poniedziałek, 19 stycznia 2015

Rozdział VII Spotkanie

  Siedziałam na trawie i rozmyślałam. Teraz żałowałam, że nie odpowiedziałam Olimpii " Tak ", gdy zapytała się mnie, czy chcę z nią iść po obiad (na polowanie). Myślałam, że trochę pozwiedzam, ale po zbadaniu najbliższej okolicy (od domu Olimpii do rzeki) znudziło mi się, a bałam zagłębiać się sama głębiej w las. Strasznie mi się nudziło, a moim jedynym towarzystwem był Senny żar, który siedział na gałęzi nieopodal i mnie obserwował. Olimpia boi się zostawić mnie samą, więc zostawiła mi ochroniarza - pomyślałam z ironią, lecz sytuacja wydawała mi się co najmniej dziwna. Ciekawe jakby się ona czuła , gdyby obok niej siedział ogromny ptak i ją obserwował-rozmyślałam dalej - nie... jej oczywiście w ogóle to nie przeszkadza, co ona jest, jakaś przyjaciółka zwierząt, czy co? Pomyślałam, że Olimpia może jest z tym ptakiem w jakiejś " przyjaźni " (o ile człowiek może się przyjaźnić ze zwierzęciem). Popatrzyłam na wielkiego ptaka siedzącego na gałęzi. Czy on mnie zrozumie? - sama nie wiem dlaczego w mojej głowie pojawiła się ta myśl, ale postanowiłam to sprawdzić.
- Hej!... - zaczęłam niepewnie, ponieważ dziwnie się czułam mówiąc do ptaka. Jednak on popatrzył się na mnie swoimi dużymi, mądrymi oczami.
- Tak, do ciebie mówię... - kontynuowałam, chociaż czułam się, jak skończona idiotka - ... ty... no... kumplujesz się z Olimpią, co nie?...
Wielki ptak dalej się na mnie patrzył, a po chwili rozłożył skrzydła i sfrunął na niższą gałąź. Jacie, może on nie jest taki głupi? - pomyślałam, a on pełen oburzenia zaskrzeczał. Bojąc się, że on wszystko rozumie, a co gorsza, potrafi czytać w myślach starałam się go juz nie urazić słowem, ani myślą. On tymczasem sfrunął na trawę i usiadł mnie. Czułam się niezręcznie, patrząc na ptaka wielkości dużego orła siedzącego tuż obok mnie i musiałam naprężyć wszystkie swoje mięśnie, by instynktownie nie odskoczyć. Nie pomagało też to, że Olimpia opowiadała mi, że to feniks, i może podpalić co chce... On jednak najzwyczajniej w świecie czyścił sobie pióra i w ogóle nie zwracał na mnie uwagi. Powoli zaczęłam przyzwyczajać się do jego towarzystwa, ale on nagle zastygł w miejscu, wpatrując się w jeden punkt. Też tam popatrzyłam i zobaczyłam jakiegoś faceta, chowającego się za drzewem. Po krótkiej chwili feniks odleciał, a ja zerwałam się na równe nogi i szybko schowałam się za krzakiem, żeby lepiej określić sytuacje. Nieznajomy był ubrany na czarno i obserwował dom Olimpii, więc od razu wydał mi się podejrzany. Podbiegłam do pobliskiego drzewa i złapałam za leżącą nieopodal gałąź - niestety w pobliżu nie było lepszej broni. Zaczęłam szybko przemykać się wśród drzew, ale jak już pokazało doświadczenie nie umiałam cicho się poruszać. Raz nawet myślałam, że mnie zauważył, więc szybko przywarłam do drzewa, które znajdowało się najbliżej mnie. Nie zważałam na to, że chropowata kora boleśnie raniła moją skórę, byłam za bardzo przestraszona, żeby myśleć o czymś innym niż o tym, żeby jakimś magicznym sposobem wsiąknąć w drzewo, żeby ten " ciemny facet " mnie nie znalazł. Po kilku strasznie wlokących się minutach oczekiwania wreszcie odważyłam się wyjrzeć zza drzewa i przekonałam się, że wcale nie patrzy w moją stronę. Trochę ośmielona tym, że nadal żyję znowu zaczęłam się do niego podkradać. Gdy byłam już tak blisko, jak tylko się dało zaczęłam na nowo obmyślać plan działania. No dobra - pomyślałam - Zajdę go od tyłu, uderzę i... no właśnie, i co dalej? Teraz mój plan wydawał mi się o wiele bardziej idiotyczny niż na początku, ale nie było czasu na zastanawianie się. Próbowałam jeszcze określić siłę przeciwnika, ale do głowy przychodziło mi tylko to, że na pewno jest ode mnie silniejszy. Trzeba wziąć się w garść, Lynette - powiedziałam sama do siebie - Jeszcze nie... jeszcze nie... - poczułam dreszcz na całym ciele, nieznajomy się odwrócił i musiałam działać szybko, żeby nie stracić ostatniej szansy. Teraz! - pomyślałam i wyskoczyłam zza drzewa. Nieznajomy wydawał się zaskoczony lecz zareagował błyskawicznie, zamachnęłam się na niego, ale on zrobił szybki unik, po czym wyrwał mi gałąź z rąk i rzucił ją daleko za siebie. Przerażona zaczęłam się cofać, aż plecami dotknęłam drzewa, byłam teraz skazana na łaskę nieznajomego. Gdy zaczął się do mnie zbliżać poczułam, jak serce podchodzi mi do gardła. Wiedziałam, że teraz moje życie zależy od niego. Ze zniecierpliwieniem oczekiwałam tego co zaraz powie, choć wcale nie miałam ochoty tego usłyszeć. Właściwie nastawiałam się na wyrok śmierci, właśnie wtedy nieznajomy się odezwał. O dziwo ton jego głosu był łagodny :
- Lynette, uspokuj się...-powiedział spokojnie lecz stanowczo.
Zdziwiona chwile wpatrywałam się w niego, i obmyślałam co odpowiedzieć. Czy to jakiś podstęp? - myślałam - Jak mam się zachować? Stwierdziłam, że skoro nieznajomy na razie nie zachowuję się agresywnie, to powinnam jeszcze powalczyć o swoje życie. Pełna frustracji odpowiedziałam tym samym tonem :
