polegać na całkowitym przejęciu
duszy, wraz z ciałem lub tylko na przesyłaniu różnych myśli i
emocji. Kontrola ma również swoje ograniczenia, nie można jej
wykorzystać do zgładzenia ofiary, lecz można ją zmusić do
zabójstwa innej osoby".
Przebiegł
mnie lodowaty dreszcz. Po co Hekate takie książki? Zawsze była
trochę tajemnicza, ale nigdy nie posądziłbym jej o coś takiego...
Po chwili zastanowienia przerzuciłem kilka kartek i zacząłem
czytać:
"
Śmiertelnik jest z natury bardzo kruchy. Zamiast szukać najbardziej
bolesnej śmierci ciała można skupić się na duszy, która jest
znacznie bardziej wytrzymała."
Następnie
cała strona była zamazana i raczej nieczytelna. Można z niej było
odczytać zaledwie parę wyrazów w stylu "umierać wiecznie",
" śmiertelne pragnienie" czy "rozszarpywanie".
Kolejna karta opowiadała jak najskuteczniej zaburzyć w kimś jego
własne poczucie tożsamości, a następna opisywała sposoby
dręczenia duszy. Zaszokowany treścią księgi odłożyłem ją na
półkę i schowałem pomiędzy innymi książkami, wkładając ją
tak, aby nie było widać tytułu. W tej księdze raczej nie znajdę
informacji, których szukam...- pomyślałem - Ale muszę coś
znaleźć! Wspomnienie półprzeźroczystej Lynette w lochach Hadesa
wywołało we mnie fale bólu. Jak to możliwe, że ona nie żyje?
Jak to się mogło stać?! - mówiłem sobie w duchu - Muszę czegoś
się dowiedzieć. A na dodatek ten dziwny sen... Co mógł oznaczać?
Nie mogłem zapomnieć przerażonego wzroku Lynette, gdy ja ze snu...
To było straszne, prawie jakbym ją stracił po raz drugi i to
podczas jednego dnia... Stwierdziłem, że nie ma sensu dalej
przeszukiwać ksiąg Hekate. Przez chwilę zastanawiałem się, czy
nie udać się do bogini i sprawdzić czy może już jest w domu, ale
mogłaby mieć pretensje, że zabrałem jej księgi, poza tym po tym
co w nich przeczytałem... Uznałem, że to nie najlepszy pomysł.
Postanowiłem zbadać dokładniej wnętrze komnaty w podziemiach
pałacu mojego ojca i może dowiedzieć się czegoś o tych
zamrożonych ludziach. Wyszedłem z mojej komnaty, starając się
zamknąć po cichu drzwi i przeniosłem się mrokiem do podziemi
pałacu Minosa. Przeszedłem przez długi, zatęchły korytarz i
stanąłem przed drzwiami do komnaty. Rozejrzałem się, czy nigdzie
nie ma mojego ojca, lub któregoś z jego sług, pociągnąłem za
klamkę i ciężkie drzwi otworzyły się do środka. W komnacie
panowała nieprzenikniona ciemność, lecz od ostatniego razu udało
mi się zapamiętać rozkład mebli w pokoju, dzięki czemu udało mi
się uniknąć wpadnięcia na ścianę. Odnalazłem rękami jedną z
pochodni wiszących na ścianie i zapaliłem ją. Gdy jej słabe
światło oświetliło znajdującą się najbliżej przestrzeń zdałem
sobie sprawę, że stoję zaledwie kilka centymetrów od postaci
zamrożonej dziewczynki, która była tak podobna do Lynette.
Obszedłem ją szerokim łukiem, starając się uspokoić oddech. Jej
groteskowe oczy, szeroko otwarte z przerażenia tak bardzo
przypominały mi przerażony wzrok Lynette z mojego snu... Były tak
podobne, że mógłbym powiedzieć, że są tą samą osobą. Co bym
zrobił, gdyby to Lynette została w tak okrutny sposób "zamrożona"?
Lecz rzeczywistość była niestety jeszcze gorsza, Lynette jest
duszą, a na dodatek jest więziona w lochach Hadesa... Podszedłem
do regału z książkami nadal rozmyślając, gdy nagle usłyszałem
odgłos kroków. Spanikowany upuściłem pochodnię, która spadła z
hukiem na ziemię i zgasła. W komnacie zapadła ciemność.
Spróbowałem przenieść się cieniem w inne miejsce, lecz nie
wyszło do końca tak, jak chciałem ponieważ przenosząc się
cieniem trzeba pomyśleć, w jakie miejsce chcę się udać, a w tym momencie myślałem tylko o wydostaniu się z komnaty. Tak więc
wylądowałem na korytarzu. Szybko go przebiegłem i skręciłem w
boczny zaułek. Gdy właśnie wybiegałem zza rogu wpadłem z impetem
na mojego ojca. Po prostu świetnie! - pomyślałem ironicznie, a na
głos powiedziałem:
-
Wybacz ojcze!