- Nie, nie uspokoje się. Kim ty w ogóle jesteś?!...i...- tu przerwałam przerażona-...i skąd znasz moje imię?!... - wcześniej nie miałam czasu się nad tym zastanawiać, ale teraz przypomniało mi się to uczucie, że ktoś mnie śledzi...Czy ten tajemniczy facet mógłby być tą czarną postacią, którą widziałam, gdy przemykała się wśród drzew? Tego nie wiedziałam, ale postanowiłam jak najszybciej się od niego uwolnić.
- Puść mnie!- krzyczałam, próbując mu się wyrwać - Nie obchodzi mnie, kim jesteś i czego chcesz! Masz natychmiast iść sobie stąd! - krzyczałam najgłośniej, jak potrafiłam, z nadzieją, że ktoś mnie usłyszy, ale na nieznajomym chyba nie zrobiło to wrażenia, ponieważ tylko się roześmiał i powiedział :
- A więc nie pamiętasz mnie, Rose?- zapytał z lekkim uśmiechem na twarzy.
- Nie, a powinnam?! - wykrzyczałam mu w twarz, udając pewność siebie. Z jego twarzy natychmiast znikł uśmiech i teraz poważnie wpatrywał się w moje oczy. Właściwie nie wiem dlaczego, ale ja również spojrzałam w jego piękne, morskie oczy i nagle las znikł, widziałam siebie i... jego, byliśmy w jakimś mieszkaniu, słyszałam naszą rozmowę. Zwierzałam mu się, ze swojej kolejnej kłótni z mamą, a on mnie pocieszał, przytuliliśmy się, a potem powiedziałam:
" Dziękuję Ethan, (zdaje się że miał tak na imię) tylko ty i twój ojciec nigdy nie odwróciliście się ode mnie, jesteś moim najlepszym przyjacielem..."
Wtedy wizja zniknęła, a ja znowu byłam w lesie i wpatrywałam się w lekko uśmiechniętego " Ethana ".
- I co, teraz już poznajesz? - zapytał, nadal przyjaźnie się uśmiechając. Teraz, chociaż nadal wydawało mi się, że go nie znam miałam wrażenie, że wcale nie jest taki obcy i że kiedyś wiele mnie z nim łączyło, że byliśmy przyjaciółmi, a może nawet kimś więcej...
Teraz patrzyłam na niego z innej strony, dopiero teraz zwróciłam uwagę, na jego kruczoczarne, połyskujące w słońcu włosy, dopiero teraz widziałam w nim kogoś więcej niż tylko jakiegoś przestępce, czułam się , jakby on był całym światem i, wiedziałam że coś dla mnie znaczy... Czułam, jakbym znała go od dziecka i byłam szczęśliwa mogąc z nim przebywać... Wiedziałam, że był częścią mojego dawnego życia i, że odgrywał w nim bardzo ważną role... Chciałam wiedzieć o nim więcej i o nas..., chciałam pamiętać i wiedzieć, znowu ogarnęło mnie uczucie bezsilności i strachu, miałam tego wszystkiego dość, chciałam być normalną dziewczyną, która pamięta całe swoje życie. Teraz cały świat widziałam jakby przez mgłe, moje oczy zasłoniły łzy, które zaczęły powoli spływać po moich policzkach. Wydawało mi się, że dla nikogo nic nie znaczę, że jestem sama na tym okrutnym świecie. Pierwszym co zobaczyłam przez łzy był pochylający się na de mną Ethan. Próbowałam przestać płakać, co on sobie o mnie pomyśli? - mówiłam sobie w duchu z żalem, lecz łzy wcale nie przestawały płynąć z moich oczu. Zawstydzona podniosłam wzrok, bojąc się ujrzeć na jego twarzy szyderstwo, lecz on wpatrywał się we mnie z czułością i zrozumieniem, z troską, delikatnie gładząc moją twarz. Odwzajemniłam to spojrzenie. Wpatrywaliśmy się w siebie dłuższą chwile, napawałam się kolorem jego pięknych, błyszczących oczu, nie wiem ile to trwało, wtedy nie liczyłam czasu, chciałam, aby ten momet trwał wiecznie, jednak jako pierwsza spuściłam wzrok. Wtedy on pomógł mi wstać, a sam stanął obok. Staliśmy tak w ciszy, aż w końcu powiedział :
- Cieszę się, że cię odnalazłem... - tu spojrzał na mnie z taką czułością, że od razu spuściłam wzrok - chcę, abyś wiedziała, że nie ważne, co się stanie, ale ja zawsze będę przy tobie.
Chwycił mnie za rękę, a nasze oczy się spotkały. Czułam, że teraz ja muszę coś powiedzieć.
- Ethan...- zaczęłam i nic więcej nie zdążyłam powiedzieć ponieważ przerwał mi głosny krzyk Olimpi, która właśnie biegła w moją stronę. Ethan spojrzał na nią, a potem puścił moją dłoń, odsunął się ode mnie i powiedział :
- Żegnaj Lynette- po czym zrobił tajemniczy gest dłonią i rozprysnął się na milion kawałków, które zabrała dziwna mgła. Po krótkiej chwili podbiegła do mnie zdyszana Olimpia, która zwykle tak opanowana teraz wyglądała na przerażoną. Od razu zaczęła mnie wypytywać :
- Nic ci nie jest?!
- ...
Brak odpowiedzi jednak nie zbił jej z tropu, dalej wytrwale pytała
- Czego ON od ciebie chciał?! I w ogóle kto to był?!
 Ale ja patrzyłam na nią pustym wzrokiem i udało mi się tylko powiedzieć jedno słowo :
- Ethan...
_______________________________________________
Witamy!!! XD Mamy nadzieję, że podobał się wam rozdział, jeśli tak to prosimy aby nas o tym powiadomić w komentarzu, a jeśli wam się nie podobał to równierz prosimy o komentarz. ;) Tak, czy inaczej bardzo zachęcamy was do komętowania, (może to przyśpieszy wstawienie one shota, nad którym trwają prace) chcemy też serdecznie podziękować wszystkim, którzy czytają tego bloga, a szczególnie tym, którzy komentują. :) Polecamy wejść  w zakładkę nagłówki do bloga, w której będą się pojawiać nasze nowe prace. <3
Za to w zakładce bohaterowie będzie przybywać postaci, w miarę gdy będą się ukazywać w opowiadaniu.
(dziękujemy również, za zrozumienie, w sprawie nie wstawiania rozdziałów :))
Buuuuuuuziaczki ;P
Zomiju.

Rozdział VI Spacer po starożytnosci

["Ściana żywiołu się zacieśniła, a ja zostałam żywcem rzucona w ogień"]
 
Który uderzył w moją twarz i całe ciało, poczułam rozrywający ból i wydałam z siebie ostatni przeraźliwy pełen bólu wrzask.
Usiadłam przerażona z szybko bijącym sercem, powtarzając sobie w myślach że to sen
- To tylko sen- szepnęłam łapiąc głośno oddech
Rozejrzałam się dookoła i spostrzegłam Olimpie krzątającą się po pokoju
- Witaj Lynette- powiedziała uśmiechając się nerwowo.
Swoje platynowe włosy miała spięte w kok z warkoczy z którego po obu stronach twarzy wystawały delikatne kręcone kosmyki włosów, jak zawsze była ubrana w grecki chiton.
- Idę do miasta- kontynuowała wskazując ręką na okno przez które wpadały promienie słońca
Nagle przed oczami przemknął mi ptak i usiadł na kocu obok mnie, to był ten sam co nad rzeką zaczęłam chaotycznie cofać się i podkuliłam nogi do brody ze strachu.
- Nie lękaj się go- powiedziała ze śmiechem Olimpia
- Nie skrzywdzi ciebie, ma na imię Senny żar. To on uratował cie z Mroku Hadesu- orzekła wciąż się uśmiechając, ale przy ostatnim zdaniu jej wzrok stał się poważny.
- To ty...yyy no no ty wiesz nno o moim koszmarze?- spytałam zdezorientowana
W odpowiedzi kiwnęła głową.
- A co do mojego snu ma ptak przez którego wpakowałam się do rzeki ?!?!?!?- wykrzyczałam nie będąc przekonana co do pomarańczowo-złotego stworzenia
- To... To nie był tak do końca sen- odpowiedziała
- To był Mrok, demon Hadesu pochłaniający dusze- powiedziała śmiertelnie poważnie
- A Senny żar jest obdarzony mocą wnikania w takie transy i senne koszmary odpędzając Mrok.-dokończyła
- Uratował ci dusze - powiedziała po chwili namysłu
opadłam na poduszki.
- No świetnie jakiś demon chce moją dusze do "Hadesu" a zawdzięczam życie ptakowi- powiedziałam z ironią, choć wcale nie było mi do śmiechu.
Spojrzałam z pogardą na istotę siedzącą przedemną, spodziewałam ujrzeć się głupie nie myślące stworzenie a przedmną był ptak wielkości orła z połyskującymi złoto- pomarańczowymi piórami stojąc z wysoko uniesioną głową i patrząc na mnie mądrymi błękitnymi oczami, emanowała od niego siła i żar niczym od ognia nie wiedziałam czym on tak naprawdę jest... Olimpia używała dużo nie zrozumiałych dla mnie określeń na przykład jak "Hades" co to jest??? I czy jest więcej takich stworzeń jak Senny żar?? W ogóle nie wiedziałam o co w tym życiu chodzi.
- Co to jest Hades i czy w tym świecie jest dużo takich Sennych żarów i Mroków które chcą moją dusze??- spytałam poirytowana
-Powiem ci potem bo się śpieszę, chyba że chcesz iść ze mną do miasta?- powiedziała zawiązując płaszcz na szyi
-Jasne że chce- odpowiedziałam z uśmiechem
Ptak poleciał więc poczułam się pewniej i zrzuciłam z siebie koc, spostrzegłam że mam na sobie swoje stare ubrania które zniknęły wczoraj wieczorem gdy zamieniły się w grecką sukienkę. Znów byłam ubrana w swój biały dzianinowy sweter, czarne jeansowe rurki a tam gdzie położyłam wczoraj  sandały leżały moje zielone converse na koturnach. Szczerze nie zdziwiło mnie to za bardzo, po tym co widziałam ostatniej nocy i słyszałam dziś rano mało co mnie zdziwi, przewróciłam tylko oczami i powiedziałam jakby to nie było oczywiste
- Nie mogę tak iść do miasta
Zirytowana moją osobą Olimpia pociągnęła mnie za nadgarstek, ciągnąc za sobą do drugiego pomieszczenia. Puściła mnie i zaczęła szperać w szafie, wyciągnęła z tamtąd duży kawałek jedwabnego materiału, sznurek i mniejszy kawałek niebieskiego materiału, podała mi go szybko do rąk mówiąc
-Załóż to, ja poszukam butów
-Nie potrafię!- jęknęłam przestraszona tym iż mnie zostawi i  zostanę sam na sam z tym wielkim ptaszyskiem
Spiorunowała mnie wzrokiem ale potem szybko objaśniła jak mam to na siebie włożyć, następnie wyszła zamykając drzwi. Nie powiem żebym wiedziała jak to się robi ale postanowiłam jak najpilniej kierować się wskazówkami Olimpii, biały materiał owinęłam wokół siebie i związałam w pasie sznurkiem, za to niebieską chustę wzięłam pod pachę bo jak tylko spojrzałam w duże stare lustro stojące pod ścianą stwierdziłam że najpotrzebniejsza jest mi teraz szczotka. Wyszłam z pokoju pokazując swoje dzieło Olimpii, jak dla mnie było dobrze bo minęły 3 minuty i jeszcze ze mnie nie spadła moja prowizoryczna sukienka, ona nie podzielała mojego entuzjazmu i podeszła do mnie poprawiając wszystko, kiedy już skończyła wyglądałam ładnie a jak ja to zrobiłam to wyglądałam jak.... jak.... no nieważne, w każdym razie dużo gorzej.
-Aaaa masz może szczotkę??- spytałam nieśmiało
- Tam jest- powiedziała wskazując ręką w stronę półki na ścianie
Potem podała mi beżowe sandały do kostek i pośpiesznie szukała czegoś kląc po grecku. Rozczesałam swoje kruczoczarne włosy i ułożyłam w kaskaę opadającą na plecy potem zarzuciłam błękitną chustę na głowę i byłam gotowa. Zawołałam Olimpie która właśnie znalazła swój wiklinowy kosz i wyszłyśmy z domu, za to Senny Żar poleciał do lasu. Szłyśmy  leśną ścieżką którą obrastała trawa, a mnie nie opuszczała myśl o koszmarze który śnił mi się dzisiejszej nocy
- Olimpia powiedz mi co to jest ten Hades i czego chce odemnie, tak samo jak te inne rzeczy, w ogóle nie rozumiem tego wszystkiego, a ten demon mnie przeraża. Szlag by trafił moją pamięć!- powiedziałam bezsilnie