Minos
spojrzał na mnie zdziwiony, a zaraz potem rzucił mi podejrzliwe spojrzenie i zapytał:
-
Ethanie, co ty tu robisz?
Prędko
starałem się wymyślić jakąś sensowną odpowiedź, ale nic nie
przychodziło mi do głowy. Wreszcie wypaliłem:
-
Eee... Przechadzałem się i... no ten... zabłądziłem...
-
Ach tak? - zapytał zirytowany Minos - Wróć do swojego pałacu
Ethanie, porozmawiamy potem.
-
Tak. Właśnie zamierzałem to zrobić... - odpowiedziałem- I... -
postanowiłem zaryzykować zadanie pytania - Czy mógłbym wiedzieć
dokąd idziesz?....
Mój
ojciec spojrzał na mnie spod przymrożonych powiek i już myślałem,
że przegiąłem, gdy powiedział:
-
Hades mnie wzywa, a teraz wybacz, śpieszę się.
Po
czym oddalił się szybkim krokiem. Od razu wiedziałem, że chodzi o
Lynette i postanowiłem go śledzić. Przeniosłem się mrokiem pod
potężny zamek Hadesa, starając się wymyślić sposób na
podsłuchanie rozmowy boga śmierci z moim ojcem. Mój wzrok padł na
spadzisty dach zamku, z którego mógłbym zajrzeć do jednego z
dużych, spiczastych okien. Przeniosłem się na niego i schowałem
za dużą, ozdobną, kamienną figurą przedstawiają jakiegoś
demona, aby trzy latające nade mną potwory ( Erynie) mnie nie
widziały i zajrzałem przez okno do wnętrza komnaty, która okazała
się salą tronową. Na tronie siedział mój prastryj Hades w
ciemnej szacie, z długim, czarnym płaszczem a po jego prawej
stronie stała jego żona Persefona w szmaragdowej sukni. Na sali
znajdowali się też dwaj wysocy mężczyźni, w których rozpoznałem
moich wujów Radamantysa i Ajakosa - siędziów Hadesu. Był tam też
młody mężczyzna, który był zastępcą Minosa. Wytężyłem wole
i udało mi się usłyszeć co mówią. Przez główne drzwi wszedł
właśnie mój ojciec i powiedział:
-
Witaj Hadesie. Wzywałeś mnie.
Hades
odpowiedział:
-
Owszem Minosie, zajmij miejsce.
Po
czym władca Podziemia wstał i zawołał:
-
Wprowadźcie więźnia!
Do
sali wmaszerowało dwóch szkieletowych strażników prowadząc
między sobą słabą, migoczącą postać. Na jej widok zamarło mi
serce. Przecież to była Lynette! Chciałem ją stąd zabrać,
przywrócić ją do życia, chciałem, żeby wszystko było jak dawniej... Z trudem powstrzymałem emocje i w napięciu czekałem na
dalszy bieg wydarzeń. Hades oznajmił:
-
Zebraliśmy się tu, aby rozwiązać tą wielce zadziwiającą
sytuacje, która miała niedawno miejsce. Ajakosie opowiedz co
widziałeś.
Brodaty
mężczyzna zrobił krok do przodu i zaczął opowiadać:
-
Czcigodny Hadesie, jak wiesz spełniałem swój obowiązek, który mi powierzyłeś, gdy do trybunału sędziów zbliżyła się obecna na
tej sali dusza. Emanowała od niej jakaś dziwna energia, lecz
zignorowałem to. Spełniłem swój obowiązek, mój druch
Radamantys również lecz jak już pewnie wiesz jego brat Minos nie
stawił się na stanowisku, lecz wysłał swojego zastępcę.
Mój
ojciec posłał mu nienawistne spojrzenie, po czym odparł:
-
Mój przyjacielu Ajakosie, za pozwoleniem Hades został już o
wszystkim poinformowany.
Hades
przerwał im:
-
Owszem, Ajakosie kontynuuj.
-
Więc jak już mówiłem przyszła kolej na zastępce Minosa, lecz
wtedy stało się coś dziwnego.
Hades
zwrócił się do zastępcy mojego ojca:
-
Opowiedz, co tam się stało.
Młody
mężczyzna patrząc w podłogę i miętosząc w dłoniach kawałek
swej szaty cichym głosem powiedział:
-
Panie, robiłem to co zawsze lecz ta dusza była inna - po chwili
zastanowienia dokończył - Nie mogłem podsumować jej życia, bo
ono się jeszcze nie skończyło... Ona była żywa.
Radamantys
i Ajakos zaczeli szeptać coś pod nosem, gdy Hades rozkazał:
-
Cisza!