Wtedy Olimpia zaczęła opowiadać mi o bogach i mitach, jak również o samej Grecji nie mogłam w to wszystko uwierzyć... Było to takie dziwne i straszne, z tego co mówiła to najwyraźniej podpadłam komuś z dołu... Zaczęły mnie nachodzić różne myśli, czy ja sprzedałam dusze diabłu(bądź Hadesowi) i on chce ją zabrać?? Poczułam się wyjątkowo podle we własnym ciele, czy ja mogłam kogoś zabić??? Przeszły mnie dreszcze.
-Zaraz wejdziemy do miasta udawaj że jestem staruszką żeby nikt mnie nie rozpoznał, najpierw udamy się do Amaranty a potem na agore - powiedziała zakładając duży kaptur na głowę.
Już chciałam zgłosić protest ale mnie powstrzymała
- Cicho, nie zadawaj pytań tylko wejdź za dom po prawej a potem w uliczkę na północ-powiedziała szeptem
Stwierdziłam że nie będę się z nią spierać, zrobiłam wszystko co mówiła i po chwili znalazłyśmy się za murem obronnym Aten, teraz szłyśmy kamienną wąską drogą a po bokach chodzili ludzie była to biedniejsza dzielnica ale i tak było widać imponujący grecki styl, otaczały nas małe domy i większe kamienne posiadłości. Olimpia prowadziła mnie dziwnie się garbiąc, spoglądając na nią naprawdę wydawało się że może być staruszką,przeszłyśmy szybkim tempem parę przecznic dalej aż weszłyśmy w mniejszy zaułek prowadzący na małe podwórze z tamtąd Olimpia pociągnęła mnie za mały dom gdzie stała jakaś kobieta opierając się o ścianę . Gdy tylko ją zobaczyła rozejrzała się dookoła, wyprostowała i podbiegła do niej, kobieta odsunęła się od ściany z chytrym błyskiem w oku, wyglądała na jakieś 25lat i miała brązowe włosy spięte w misternie robiony kok, była ubrana w długi biały chiton podobny do Olimpii a na głowie miała białą chustę. Zaczęły coś szeptać, nie wiedziałam co bo Olimpia zostawiła mnie 5 metrów z tyłu widziałam tylko jak tamta coś daje Olimpii a ona jej, przez chwile jeszcze coś mówiły do siebie a potem Olimpia pokazała na mnie i odeszła.
-Co to za kobieta i co ci dała??-spytałam zaciekawiona
-Pokaże ci jak wrócimy bo tu ktoś może nas zobaczyć, chodźmy z tąd- powiedziała i skinęła głową w stronę tamtej kobiety.
Gdy już wyszłyśmy ze starego dziedzińca Olimpia skierowała nas w stronę bogatszej dzielnicy znów się garbiąc, spojrzałam do jej koszyka w którym leżało zawiniątko o nieokreślonym kształcie owinięte pożółkłym materiałem, ciekawe co tam jest...
-Teraz idziemy na agore -poinformowała
Szłyśmy coraz bardziej zapuszczając się w miasto, wszędzie zaczęło przybywać coraz więcej ludzi-przeważnie mężczyzn, domy wokół były duże z białymi tynkowymi ścianami a przed wejściem ustawione były dwie białe kolumny. Wreszcie doszłyśmy do wielkiego dziedzińca na którym tłoczyło się mnóstwo ludzi, wszędzie wokoło były stragany i straganiarze wołający klientów, na środku na podeście stał jakiś mężczyzna wygłaszający wyniosłe mowy a wokół niego tłumek innych słuchających lub wtrącających coś co chwila, na murze siedzieli muzycy i grali wesołe melodie a przed nimi tańczyły hetery, wszędzie wznosił się ogromny gwar i trudno było cokolwiek usłyszeć. Podeszłyśmy do jednego ze straganów i Olimpia kupiła warzywa i trochę owoców potem podeszła do drugiego i kupiła kawałek skóry kojota, następnie pociągnęła mnie w stronę większego straganu ze stertą jedwabiów i różnych materiałów, zaczęła rozmawiać ze straganiarką pokazując na różne materiały, potem wzięła kilka chust do ręki i podała kobiecie parę złotych monet. Nim zdążyłam skończyć podziwiać wszystko dookoła i patrzeć na wysoki Akropol w dali Olimpia powiedziała że musimy wracać, szybkim tempem zaczęłyśmy oddalać się od tłumu ludzi i nim się obejrzałam znów znajdowałyśmy się na  tej samej małej drodze prowadzącej do lasu. Gdy tylko wróciłyśmy do domu koniecznie chciałam wiedzieć co jest w paczce którą ta kobieta dała Olimpii
- Teraz jesteśmy już w domu więc możesz mi pokazać co jest w tej paczce...- powiedziałam robiąc słodkie oczy
Olimpia odłożyła pełen zakupów wiklinowy kosz i wyciągnęła wszystko biorąc do ręki owy pakunek, odwinęła powoli chustę w której znajdował się mały flakonik, woreczek złotych monet i zwój papieru zawiązany sznurkiem
- Co to??- zapytałam wciąż niepewna zawartości paczki
- Trochę pieniędzy, buteleczka i list- powiedziała obojętnie
- A co jest w owej buteleczce?- powiedziałam wyciągając po nią ręce
- Nie powinno cie to obchodzić- odpowiedziała zabierając flakonik
- A list???- powiedziałam z nadzieją
- To list do mnie- zbyła mnie
- A teraz pomóż mi posprzątać w domu- zmieniła temat
Nie byłam usatyswakcjonowana tą odpowiedzią ale stwierdziłam że z czasem mi zaufa i zacznie mówić więcej o sobie. Potem razem z Olimpią zabrałyśmy się za porządki w domu.
_________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
Kooooooooooooooooooniec!!!! Uff myślałam że nigdy go nie skończymy nie mówiąc o wstawieniu na bloga ale jest!!! Mamy nadzieje że wam się podoba i będziecie komentować :)  :)  :)  :) (Co do opóźnienia rozdziału to jak tłumaczyła moja mama nie pozwalając mi go wstawić na bloga "Świat się nie zawali jak wstawisz go później":Mima) Ale żeby wynagrodzić wam to że jest tak późno to za chwilę wstawimy kolejny
buuuuuuziaki ;-*  ;-*  ;-**
Zomiju

czwartek, 15 stycznia 2015

Nie ma rozdziału w tym tygodniu :(

Jak już się pewnie domyślacie po tytule notki to nie będzie w tym tygodniu rozdziału... Ale za to w nastpnym będą dwa :) W tym tygodniu rozdziału nie ma gdyż ponieważ moja niezwykle knąbrna rodzicielka założyła hasło które tylko ona zna na MÓJ komputer i powiedziała że moge wchodzić tylko w bardzo ważnych wypadkach, co zupełnie jest nie logiczne bo jak mówiłam że musze wejść bo to sprawa życia i śmierci żeby wstawić rozdział(bo chyba przez nieregularne wstawianie rozdziałów tracimy czytelników...) to stwierdziła że mi nie odblokuje bo najpierw lekcje... Masakra
Potem przez to musiałam pisać w zeszycie przez co teraz musze przepisywać na kompa potem wrzucić na pendriva dać Zońce do poprawienia i wstawienia na blooooooooooga (rodzice to lubią wszystko utrudniać...) jednym słowem ŻYCIE... Więc papatki i do zobaczenia w następnym rozdziałe :)

 (Zrozumcie mój nałóg z wstawianiem nawiasów..XD)


buuuuuuuuuuuuuziaki ;-*  ;-*  ;-**
Mima która nielegalnie siedzi na kompie...

piątek, 2 stycznia 2015

nagłówki bo bloga

Drodzy czytelnicy oświecamy was w jednej sprawie, pod nagłówkiem są zakładki a pośród nich znajduje się jedna o nazwie "Nagłówki do bloga :)" są tam obrazki w które wkładamy bardzo dużo pracy, robimy to dla siebie ale równierz dla was żeby wasze patrzałki się cieszyły więc miło by było gdybyście czasem odwiedzili ową zakładkę i pozostawili po sobie opinie na temat jakości naszych prac
buuuuuuuuuuziaczki ;-*  ;-*  ;-**
Zomiju


CZYTASZ=KOMENTUJESZ         
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
 CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
 CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
 CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
 CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
 CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
 CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
 CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
 CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ
CZYTASZ= KOMENTUJESZ
CZYTASZ=KOMENTUJESZ

czwartek, 1 stycznia 2015

Pytania

W zakładce pytania takowych nie było więc zmieniłyśmy charakter tej zakładki na odwrotnie niż było (w sensie że wcześniej była żebyście to wy pytali jak coś chcecie, a teraz my będziemy pytać(i oczekiwać odpowiedzi ;*))
buuuziaczki ;-*  ;-*  ;-**
Zomiju

środa, 31 grudnia 2014

Rozdział V Gdy otacza Cię mrok...