Na
sali od razu zapanowało milczenie. Nagle jakby znikąd do sali wpłynęła mleczno biała mgła i rozległ się trzepot nietoperzych
skrzydeł. Zebrani na sali w oszołomieniu wpatrywali się w mgłę,
a komuś (obstawiam zastępce mojego ojca) wyrwał się jęk
przerażenia. Na sali pojawiła się dziwna, zakapturzona postać,
która była wręcz upiornie podobna do kobiety z mojego snu.
Odrzuciła kaptur na plecy i oczom zebranych ukazała się kobieca
twarz. Miała ona włosy upięte w długi, czarny warkocz, który
przerzuciła sobie przez ramię, szlachetne rysy i zadziwiające,
zielone oczy, które odcieniem nie przypominały szmaragdowej sukni Persefony, lecz kojarzyły mi się raczej z kolorem
trucizny. Wszyscy zamarli w oszołomieniu, lecz Hades odezwał się
pierwszy:
-
Eris. Co cię tu sprowadza?
Kobieta uśmiechnęła się chytrze i odpowiedziała melodyjnym głosem:
-
Przyszłam obejrzeć przesłuchanie.
Hades
ściągnął brwi i odparł:
-
Ta sprawa cię nie dotyczy. Odejdź.
-
Doprawdy Hadesie? - spytała z niewinną miną - Wiesz, że mogę być
cennym źródłem informacji.
Mówiąc
to spojrzała znacząco w moją stronę, a w jej oczach dojrzałem
drapieżny błysk. Czego najbardziej chciałaby bogini niezgody?
Oczywiście skłócenia wszystkich - pomyślałem z lękiem - A jak
mogłaby to zrobić najlepiej jak nie przez ujawnienie mojej
obecności? Muszę się wycofać. Ale wtedy nie dowiem się co zrobią
z Lynette... Po chwili namysłu przeniosłem się do mojego pałacu.
Narracja
trzecioosobowa
Po
chwili milczenia Hades oznajmił:
-
Dobrze więc. Eris możesz pozostać, lecz masz nie utrudniać
przesłuchania.
Eris
zrobiła obrażoną minę, westchnęła teatralnie i powiedziała:
-
Rozumiem, nie trzeba do mnie przemawiać jak do niegrzecznego
dziecka, któremu się mówi "bądź grzeczna", umiem się
zachować.
Hades
odchrząknął i zwrócił się do zebranych:
-
Możemy kontynuować. Minosie, wydawało mi się, że chciałeś
coś powiedzieć?
Minos
odpowiedział:
-
Owszem. - następnie podniósł głos - Ta dusza przeniknęła do
Podziemia żywa. Pytam tu zebranych, po co śmiertelnicy udają się
do Krainy Umarłych przed skoczeniem życia ziemskiego? Chyba
wszyscy się ze mną zgodzą, że to co najmniej podejrzane.
Na
sali rozległy się zgodne pomruki. Po chwili Minos mówił dalej:
-
Jak wszyscy widzą ta dusza nie jest w stanie zeznawać. Według mnie
powinniśmy zbadać jej umysł. Jeśli Hades pozwoli mi ją zabrać
mogę to zrobić.
-
Nie zgadzam się! - Rozległ się basowy głos.
Wszyscy
zebrani zwrócili się w stoę Radamantysa, który do tej pory się
nie odzywał.
-
Bracie - powiedział Minos siląc się na przyjazny ton głosu - Czy
mi nie ufasz?
-
Nie twierdzę tego, ale jaką mamy pewność, że podzielisz się z
nami wszystkimi informacjami?
-
A dlaczegoż miałbym je zataić?
-
Spokój! - rozkazał Hades.
-
Eris... - Dodała Persefona.
Eris
słysząc swoje imię udała obrażoną:
- O co ci chodzi droga Persefono? Ja nic nie robię...
- O co ci chodzi droga Persefono? Ja nic nie robię...
-
Dobrze, ja ją przesłucham - powiedziała Prsefona.
Podeszła
do Lynette i złapała ją za rękę, po czym zanuciła po
starogrecku jakieś zaklęcie. Nad jej głową ukazały się zamazane
obrazy, przedstawiające Cerbera, lochy Hadesa i pewne jezioro o
czarnej tafli. Nad tym jeziorem stała ludzka postać. Gdy obraz się
ustabilizował wszyscy zobaczyli dokładniej młodego chłopaka
ubranego na czarno. Minosowi wyrwał się okrzyk zdumienia, gdy
rozpoznał w nim swojego syna.
-
O! - powiedziała z udawanym zdziwieniem Eris - Czyż to nie Ethan,
twój syn?
Minos
nie wiedział co odpowiedzieć, lecz odezwał się Ajakos:
-
To najlepsze potwierdzenie słów Radamantysa! Minosowi nie wolno
ufać!