-Mamo, mamo! - Wołałam z uśmiechem
-Spójrz na ten kwiatek, śliczny prawda? -powiedziałam rozradowana, biegnąc do mamy i podtykając jej go pod nos.
Ona zaś nawet na mnie nie spojrzała, siedziała na ławce ze wzrokiem wbitym w swoje żałobne jedwabne rękawiczki, położone na głęboko-czarnej kopertówce
-Śliczny kochanie- powiedziała siląc się na ciepły ton głosu
-Dam go tacie! - roześmiałam się uszczęśliwiona swoim pomysłem
 W odpowiedzi na moje słowa podniosła powoli swą głowę i skierowała na mnie spojrzenie swoich pustych, niegdyś skrzących się radością jadeitowych oczu. Potem tylko uśmiechnęła się ponuro a jedna łza spłynęła po jej policzku
Jedna łza... Jedna łza... Jedna łza..................
Te słowa obijały się w mojej głowie, i nagle stanęłam sparaliżowana a nawałnica obrazów zaczęła spływać do mojej głowy. Utrata bliskiej osoby... Czarna otchłań, tata i jedna łza, pierwsza i ostatnia jaką u niego widziałam...
Nie mogąc nic pojąć pobiegłam z kwiatem w ręku na ławkę która była na samym końcu placu zabaw, a wiatr rozwiewał moje hebanowe włosy. Usiadłam na niej podciągając nogi pod brodę i zaczęłam się zastanawiać co się dzieje. Przed oczyma miałam dzieci w moim wieku(tak dla jasności Lynn ma w tym momencie około 6lat :)), wesołe, beztroskie, biegające i śmiejące się, a na drugim końcu moja mama, sama siedząca na ławce i wpatrująca się w jakiś martwy punkt, wyglądała jak czarna plama mącąca tę beztroskość spowijającą to miejsce. Ubrana w czarną satynową sukienkę przed kolano w obsydianowym kapeluszu z siatką przysłaniającą oczy. Wokół placu zabaw piętrzyły się bloki wysokie na 50 metrów a przed, główna ulica którą cały czas przejeżdżał jakiś samochód. Ławka na której siedziałam była przysłonięta starą wierzbą płaczącą, której rozłożyste gałązki opadały przy ławce.
- Od czasu kiedy tata znikną mama mnie nie kocha- pomyślałam ze łzami w oczach
- Nic nie znaczę ani dla niej ,ani dla nikogo innego- zaczęłam szlochać szeptając do siebie te słowa
I wtedy wśród szumu wiatru usłyszałam męski głęboki gło
- Nie martw się- powiedział kojąco
- Wiesz przecież że na mnie zawsze możesz liczyć- mówił łagodnie
Odwróciłam głowę w stronę dźwięku i obok ławki zmaterializował się wysoki mężczyzna w średnim wieku z nienagannie przyciętymi czarnymi włosami, które były poprzetykane lekkimi pasmami siwizny, miał na sobie czarny garnitur z czerwonym krawatem. Stał patrząc mi w oczy z łagodnym uśmiechem, od razu zrobiło mi się lepiej widząc go.
- Stefan - powiedziałam uśmiechając się przez łzy, które szybko przetarłam rękawem i wyciągnęłam dłoń z kwiatem
- To dla ciebie.
Nagle zerwał się lekki wietrzyk i wyciągną roślinę z mojej ręki, a ona delikanie poleciała do otwartej dłoni mężczyzny.
-Dziękuje Ci, jest piękny.-mówił
- Tak jak ty- dokończył
Uśmiechnęłam się lekko zarumieniona, potem wstałam i przytuliłam się do niego.
On jako jedyny zawsze był przy mnie, nawet tata mnie opuścił, ale on nie.
-Dlaczego masz supermoce a ja nie?- spytałam
-Bo jesteś jeszcze mała, jak dorośniesz to będziesz je miała obiecuje- odpowiedział z uśmiechem
Gawędziliśmy jeszcze przez chwilę gdy zaproponował mi coś dziwnego
- Możesz odejść od mamy, zamieszkać u mnie i mojego syna, tam już nigdy nie będziesz płakać, a poza tym jak już mówiłem jesteś mi potrzebna- powiedział całkowicie poważnie
- Ale ja nie mogę, muszę czekać na tatę aż wróci, bo będzie się strasznie martwić -odpowiedziałam przejęta
- On już nigdy nie wróci Lynn- powiedział łagodnie, ale też z nutą niecierpliwości
-Wróci bo mnie kocha!- wykrzyknęłam zraniona
- Moja mała Lynn uwierz mi on Ciebie nie kocha i nie zobaczysz go nigdy więcej, a twoja matka pogrąża się w depresji, jej również nie obchodzisz -odpowiedział kpiąco
-Kocha mnie, obydwoje mnie kochają!!!- nie mogłam już wtrzymać
-I tata wróci do mnie zobaczysz!-wykrzyczałam tupiąc nogą
- Twój ojciec umarł Lynette, nie żyje rozumiesz?-powiedział chłodno i ponuro
-Nie uwierzę ci w to co mówisz on zawsze powtarzał, że mnie kocha i że będzie mnie chronił, nigdy nie będzie inaczej- mówiłam zrozpaczona tym że tracę jedynego przyjaciela
-Kłamał, nie dociera do ciebie że nigdy cie nie kochał i znikną bo ma cie dość, nic dla niego nie znaczysz i jeżeli mi nie pomożesz twoja matka też zginie- warknął lodowato
Przerażona tym co powiedział wpatrywałam się w jego nieprzeniknione stalowe spojrzenie. W którejś chwili coś się zmieniło, zaczęłam wszystko lepiej rozumieć, zaczęłam błyskawicznie rosnąć. Patrząc na jego reakcję spostrzegłam tylko kotłującą się w nim złość, nagle uświadomiłam sobie że mam 17 lat i jestem pewna jednej informacji: mój ojciec mnie kocha i zawsze mnie chronił. To prawda zginął ale nikt nie będzie mi wmawiał że mnie nie kochał, a ten Stefan to podejrzany typ.
-Odejdź i nigdy nie wracaj, nie pomoge ci i nie chce cie znać. Kim jesteś żeby mówić mi że mój ojciec mnie nie kocha- odpowiedziałam tym samym tonem
-A jedyną osobą która mnie wykorzystuje jesteś ty- mówiłam z nienawiścią która teraz wypełniała mnie całą
Potem zobaczyłam jak rozmachuje się ręką a chwile potem leżałam na ziemi czując piekący ból na prawym policzku. Otworzyłam oczy i wszystko wokół mnie zaczęło znikać. Mężczyzna, plac zabaw, mama, wierzba, wszystko zdawało się tonąć w czerni która zaczęła mnie otaczać. Nagle wszystko zaczęło tracić sens, moja pamięć zniknęła całkowicie i niczego już nie byłam pewna, znowu stałam się tą Lynette która nic nie pamięta, miałam tego dość, to wszystko mnie przytłaczało, chciałam spokoju, chciałam również zatonąć w tej mgle i od wszystkiego się uwolnić, zostać jej częścią, pozbawioną życia i duszy. Gdy już prawie cała byłam pochłonięta przez otchłań wokół moich nóg zaczęły się pojawiać płomienie. Na początku tylko migoczące iskierki przeradzające się w pomarańczowe języki ognia, dopiero wtedy zorientowałam się że jest mi bardzo zimno a mgła jest lodowata i pochłania życie, a ciepły ogień je ratuje, moją dusze poddającą się działaniu zaczarowanej mgły.  Poczułam ciepło otulające moje ciało i wracającą siłę do stawiania czoła problemom, ogień rozpraszał mrok dookoła moich stóp i w moim umyśle, a jego ciepło koiło ból serca, zdawał się szeptać i mnie uspokajać, tworząc  krąg wokół mnie. Czarna otchłań odsuwała się z zasięgu ognia cofając w tył, aż w końcu po horyzont mojego wzroku roztaczał się ogień, zagrożenie ze strony mgły minęło, ale teraz ogień przemienił się w wielki dziki żywioł przybliżający się do mnie. Zaczęłam kaszleć z braku powietrza które spalał ogień, poczułam żar i pieczenie na całej skórze, 3 metrowa ściana ognia która wcześniej ratowała mnie z otchłani mroku, teraz sama chciwie spalała wszystko dookoła idąc po swój łup. Nie miałam gdzie uciekać, mogłam tylko czekać na nadchodzącą śmierć, zaczęła narastać we mnie panika nie wiedziałam co robić kręciłam głową na wszystkie strony rozpaczliwie szukając drogi ucieczki. Ogień raził mi oczy, i czułam jakby w mojej krtani rozlał się żrący kwas, nie mogłam oddychać a ogień palił moją skórę. W następnej chwili ściana żywiołu się zacieśniła a ja zostałam żywcem rzucona w ogień.
_______________________________________________________________________
Heeeeeeeeeeeeeeeeeeeejoł :) jak tam święta, prezenty i sylwester????? Ten rozdział jest w zeszycie trochę dłuższy ale mama mnie wyrzuciła z koooooooooooooooompa :-C Bardzo się staramy z napisaniem każdego rozdziału, i chciałybyśmy znać waszą opinię na ten temat :Działa to na podświadomość człowieka w ten sposób że gdy pod rozdziałem były komentarze to tydzień poźniej czuje się taki obowiązek napisania i wstawienia na bloga kolejnego, a jak wogule nie ma to sie mówi eeeeeee i tak tego nikt nie czyta. WWięc komentarze mile widziane :D