Eris
zachichotała i powiedziała:
-
Minosie, co nam na to odpowiesz?
Minos
odparł:
-
Ja i mój syn próbowaliśmy złapać tą zdrajczynie! Tak dla
wiadomości Ajakosie i bracie mój Radamantysie, to właśnie dlatego
wysłałem mojego zastępce!
-
Dlaczego mamy ci wierzyć? - odparł Ajakos.
-
A na jakiej podstawie mnie oskarżasz?!
-
Wszyscy widzieliśmy twojego syna w wizji tej duszy, nie zaprzeczysz!
- Zawołał Radamantys.
Do
dyskusji wtrącił się także zastępca Minosa:
-
A twój dodatkowy urlop?! Nie umawialiśmy się na pracę po
godzinach!
-
Nie wtrącaj się!
-
Wszyscy cisza!!! - rozkazał Hades - Eris, masz natychmiast przestać!
-
Widzę, że nie jestem tu mile widziana - powiedziała Eris, pstryknęła palcami i znikła w obłoku mgły.
-
Mam jeszcze milion innych dusz, którymi muszę się zająć -
powiedział wyraźnie znudzony Hades - Pozwalam zabrać Minosowi tą
duszę i ją przesłuchać...
-
Dziękuje Panie...- odrzekł Minos.
-
Ale... - Powiedział Ajakos, lecz Hades mu przerwał:
-...Ale
po upływie doby dusza ma wrócić na sąd. Ogłaszam przesłuchanie
za zakończone!
***
Minos
prowadził Lynette wilgotnym korytarzem. Jedynym źródłem światła
były palące się na kamiennych ścianach pochodnie. Doszli do rzędu
zatęchłych cel. Minos włożył do zamka jednej z nich ciężki,
metalowy klucz. Zamek zaskowyczał, skobel odskoczył, a Minos
wrzucił do środka otumanioną Lynette. Gdy już miał odejść
odwrócił się do niej i ze złowieszczym uśmiechem powiedział:
-
Nareszcie jesteś moja. Uwierz mi, zapewnię ci bardzo ciekawy pobyt.
Ethan
Chodziłem
po mojej komnacie tam i z powrotem, gorączkowo myśląc. Co się
stało z Lynette?! A co, jeśli już nigdy się nie
dowiem?! Nagle do mojej komnaty wparował mój ojciec, wyraźnie w
złym humorze. Rozwścieczonym głosem zwołał:
-
Ethanie, mógłbyś mi wytłumaczyć pewną rzecz?!
Myśląc,
że chodzi o to, jak przyłapał mnie gdy kręciłem się w pobliżu
jego tajemnej komnaty powiedziałem:
-
Ojcze, już ci mówiłem... zabłądziłem i...
-
Nie o to mi chodzi!
-
Nie?... Więc... - Zapytałem zdezorientowany.
-
Byłem na spotkaniu z Hadesem i wiesz co? Znaleźli tą podłą
zdrajczynie! - zawołał.
-
Tak?... - Czułem jak na moją twarz wpływają kropelki potu. Czyżby
mój ojciec się dowiedział, że podsłuchiwałem? Lecz on ciągnął
dalej:
-
Wiesz, że Persefona zajrzała do jej umysłu?
-
Naprawdę? - zapytałem zaciekawiony.
-
Tak. Ale nie o to chodzi! W tej wizji było jezioro Stygijskie. A
nad tym jeziorem byłeś TY!
Nie
wiedziałem co powiedzieć. Zacząłem szybko układać wiarygodną
historie:
-
Oddziały, które mi dałeś zawiodły, więc postanowiłem jej
szukać na własną rękę. Zorganizowałem zasadzkę, jednak Lynette
udało się uciec. - powiedziałem starając się przybrać pewną
siebie minę.
Mój
ojciec przyjrzał mi się badawczo i po chwili bardzo niezręcznej
ciszy powiedział:
-
Wierzę ci.
Ogarnęła mnie ulga, jednak nadal nurtowało mnie co stało się z Lynette.
Ostrożnie spytałem:
-
Co z nią zrobili?
Mój
ojciec uśmiechnął się szeroko.
-
Nareszcie jest nasza!
-
Co?! - starałem się ukryć podniecenie,lecz mi to nie wyszło - To
znaczy... Jak to?!
-
Hades mi ją dał, czyż to nie wspaniałe? Mamy dzisiaj powód do
świętowania!
______________________________________________
I
jest rozdział! ;-) Przepraszamy, że nie na czas (jak zawsze...) Ale jest wcześniej niż poprzedni a to już jakiś postęp. Nie przedłużając już zachęcamy do komentowania
Zomiju
Subskrybuj:
Posty (Atom)