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Zomiju

Heeeeeeeeeejoł, naprawdę wszystkich (którzy to czytają XD) przepraszamy za tak długą nie obecność na tym blogu... Rozdział miał być już dawno ale nie wyszło bo leniwa Mima nie chce owego rozdziału dokończyć, i tylko głupio się tłumaczy że dała kosza synowi Apolla a ten rzucił na nią klątwe braku weny. Więc co, to nie nasza wina tylko tego Tomka ;P (Co złego to nie my! ;D)
Ale za to nowe piękne szablony widnieją na naszej stronce, tylko jak to Zonia mówi wszyscy mają reumatyzm i dlatego nie piszą komciów (Przy ostatnim rozdziale też nie ma komentarzów i myślimy że Mima wpadła w depreche i przez to nie dokończyła rozdziału(ale nie mówcie jej tego bo się obrazi ,niech ma se tą wersje z synem Apolla XD)) Ale za to mamy pomysł na taki pogrzany One Shot XD który pojawi się niebawem...(czas nieokreślony ;>) A co do rozdziału to wykopałyśmy Mime do dokańczania i Juliet przepisze go na bloga :) więc według naszych obliczeń powinien się pojawić jeszcze w tym roku ;)
Takim oto słodko-gorzkim akcentem kończymy tę notke
i do zobaczenia przy następnym rozdziale ;D

CZYTASZ=KOMENTUJESZ
( Pisać, pisać komcie bo nasza brygada już się załamuje.. )



Buuuuuuziaki ;-*  ;-*  ;-**
Zomiju :)